czwartek, 31 lipca 2014

Ważne!

Wiem, znowu zaśmiecam bloga niepotrzebnymi notkami, ale chciałam ogłosić, że założyłam nowego bloga. Nie wiem kiedy zacznę coś pisać ale jakby co to macie link:
Wróg? Może jednak nie?

środa, 30 lipca 2014

Rozdział 8.

Ujrzałam Rossa. Stał naprzeciwko mnie. W prawej ręce trzymał kwiaty. Czerwone róże. Mówił coś do mnie. Klęknął przede mną i wyciągnął czerwone pudełko. W nim był pierścionek.
- Będziesz moją dziewczyną?- zapytał. Zaczęłam się zastanawiać. Skąd on się wziął na tym parkingu. Ciekawe. W tej chwili cały świat zaczął wirować.
*Oczami Vanessy*
Gdyby nie Rik nie wiem co by było. Podziękowałam mu, na co się uśmiechnął.
- Gdzie jest Laura?- zapytał Rocky.
- Poszła do łazienki- odpowiedziała niewzruszona Rydel
- I siedzi tam dwie godziny?- drążył temat Rocky.
Delly zatrzymała się i zaczęła się zastanawiać.
- Zadzwoń do niej- skierowała to do mnie. Jak automat, wybrałam numer i zadzwoniłam. Nie odebrała.
- Nie odbiera. Coś się musiało stać. Lau zawsze odbiera- powiedziałam i zaczęłam się zamartwiać.
- Może ma focha.- powiedział Rik
- Ross, ty się z nią najlepiej dogadujesz. Gadała coś?- zapytała Ryd
- Co? Ja? O co chodzi?- powiedział wybity z gry na telefonie blondyn
- Laura zniknęła- dopowiedziałam
- Kiedy? Gdzie ona jest?- zapytał.
- Nic się od niego nie dowiemy. Jest bardziej zdesperowany niż my- powiedziałam do Rydel
Przez myśl przeleciał mi taki obraz: Laura i Ross trzymający się za ręce...
Nie to niemożliwe! Lau nie da się dotknąć chłopakowi, a co dopiero zakochać!
- Idę po telefon- zdecydował Ellington i po otrzymaniu od Delly kluczyków poszedł do wyznaczonego przez siebie celu. Razem z resztą zastanawialiśmy się gdzie może być Laura...
*Oczami Ratliffa*
Szedłem sobie spokojnie do auta Rydel, aż zobaczyłem policjanta celującego w ciemnowłosą dziewczynę z pistoletu. Chwila! To jest Lau!
- Zostaw ją!- krzyknąłem, a napastnik obrócił się w moją stronę. Chyba chciał mnie zaatakować, ale odpuścił. Pospiesznie odszedł w nieznanym mi kierunku. Podbiegłem do dziewczyny.
- Laura! Żyjesz?- zapytałem, ale odpowiedziała mi cisza. Nie zastanawiając się, wybrałem numer Rossa. Odebrał po kilku sekundach.
- Czego?- zapytał
- Chodź na parking, nie mów nic reszcie. Na razie- i się rozłączyłem.
Blondyn przyszedł po minucie. Gdy zobaczył leżącą Marano, chciał podejść, ale się zawahał.
- Czemu do niej nie podejdziesz?- zapytałem
- A jeśli pomyśli, że to ten, co kilka lat temu? Tylko się wystraszy.- odpowiedział. - Co jej się stało??
Dopiero teraz się jej przyjrzałem. Miała siny policzek, jej ciało drgało. Wpadł mi do głowy genialny pomysł.
- Weź ją na ręce. Zaniesiesz ją do auta.- wytłumaczyłem przyjacielowi, który po chwili przytaknął. Mój genialny plan się powiódł. W samochodzie było trochę cieplej.
*Oczami Rossa*
Cała się trzęsła. Żeby tylko jej nic nie było. Coś mi w tym wszystkim nie pasowało.
- Jak ją znalazłeś?- zapytałem
- Szedłem spokojnie w  stronę samochodu. Zobaczyłem jakiegoś faceta w mundurze, celującego w Laurę. Krzyknąłem, żeby ją zostawił i sobie poszedł- odpowiedział
- Aha. To dzwonimy do Delly- odparłem i zadzwoniłem do siostry. Odebrała (R- Rydel; J- Ross)
R: Coś się stało?
J: Chodźcie wszyscy do twojego auta. Musimy szybko jechać do domu.
R: Ale nie znaleźliśmy Laury..
J: Jest tutaj. Wytłumaczę w domu. Szybko
Rydel i Vanessa pojawiły się na parkingu po dwóch minutach.
- Ell, jedziesz ze mną i z resztą- zarządziła starsza Marano- Wytłumaczysz w domu. Ross, jedziesz z Delly i Lau.
Wpakowałem się na przednie siedzenie, chwilę później pojawiła się obok mnie Delly.
________________________________________
Po 1. Ulu Mikuwko- przy ostatnim rozdziale pisałaś, że następny będzie w twoje urodziny. W takim razie wszystkiego najlepszego, zdrowia, szczęścia, prawdziwych przyjaciół- nie ma takich wielu i spełnienia wszystkich  marzeń ♥ (oraz oczywiście fajnych prezentów)


To chyba na tyle. Do niedzieli! ;*

niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 7.

Rozdział z dedykacją dla: Tuli Pomocnej, Abi, Zuzi Bielki, Uli Mikuwki i każdego, kto przeczytał poprzedni rozdział~dzięki, że jesteście ;*

*następny dzień, oczami Vanessy*
Spało mi się bardzo dobrze. Powoli zwlokłam się z łózka w 'moim' pokoju. Poszłam do łazienki i wzięłam odświeżający prysznic. Spływała po mnie gorąca woda, zabierając choć na chwilę wydarzenia z wczorajszego dnia. A zaczęło się od wyścigu. Było kilka pozytywów ze wczoraj. Są nową rodziną, a nazywają się: Rydel, Riker, Rocky, Ross i Ellington. Powoli  przebrałam się w ubrania pożyczone od Delly i zeszłam gotowa na dół. Reszta przyjaciół i moja kochana siostra poszli razem ze mną przed dom. Wsiadłam do mojego kochanego auta, które cudem ocalało dzięki chłopakom. Dołączyli się do mnie Rocky i Laura. Moja siostra usiadła obok mnie, a jeden z Lynchów rozłożył się na tylnych siedzeniach.
- Ładnie wyglądacie- powiedział brązowowłosy.
- Nie podlizuj się- zgasiłam go
- Ale ja się nie podlizuję- rzekł chłopak
- Van i tak ma innego- odparła Lau
- Kogo?- zapytał Rocky
- Albo kogoś z twoich braci, albo Ratliffa- odpowiedziała
- Serio?- odparł, a ona przytaknęła
-Grabisz sobie Laura- poinformowałam młodszą siostrę, robiąc groźną minę. Do centrum dojechaliśmy w piętnaście minut. Długo. To wszystko przez te korki. Reszta dołączyła do nas kilka minut później. W centrum handlowym ja poszłam do banku, a Rydel i Laura razem z chłopakami (czyt. bezpłatnymi nosicielami zakupów) udali się w stronę sklepu z ubraniami. Już mi żal chłopaków. Jak Lau wejdzie do sklepu, to po jej wyjściu właściciele sklepu zostają milionerami, a torby napakowane zakupami ktoś musi nieść. W banku nie było dużo osób. Podeszłam do okienka i zamierzałam zapytać o wypłatę odszkodowania, gdy do pomieszczenia weszło kilku uzbrojonych ludzi, w czarnych kominiarkach.
- Ręce do góry i żadnych numerów!!- krzyknął jeden z nich. Wraz z  innymi klientami zostałam zaprowadzona do schowka na miotły, gdzie napastnicy nas zamknęli, a sami poszli rabować bank. Wyciągnęłam telefon. Jest zasięg! Wybrałam numer Laury, ale po chwili się rozmyśliłam i aby nie narażać mojej siostry wybrałam numer Rikera.
- Rik
- Tak Van?
- Jestem w banku. Jakiś napad. Zadzwoń na policję, nic nie mów reszcie. Jestem w schowku razem z innymi. Idą tu.
Rozłączyło mnie. Chyba w jakiś sposób wyłączono zasięg.
*Oczami Lau*
Przypadkowo usłyszałam rozmowę Rikera i Van. Ona jest w niebezpieczeństwie.
- Idę do łazienki- poinformowałam Delly i udałam się w stronę banku.
Na miejscu była już policja. Przyznaję, Rik szybko zareagował. Poszłam szukać mojej siostry.Weszłam do środka wielkiego banku i zobaczyłam JEGO. O nie, zobaczył mnie! Idzie tu! On? Jest policjantem?! Chciałam się szybko ewakuować ale złapał mnie za ramię. Moje serce zaczęło panikować. Trzęsłam się.
- Zostaw mnie!- powiedziałam, ale w moim głosie słychać było przerażenie.
- Znowu się spotykamy. Popatrz na mnie!
Ani nie drgnęłam.
- POPATRZ!- krzyknął, a ja się odwróciłam i ujrzałam plakietkę przy jego mundurze.
David Jackson.
Czemu mnie to spotyka?
- Czego chcesz?- zapytałam
- Ciebie- odrzekł, a po moim ciele przeszły drgawki.
- Zaraz im wszystko powiem. Trafisz do więzienia!- mój poziom odwagi wzrósł. Nie na długo.
David zaciągnął mnie na jakiś parking.
- Już nic nikomu nie powiesz.
_____________________________________
Hej. Rozdział taki sobie. Nie mam zbytnio pomysłu. Proszę o komentarze
''Widzimy'' się w środę :) ;*

środa, 23 lipca 2014

Rozdział 6.

Rozdział dedykowany Uli Mikuwce 
Nie zastanawiając się ani przez chwilę, pobiegłem do willi dziewczyn. Bez problemu znalazłem schody na piętro. Wbiegłem do pokoju Lau. Stała, próbując przejść przez otaczający ją ogień. Przewróciła się. Chyba zemdlała. Przeskoczyłem przez ogień, zabrałem Laurę i niedokładnie spakowaną walizkę, którą wyrzuciłem przez okno. Złapała ją Rydel. Wybiegłem z pokoju z dziewczyną na rękach. Na dole stał Rocky, który pomógł mi wyjść z ognistej pułapki. Gdy wyszliśmy przyjechała straż pożarna i zaczęli gasić pożar.
- Idziemy do nas- powiedziała Delly i wszyscy, łącznie ze mną i nieprzytomną Lau w moich ramionach wróciliśmy do naszego domu. Van opadła na fotel. Od razu podszedł do niej Riker i ją przytulił. Na kanapie rozłożyli się Rocky i Ellington.
- Złazić!- odparłem i położyłem powracającą do rzeczywistości Laurę na tej kanapie.
- Co się stało?- zapytała młodsza Marano gapiąc się na mnie.
- Zemdlałaś i Ross uratował cię od spalenia we własnym pokoju- powiedziała Rydel i uśmiechnęła się do ciemnowłosej.
- Dziękuję- odparła Lau kierując słowa do mnie.
- Nie ma za co- powiedziałem- Jak się czujesz?
- Nie jest źle. Van, co z naszym domem?- ożywiła się szatynka
- Raczej nic z niego nie zostanie- powiedziała Vanessa, przytulając się do śpiącego Rikera. Chyba będzie związek. Rikessa forever.
* Oczami Rydel*
Szkoda mi dziewczyn. Mam pomysł!!
- Zostajecie u nas i żadnego ale.- powiedziałam
- Ale- zaczęła Van- Okey. Laura zostajemy
Młodsza Marano widocznie ucieszyła się na tą wiadomość. Uśmiechnęła się szczerze.
- Mamy jeden pokój gościnny. Van, będziesz w nim mieszkać, a ty Lau zamieszkasz ze mną.- odparłam
- Okey- zgodziły się obie. Nagle do Vanessy zadzwonił telefon. Rozmawiała chwilę, po czym schowała telefon do kieszeni spodenek.
- O co chodzi?- zapytali moi jakże 'kulturalni' bracia
- To spalenie domu, to było specjalnie. Ktoś specjalnie podpalił naszą willę. Sprawcy nie znaleziono. Muszę jutro jechać do banku, załatwić sprawę z odszkodowaniem.- wydukała brunetka
- To jutro jedziemy wszyscy do centrum, muszę zrobić zakupy- powiedziałam
- Okey- powiedzieli chórem wszyscy
______________________________________________
Przepraszam! Wiem, rozdział krótki i beznadziejny, ale mam teraz tak, że najpierw mam wenę jak np. jestem na dworze, a jak przychodzę do domu, to wszystko co wymyśliłam znika :(
PS: Dzięki za 1000 wyświetleń

niedziela, 20 lipca 2014

Rozdział 5.

- Ufam ci- powiedziałam i usiadłam obok chłopaka. Jego humor wyraźnie się poprawił.
- Serio?- zapytał
- No pewnie- uśmiechnęłam się.
- Przepraszam- powiedział
- Za co?- odpowiedziałam pytaniem
- Jestem zbyt nachalny. Nie powinienem cię wtedy przytulić. Po tym, co przeszłaś..
- Nie gadajmy o tym. I nie przepraszaj- odparłam.
- To co? Idziemy po Delly i oglądamy 'babskie romansidła', które wręcz uwielbiam? Moja kara musi się odbyć- powiedział, a ja zaczęłam się śmiać. Pierwszy raz od długiego czasu zaczęłam się śmiać!
- Uroczo się śmiejesz- powiedział blondyn
- No to idziemy- rzekłam i wyszliśmy z pokoju.- Delly! Oglądamy film w ramach kary Rossa! Chodź!- krzyknęłam, a blondynka wybiegła z pokoju jak burza i znalazła się obok nas. Miała na sobie różową sukienkę i kapcie tego samego koloru

- To oglądamy czy nie?- powiedziała.
Po zwołaniu reszty chłopaków i Vanessy wymieniliśmy się numerami telefonów i zaczęliśmy oglądać głupie filmy romantyczne. Moja mina była taka jak chłopaków- rzygam tęczą. Te wszystkie 'Kocham cię' Przy mnie jesteś bezpieczna' Nie opuszczę cię' Zawsze będę przy tobie..' i inne były jednym wielkim kłamstwem.
*4 godziny później*
Nareszcie!! Koniec tego maratonu romansów i żelków!! Dosłownie: żelków. Podczas wyznawania miłości jakiegoś chłopaka dziewczynie (co było najważniejszym momentem dla Delly) Ellington rzucił żelkami w telewizor i zaczęła się wielka walka na żelki. Ja siedziałam i przyglądałam się latającym żelkom i krzyczącej Rydel rzucającą w chłopaków popcornem. Wyglądało to genialnie! Wyciągnęłam telefon z kieszeni i zaczęłam nagrywać całą sytuację. Gdy nagrałam najważniejsze momenty, połączyłam się z internetem w telefonie i wstawiłam 'film roku' na Facebooka. Po minucie miałam 187 lajków!
*oczami Rossa*
Po wielkiej wojnie żelkowej Ratliff włączył Teletubisie, co poskutkowało rzuceniem w niego poduszką, a później i patelnią. A to wszystko dzięki rozwścieczonej siostrze, której przerwano ukochany film. Nagle poczułem zapach spalenizny.
- Spokój na chwilę!!!- krzyknąłem, a wszyscy spojrzeli w moją stronę- Czujecie to?
- Coś się pali!!- powiedział Rocky i spojrzał w okno wychodzące na dom sióstr Marano- Wasz dom!
Rzeczywiście z domu obok leciał dym. Wszyscy rzucili się do wyjścia z domu. Rydel zadzwoniła po straż pożarną. Van i Laura pobiegły do swojego domu. Chłopaki pobiegli za nimi. Ja również. Vanessa rzuciła Rocky'emu kluczyki do garażu, mówiąc aby razem z nami zabrał najważniejsze rzeczy. Zaczęliśmy wyciągać  samochód. Riker pobiegł do palącej się willi po dziewczyny. Chwilę później wrócił ze starszą Marano niosącą razem z moim bratem najważniejsze rzeczy, czyli dwie walizki ważące chyba z tonę, bo Rik nie miał siły ich nieść. Po chwili Vanessa stanęła na środku trawnika i spojrzała na nas.
- Gdzie jest Lau??- zapytała i chciała wrócić po młodszą siostrę, ale Riker ją przytrzymał, nie pozwalając wracać do palącego się domu.
______________________________________________________
Przepraszam za tak krótki rozdział ;(  Chciałam napisać dłuższy, ale jakoś tak. ;((Naprawdę brakuje mi weny. Postaram się ją jakoś odzyskać. Przepraszam wszystkich.

piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 4.

*Oczami Lau*
Po półgodzinie dogadywaliśmy się świetnie.
- Ufasz mi?- zapytał blondyn, a ja nie wiedziałam  co powiedzieć
- Nie wiem. Przepraszam- powiedziałam
 Prawie zapomniałam o przeszłości, problemach i wielu innych rzeczach, które powróciły gdy Ross wyszedł z mojego pokoju. Znowu zaczęłam płakać.  A jeśli on cię skrzywdzi? Może i racja. Z drugiej strony wydaje się uroczy i taki... w moim typie Pamiętaj, to może być tylko jego maska. Przed chwilą było przecież wszystko okey. Właściwie to lepiej będzie jeśli posłuchasz głosu serca. Jak na moją podświadomość, to jesteś niezdecydowana. Za chwilę przez ciebie trafię do psychiatryka. Gadam z własną podświadomością. Wielkie dzięki, ja tylko staram się pomóc blondynko! Nie jestem blondynką. Proszę, doradź mi co mam zrobić. Zaufać mu? Jeśli mu zaufasz, a on okaże się kompletnym idiotą bez serca, to będzie krucho. Jeśli zaś mu nie zaufasz, a będzie idealnym chłopakiem, to będziesz żałować. Bez ryzyka nie ma zabawy. Wyjątkowo się z tobą zgadzam. A teraz najważniejsze: Ufasz mu? Nadal nie wiem. Pogadaj z Delly. Jej na pewno możesz zaufać. No dobra, pójdę do niej. 'Pogadamy' potem.
Moje rozmowy z podświadomością zdarzały się często. Czasami myślę, że to jedyna 'osoba' która mnie rozumie. Jest jak przyjaciółka. Spojrzałam w lustro znajdujące się w mojej prywatnej łazience. Nie wyglądam dobrze. Zmyłam makijaż, przebrałam się w to:
 
Wyszłam z domu. Tak jak zdecydowałam, poszłam do domu Lynchów. Zadzwoniłam dzwonkiem. Otworzył Rocky.
- Hej Laura- powiedział
- Witaj Rocky. Jest Delly?- zapytałam
- Pewnie, wchodź- powiedział, a ja po raz drugi tego dnia przekroczyłam próg ich domu.- Jest u siebie. Pierwsze piętro, drugie drzwi na prawo.
- Dzięki- odparłam i poszłam we wskazane miejsce. Drzwi pokoju Rydel były różowe. Zapukałam. Nic nie usłyszałam, ale delikatnie otworzyłam drzwi i weszłam.
- Ross, gadałam ci że masz pukać- zaczęła drzeć się jasnowłosa. Rzuciła we mnie poduszką i wtedy zauważyła, że nie jestem Rossem
- Przepraszam cię, Lau, myślałam, że to ci idioci wchodzą bez pukania.
- Spoko. Chciałam pogadać- odparłam
- No to siadaj. Co się stało?- zapytała
- Ross zapytał się czy mu ufam. Ja nie wiem. Pomóż mi.
- Ciekawe pytanie. Po raz pierwszy zadał tak mądre jak na niego pytanie. Pewnie chcesz wiedzieć, czy można mu ufać?- zapytała, a ja pokiwałam głową.- A więc. Ross jak na siedemnastolatka, jest mądry jeśli chodzi o uczucia i takie tam. Moim zdaniem można mu zaufać. Zrobisz jak chcesz. Na pewno cię nie skrzywdzi
- Jesteś tego pewna?- odrzekłam
- Kochana, znam go 17 lat. Wiem, czego można się po nim spodziewać.
- Dzięki Delly
- Nie ma za co- powiedziała moja przyjaciółka. Przyjaciółka? Chyba tak.
- Mam jeszcze jedno pytanie- powiedziałam- Który pokój to pokój Rossa?
- Naprzeciwko mojego. Żółte drzwi.
Jeszcze raz podziękowałam blondynce i wyszłam z jej pokoju. Jako cel obrałam sobie pokój blondyna. Zapukałam i usłyszawszy 'Proszę' weszłam do środka. Chłopak miał żółty pokój, z meblami podobnymi do moich. Ross siedział na łóżku, gapiąc się w ścianę.
- Delly, wszystko jest okey. Jeszcze żyję- powiedział, nadal się nie odwracając.
- Wiem, że nie jest Ross- podrobiłam głos Rydel- Co się stało?
- Ona mi nie ufa. Laura. Ja się naprawdę staram.
Postanowiłam powiedzieć coś już moim głosem
- Wiem, że się starasz.- chłopak odwrócił się momentalnie i zamarł
- Cześć Laura- lekko się zaczerwienił, ale posmutniał
______________________________________________
Hej!
Jak rozdział?
Piszcie opinie w komentarzach :)

środa, 16 lipca 2014

Rozdział 3

-...i w tej samej okoliczności.- dokończyła i zaniosła się płaczem. Podszedł do niej Riker przytulił. W moich oczach również pojawiły się  łzy. Zauważył to ktoś i mnie przytulił. Pomimo..odwzajemniłam to.
- Lau, ty dałaś się przytulić! Po dwóch latach- usłyszałam Vanessę i odsunęłam się od...Rossa.
- O co chodzi?- zapytał Rik
- Laura nie daje się nikomu przytulić od czasu gdy...
- Powiedz im- odparłam i zbliżyłam, głowę do kolan, zmieniając się w żółto-czarną kulkę
- Została zgwałcona- dokończyła siostra, a ja wybiegłam z domu Lynchów wracając do willi, do mojego pokoju. Wszystkie wspomnienia powróciły...
*oczami Rossa*
CO?? Laura? Po co ja ją przytuliłem? No po co?
- Jak widać, bardzo to przeżyła i..- powiedziała siostra Laury
- To moja wina- powiedziałem- Gdybym jej nie przytulił..
- To nie twoja wina. Po poznaniu prawdy musicie się z nami zaprzyjaźnić- powiedziała Van- Może się uda coś zrobić z tą fobią..
- Chętnie pomożemy- powiedziała Delly
- Ross?- odparła Vanessa
- Co?- powiedziałem
- Jesteś pierwszym chłopakiem, z którym porozmawiała od czasu tego.. zdarzenia. Wydaje mi się, że masz na nią dobry wpływ. Chodź ze mną- rzekła, a ja poszedłem za nią. Doszliśmy do domu obok, willi sióstr Marano. Brunetka otworzyła drzwi, weszła, co z robiłem i ja i zamknęła drzwi. Poprowadziła mnie na piętro. Zatrzymała się przy drzwiach z napisem: 'Jeśli jesteś kosmitą, to wara ode mnie!'. Dziewczyna zapukała. Usłyszała ciche 'Proszę'.
- Pogadaj z nią. Przynajmniej spróbuj- powiedziała i popchnęła mnie do drzwi. Wszedłem do czerwono-żółtego pokoju. Były w  nim czarne meble i gitara w tym samym kolorze. Na łóżku siedziała Laura, odwrócona do mnie plecami. Nuciła pod nosem jakąś nieznaną mi piosenkę. Odwróciła się. Wytrzeszczyła na mnie oczy.
- Vanessa, weź go stąd!!- krzyczała- Co ty tu w ogóle robisz?
- Przepraszam, że wszedłem, ale to Van mi kazała. Ale nie mów jej, że ci mówiłem, bo Rydel mnie zabije- powiedziałem i uśmiechnąłem się przepraszająco.
- Co? Rydel? Okey. Znając życie chcesz pogadać- odpowiedziała dziewczyna
- No tak. Co u ciebie?- zapytałem. To było najgłupsze możliwe pytanie..
- Było źle. Jest trochę lepiej.- uśmiechnęła się lekko
- Dlaczego jest trochę lepiej?
- To głupie ale polepszyłeś mój humor- odpowiedziała
- Bo to trzeba być mną- wyszczerzyłem się
- Pierwszy raz od...- przerwała
- Mów dalej- powiedziałem
- Pierwszy raz od tamtego czasu rozmawiam z chłopakiem.- spojrzała na mnie, a ja nie wiedziałem co powiedzieć
- Jakie są twoje zainteresowania?- wypaliłem z kolejnym pytaniem z listy 'Najgłupszych możliwych pytań'
- Wyścigi oczywiście. I gra na gitarze
- Zagrasz mi coś?- zapytałem z nadzieją
- Jeszcze będzie na to czas- odparła- A twoje zainteresowania?
- To samo co ty, uwielbiam też oglądanie babskich romansideł z siostrą- rzekłem, szczerząc się
- Serio?- zapytała zdezorientowana
- Z tym oglądaniem to nie- zacząłem się śmiać
- Śmiesznie się śmiejesz- powiedziała ciemnowłosa
- Chciałbym powiedzieć to samo, ale nie słyszałem jeszcze jak się śmiejesz- rzuciłem, a ona zrobiła 'facepalma'
Gadaliśmy o głupotach.
___________________________________________________________
Wiem, rozdział ogólnie do bani. Chciałam złapać to 'coś', więc przez 16,5 godziny oglądałam Austina & Ally. Wyglądam jak zombie :P Next będzie jak się dowiem, gdzie zgubiłam wenę
Pozdrawiam :)

poniedziałek, 14 lipca 2014

Rozdział 2.

Aż nagle..  Jakiś idiota na mnie wpadł przewracając nas obu. Zabolała mnie lewa ręka. Spojrzałam na nią. Mój ukochany strój był brudny, do tego na ręce był zdarty, a z rozerwanego materiału leciała strużka krwi.
- Co ty robisz, idioto?!!- Usłyszałam głos jakieś dziewczyny i się obróciłam. Była nią blondynka w różowym stroju. Spojrzała na mnie i uśmiechnęła się przepraszająco. Popatrzyłam na tego 'złego' człowieka, który mnie przewrócił. Był nim zakłopotany blondyn, o brązowych oczach. Przystojny, nie powiem, że nie.
- Rydel Lynch- dziewczyna podała mi rękę
- Laura Marano
- Chodź ze mną, twoją rękę trzeba opatrzyć.- powiedziała
- Nie, nic mi nie jest- spróbowałam wstać i się wywaliłam
- Laura!! ŻYJESZ?- powiedziała moja siosta
- Nie, umarłam, ale przeżyłam- odpowiedziałam, a blondyn parsknął śmiechem
- Rydel Lynch. Wezmę ją do mnie, bo to wszystko przez tego idiotę- mówiła do Vanessy, po czym wskazała blondyna
- Van Marano. Okey
- Ale ja nie umiem wstać...- powiedziałam, ale przerwała mi blondynka
- Rocky, Riker, Ellington! Do mnie- zaraz obok niej zjawiło się trzech chłopaków. Podali mi ręce i przedstawili się. Zamiast pomóc mi wstać, wzięli mnie na ręce- wyglądało to co najmniej idiotycznie i zanieśli do samochodu prawdopodobnie należącego do Rydel. Jechaliśmy piętnaście minut. W końcu dojechaliśmy do ogromnej willi. Skądś ją kojarzę... To dom obok nas! Ale ja jestem głupia..
- Jesteśmy sąsiadami- powiedziałam, a z ust chłopaków i Delly posypały się słowa typu: fajnie, super extra.
Wnieśli mnie do domu i położyli na białej kanapie. Rydel poszła po opatrunki, a ja cierpliwie czekałam. Zamiast blondynki przyszedł chłopak, z którym się zderzyłam.
- Przepraszam za zderzenie się z tobą, jestem Ross- uśmiechnął się a ja się przedstawiłam.
Blondyn opatrzył moją ranę, która nie była 'prawie niczym', a wielkim czymś. Nie znam się na tym. Trochę rozmawiałam z Rossem, wydaje się miły. Potem przyszłą reszta domowników i moja kochana siostra.
- W ramach przeprosin zostajesz razem z Van  na wieczorze filmowym, gdzie będziemy oglądać oczywiście babskie romansidła, a chłopaki będą musieli oglądać za karę z nami.- powiedziała blondynka
- Ale czemu my? To tylko wina Rossa- powiedział Rocky
- Dzięki bracie- odparł Ross i się fochnął.
- Odpowiedzialność zbiorowa- powiedziała Delly
- Mama by nam nie pozwoliła tak cierpieć- powiedział Rik. Całe rodzeństwo spojrzało na niego i posmutniało.
- Gdzie są wasi rodzice?- zapytałam i ugryzłam się w język.- Przepraszam
- Nie przepraszaj. Nasi rodzice nie żyją od trzech lat. Zginęli w katastrofie samolotu 13 sierpnia- powiedziała Rydel- A wasi gdzie są?
- Nie żyją- odpowiedziała Van, a w jej oczach pojawiły się łzy- Może to dziwne, ale zginęli tego samego dnia co wasi i.........
________________________________________________
Hej!
Oto kolejny rozdział :)
Jak wam się podoba? Czekam na wasze komentarze
Proszę o obserwowanie mojego bloga, aby być na bieżąco. Dawajcie linki do swoich blogów
Ps: Zapraszam do nowopowstałej 'zakładki' Bohaterowie, jest tam więcej informacji
No to pa :*

niedziela, 13 lipca 2014

Rozdział 1.

* oczami Laury*
Hej. Jestem Laura Marano, mam 17 lat. Mieszkam z moją siostrą Vanessą,  która jest moim prawnym opiekunem w ogromnej willi w Los Angeles. Jest tu całkiem spoko. Rzuciłam szkołę kilka miesięcy temu. Moim ulubionym zajęciem jest jeżdżenie na motorze i po prostu ściganie się. To jest to, co kocham. Moi rodzice nie żyją. Nie wiem co się dokładnie stało, ale trzy lata temu po prostu zniknęli. Nie interesuje mnie to. Jakby co, mogę zapytać Van. Za pół godziny mam wyścig. Jestem w tym dosyć dobra. Vanessa też się ściga, ale teraz ma 'wolne'. Dzisiaj ścigam się z jakąś Rydel. No to czas się zbierać...
*
Wybiegłam z pokoju niczym torpeda. Wpadłam do łazienki, pomalowałam się i założyłam mój ulubiony neonowy, żółty strój. Zabrałam z komody kask. Ubrałam buty.
- Laura!! Spóźnisz się!- krzyczała moja siostra. Zbiegłam na dół i powiedziałam:
- Jestem
Szybko wbiegłam do samochodu. Moja sis również. Van jest najlepszym kierowcą. Na miejsce 'tajnych' wyścigów dojechałyśmy w trzy minuty. Założyłam kask i podeszłam do mojego motoru (oczywiście żółtego), który stał tam od rana. Włączyłam go i podjechałam na miejsce startu.
- 3...2...1...START!!- powiedział sędzia- Jacob i wystartowałam. Jechałam dosyć wolno, żeby się rozpędzić przed metą. To była moja taktyka. Dziewczyna na różowym motorze i w różowym stroju wyprzedziła mnie szybko. Zbliżałam się do mety. Przyspieszyłam. Jeszcze kilka metrów. Ujrzałam flesz aparatu i wyścig się skończył.
- WYGRYWA...-zaczął sędzia- Jest remis. Gratulacje dziewczyny.
- Nieźle młoda- powiedziała Van- Ja bym wygrała, ale jak na ciebie, to całkiem przyzwoicie
- Wielkie dzięki, czerwony kapturku- powiedziałam. ''Czerwony kapturek'' to ksywka nadana Van przeze
mnie. Wiem, mam talent. Zeszłam z motoru i kierowałam się w stronę kilku znajomych dziewczyn, aż nagle...
_________________________________________________
Oto pierwszy rozdział! Co wy na to?
Proszę o obserwowanie, a przede wszystkim o komentarze.
Następny rozdział dopiero jak napisze. To na razie :)

Prolog

Dwie siostry
Czwórka rodzeństwa
Ich przyjaciel
Do tego dochodzą wyścigi.
Przyjaźń? Możliwe
Coś więcej- nie wiadomo
____________________________
Wiem, nie można tego nazwać prologiem, ale chcę wprowadzić trochę tajemniczości, co jak zwykle mi się nie udało.

Bohaterowie


Laura Marano
1995

Ross Lynch
1995



Vanessa Marano
1992


Rydel Lynch
1993


Riker Lynch
1991


Rocky Lynch
1994


Ellington Ratliff
1993


Witajcie

Ten blog będzie o R5. Za chwilę wstawię bohaterów, może uda mi się jeszcze dzisiaj na pisać prolog. To na razie na tyle :)