niedziela, 31 sierpnia 2014

Rozdział 12.

Rydel z uśmiechem na ustach podeszła do mnie i powiedziała:
- Oby tak dalej.
Mój wzrok spotkał się czekoladowymi oczami Rossa. Blondyn był lekko zdziwiony moim humorem.
- Ludzie się zmieniają- powiedziałam i weszłam do kuchni. Rocky, Rik, Ell i Van gapili się na mnie jakby ujrzeli  ducha- Co się gapicie?
- Yyy, właściwie to nic. Idziemy chłopaki- powiedział Rocky i wraz z Rikerem i Ellingtonem wyszli z kuchni Lynchów. Zostałam tylko ja i Van.
- Co się stało, że wiesz..- moja kochana siostra była w niemałym szoku
- Zmieniłam się. Wiem. - powiedziałam
- Na lepsze. Wiesz, że Rik na mnie często patrzy?!- Vanessa była bardzo podekscytowana Rikerem.
- Noo wiem- uśmiechnęłam się.
W głowie siedział mi już plan swatania tej przyszłej parki.
- Idę do Ryd, narka sis- powiedziałam i poszłam do Rydel.
- Delly, mam pomysł na zrobienie z Rikera i Van idealnej pary!- odparłam.- Trzeba ich zamknąć w jednym pokoju, może być nawet w tym domu, tam przygotować kolację i zagrozić, że dopóki nie będą szczerze razem to nie wyjdą.
- Jesteś pewna, że nie jesteś moją biologiczną siostrą?- zapytała retorycznie Delly- Plan idealny. Zaczynamy dzisiaj o 16.
* oczami Rossa, godzina 15:30*
Rydel omówiła mi doskonały plan zeswatania Rikessy. Przygotowałem wszystko razem z Laurą  i Rockym w jego pokoju.
*oczami Lau*
Rocky wyszedł po świeczki, trzaskając drzwiami. Dostałam mini-zawału.
- Spoko, to tylko Rocky- odparł Ross
- Wiem. Ciekawe kiedy przyjdzie Van. Idę po poduszki na krzesła- powiedziałam i nacisnęłam klamkę z zamiarem wyjścia. Nie drgnęła- Ross, pomóż, klamka się zaklinowała
Blondyn podszedł do mnie, spróbował, ale klamka się nie ruszyła.
- Uziemili nas!- krzyknęłam. Podeszłam do okna- Rocky nie ma balkonu!
- To był pomysł Delly, żeby w tym pokoju zjedli kolację Rik i Van. Jedyne wyjście z tego pokoju to te drzwi- zaczął panikować Ross.
- Delly, otwórz drzwi!- krzyknęłam. Usłyszałam jak ktoś podchodzi do drzwi i mówi:
- Będziecie tam siedzieć, dopóki Lau nie przestanie bać się dotyku.- to chyba głos Rydel
- Ryd, ty zdrajco!- zaczął się drzeć blondyn.
- Ross!- zaczęłam go uspokajać- Może zjemy tą kolację?
Usłyszawszy słowo 'kolacja' zaprzestał prób rozwalenia drzwi i przytaknął. Usiedliśmy do stolika. Był pięknie udekorowany. Wszędzie płatki czerwonych róż i świeczki tego samego koloru.


Naszą kolacją było spaghetti napoli.
Po skończonym posiłku zaczęłam myśleć nad wyjściem z pokoju Rocky'ego. Nic nie wymyśliłam.
- To jaki masz plan?- zapytałam
- Spać mi się chce.- odpowiedział i przetarł oczy
- Tu jest tylko jedno łóżko!- powiedziałam. Jestem desperatką.
- Będę spał na podłodze.
- Nie musisz- odparłam- Jakoś to przeżyję. Ale śpisz na drugim boku łóżka
- Dzięki- uśmiechnął się szczerze.
Nikt z nas nie miał zapasowego zestawu ubrań, więc poszliśmy spać w tym, w czym byliśmy.
*Oczami Rossa*
Obudził mnie przeraźliwy krzyk. Spadłem z łóżka.
- Laura, czemu się drzesz?- zapytałem, przeczesując palcami włosy.
- Miałam dwa okropne sny. W pierwszym byliśmy zamknięci w pokoju Rocky'ego, a w drugim David mówił, że już na zawsze będę jego- po jej twarzy było widać, że jest przerażona.
- To pierwsze to nie sen, a drugim się nie przejmuj. Jak niby on miał by cię tu znaleźć?- chciałem brzmieć pewnie, ale coś mi na to nie pozwalało.
Ta niepewność.
Wpadł mi do głowy genialny pomysł. Podszedłem do drzwi...
_____________________________
Cześć! Jak tam? Jutro szkoła... ugh. Ja nie chcę! Od września rozdziały będę dodawać normalnie, w środy i niedziele.  Miałam coś jeszcze napisać, ale zapomniałam. No nic. Do środy! :)
Już wiem! Pod ostatnim rozdziałem były tylko 4 komentarze. Nikogo nie zmuszam do komentowania, ale jeśli czytacie, to napiszcie choćby kropkę w komentarzu. To ważne ;*

czwartek, 28 sierpnia 2014

Rozdział 11.

Rozdział dedykowany: Tuli Pomocnej, Pinki, Abi, Karci Lynch, Zuzii Bielce (jakby co to przepraszam za przekręcenie imienia :P), Paulinie Em, Uli Mikuwce, Gosi Wojtczak i jednemu Anonimowi ;*
Wróciłam do domu w beznadziejnym nastroju. Blondyn szedł gdzieś za mną i jak przyszłam, jego nie było. Mała strata. Może coś mu się stało? Nawet jeśli, to co? Przecież to chłopak, a ty nienawidzisz chłopaków. No bez przesady. Może powinnam się z nim zaprzyjaźnić? To nie takie głupie. Spróbuj. Czas na zmiany. Pa Cześć.
~Czas na zmiany~ te słowa chodzą mi po głowie od kilku minut. To chyba nie takie głupie. Będzie trzeba przeprosić. I zacząć żyć nowym życiem.
- Będzie trzeba przeprosić i zacząć żyć nowym życiem
- Co mówiłaś?- zapytał Rocky
- Ja coś mówiłam?- odpowiedziałam pytaniem
- Coś o nowym życiu i przeprosinach- dopowiedział
- Aha.- odparłam i poszłam do pokoju Rydel, czyli też mojego. Nie było jej tam. Można spokojnie pomyśleć. Delly jest moją przyjaciółką, ale czasami trzeba się zastanowić i pobyć trochę samemu. Aby odzyskać wewnętrzny  spokój. Spojrzałam na ścianę. Odwróciłam się do niej [do ściany]. Ten różowy jest rozpraszający, ale jednocześnie inspirujący. A teraz Laura Marano zacznie gadać ze ścianą. Serio mówię.
- Wiesz, głupio mi. Zachowałam się jak idiotka. Muszę go przeprosić. On chyba chce dobrze...
*oczami Rossa*
Postanowiłem przeprosić Laurę. Jak zawsze byłem zbyt nachalny. Wszedłem do pokoju Ryd. Drzwi były uchylone. Na łóżku siedziała Lau. Gadała ze ścianą.
 -Muszę go przeprosić. On chyba chce dobrze...- ciągnęła swój monolog. Przeprosić?
- Laura, mogę coś powiedzieć?- zapytałem. Ciemnowłosa gwałtownie odwróciła się.
- Mów pierwszy. Ja też chcę coś ci powiedzieć- powiedziała.
- Przepraszam. Byłem zbyt nachalny. Zachowałem się jak skończony idiota. Nie powinienem naciskać- podałem jej bukiet czerwonych róż, które kupiłem  w kwiaciarni.
- Dziękuję. Są piękne- widziałem w jej oczach nutkę radości.- Teraz ja coś powiem. Przepraszam, że nie dałam ci szansy. Nie mogę cię oceniać, bo ledwo cię znam. Byłam wredna, a ty i tak byłeś miły. Zagrasz ze mną?- wskazała swoją gitarę.
- Okey, tylko pójdę po moją. Albo chodźmy do mojego pokoju. Ryd też czasami zasługuje na spokój.- powiedziałem i uśmiechnąłem się do dziewczyny. Wstaliśmy niemal jednocześnie. Otworzyłem uchylone drzwi  i jak gentelman przepuściłem Laurę.
*Oczami Lau*
Gdy weszliśmy do jego pokoju, poczułam narastającą we mnie pozytywną energię. Ross znalazł swoją gitarę i zaczął grać. Podczas grania spoglądał na mnie prawie cały czas. Potem ja zaczęłam grać. Dołączyłam do tego śpiew, który moim zdaniem nie był dobry. Nie umiałam się powstrzymać. Słowa leciały prosto ze mnie.
Nadal nie wiem, czemu jak na mnie tak się otworzyłam.
- To było genialne!- krzyknął uradowany Ross
- Możliwe- powiedziałam
- Masz śliczny głos- odparł chłopak
- Nie uważam tak, ale dziękuję- rzekłam i uśmiechnęłam się do blondyna. Ten puścił mi oczko i zaczął śpiewać balladę o żelkach.
Zaczęłam się niepohamowanie śmiać. Blondyn dołączył po skończonej balladzie.
- Świetne to było!- powiedziałam
- Bo żelki też mają uczucia- zamyślił się chłopak
- Ross! Ogar!- krzyknęłam prosto do ucha zdezorientowanego chłopaka
- Sorki- uśmiechnął się, a mój poziom radości i euforii podniósł się do 650. - Idziemy pośpiewać na schodach?
- To głupie- utrzymałam go w niepewności- Idziemy!
Wraz z Rossem wyszliśmy z jego pokoju. Zostawiłam tam gitarę, blondyn zabrał swoją i zaczął grać.
Gdy w końcu zeszliśmy ze schodów, chłopak zaczął śpiewać I Got That Rock and Roll
Fajna piosenka. Wszystkie pary oczu zostały zwrócone w naszą stronę....
------------------------------------------------
Hej!
Po długiej nieobecności w końcu wróciłam! Jak rozdział? Może być? Moim zdaniem jest taki sobie. Nie ma w nim tego czegoś. W następnym postaram się napisać coś sensownego :) Taka mała prośba. Moglibyście mi napisać w komentarzach kiedy macie urodziny? To ważne. Jeśli nie chcecie, nie podawajcie.
Jak Wam minęły wakacje? Rozdział miałam dodać dopiero w niedzielę, ale tak mnie natchnęło :P  Do następnego!
PS: Zapraszam na 2 bloga: http://r5ormaranostory.blogspot.com/2014/08/rozdzia-4.html

środa, 6 sierpnia 2014

...

Hej,
Od razu przejdę do setna.
Moja wena i jakiekolwiek pomysły poszły sobie na wakacje.
Moim zdaniem nie ma sensu, abym dodała jakiś beznadziejny rozdział.
Może mnie zamordujecie. Ale postanowiłam zrobić sobie przerwę w blogowaniu i zacząć jakieś normalne wakacje- nie przed laptopem. Wspieracie mnie i dziękuję za to. Za jakieś 2-3 tygodnie pojawi się rozdział. Myślę, że zrozumiecie. Jeszcze raz przepraszam i widzimy się za jakiś czas.
Do napisania ;*

Rozdział 10.

- Hej skarbie- to był głos Jacksona. Bez namysłu rzuciłam telefonem w kąt. Delly spała jak zabita. Teraz spróbuję wstać. Udało się! Z wielkim trudem, ale jednak udało mi się wstać z łóżka. Dowlokłam się do kuchni. Wyjęłam z lodówki jogurt z dodatkami żelków. Hmm. Ciekawy smak.
- Szlag!- powiedziałam sama do siebie, gdy przeczytałam napis na opakowaniu: 'Ratliff'. No trudno, chyba mi wybaczy. Usłyszałam kroki. Zza ściany pojawiła się blond czupryna.
- Hej Laura- powiedział Ross
- Cześć- odpowiedziałam- Nie widziałeś przypadkiem Ella?
- Nie, a co?- odparł zdezorientowany blondyn
-Nic. A jakby teoretycznie ktoś zjadł mu jogurt, to jak by zareagował?- rzekłam z miną idealnego kłamcy
- Zżarłaś mu deser?- przejrzał mnie.
- No. Nie wiem. Tak. Nie
- Jesteś niezdecydowana- odparł chłopak
- Odezwał się ten, kto zastanawia się, czy na śniadanie jeść naleśniki, czy żelki- wyszczerzyłam się
- Takie zastanowienia są bardzo poważne- powiedział Riker, który pojawił się obok mnie i Rossa praktycznie znikąd. Oni nie są normalni. Właściwie to tylko Rydel jest w tym domu normalna. Dobra, nie. Nikt nie jest normalny. Ja też nie. A Van jest świetną siostrą, ale jest mocno walnięta. Moje idealne przemyślenia przerwał najmłodszy z Lynchów. Skąd wiem? Jakaś ręka przeleciała mi przed oczami i zobaczyłam uśmiechniętego chłopaka.

- Halo! Żyjesz?- zapytał- Tak normalnie to dotknąłbym cię, ale wiem jak reagujesz
Łał. Chciało mu się tłumaczyć?
- Spoko- uśmiechnęłam się przepraszająco, a on nadal miał nadzieję, że go słucham.
- Grasz na gitarze?- zapytał znienacka chłopak
- Tak- odpowiedziałam
- Pograsz ze mną?- zapytał z nadzieją
- Może potem- odparłam, a on przytaknął.
- Idziesz popływać?- uśmiechnął się
- Na razie idę na spacer- poinformowałam
- Mogę iść z tobą?- on chyba nic innego nie ma do roboty
- Jak chcesz- rzuciłam i poszłam do przedpokoju. Założyłam buty i najnormalniej w świecie wyszłam z domu Lynchów. Dochodziłam już do furtki, ale usłyszałam głos. Na pewno Ross z kolejnym idiotycznym pytaniem.
- Gdzie idziesz?- zapytała Ryd spoglądając na mnie przez okno.
- Na spacer- odpowiedziałam.
 Te zadawanie pytań to chyba u nich rodzinne. Przez drzwi wyszedł właśnie blondyn.
- Sama nigdzie nie idziesz- poinformowała Delly.
- Pójdę z nią- odparł Ross
Blondynka pokazała coś, co mogło znaczyć, że się zgadza i zamknęła okno. Blondyn dogonił mnie po kilku minutach. Lekko zdyszany, zapytał:
- Musimy iść tak szybko?
- Tak. Mogłeś za mną nie iść- rzuciłam dosyć nie miłym tonem
- Ale chciałem. Daj mi szansę- zrobił minę kota ze Shreka
- Na co?- zapytałam zdezorientowana
- Na przyjaźń.
- Skąd mogę wiedzieć, że na pewno nie jesteś taki jak Jackson?- mój poziom zdenerwowania rósł
- Bo ja jestem sobą
- A mam pewność, że mnie nie wykorzystasz?
- Mówiłaś, że mi ufasz- odparł
- Ja sama już nie wiem...- po wypowiedzeniu tych słów zawróciłam w stronę mojego obecnego 'domu'. Nie słyszałam za sobą kroków Rossa. Odwróciłam się. Usłyszałam jak coś śpiewał. No nie powiem, ładnie śpiewa. Wręcz genialnie. Nie zaczynaj.
_________________________________________
Czee! xD Co tam u Was?
PS: Nowy teledysk:
https://www.youtube.com/watch?v=e1uMDAq4Wc0
Wg mnie świetny!!

niedziela, 3 sierpnia 2014

Rozdział 9.

Co chwilę sprawdzałem, czy Laura nie obija się o siedzenia na zakrętach. Moja siostra jechała z niedozwoloną prędkością, aby jak najszybciej znaleźć się w domu. W końcu dojechaliśmy!
'Wypakowałem' Laurę z samochodu i zaniosłem do domu, do pokoju Rydel, gdzie stało dostawione łóżko Lau. Nadal się nie obudziła.
-Ross, skocz po lód i jakiś koc, Riker zrób herbatę!- powiedziała Delly, a ja poszedłem po lód. W zamrażarce nie było lodu, tylko jakaś mrożonka. Zabrałem ją i po znalezieniu koca, który nie wiadomo dlaczego był w moim pokoju, udałem się do pokoju siostry. Podałem lód i nakryłem kocem nadal nieprzytomną dziewczynę. Jej ciało już tak nie drgało, ale nadal była zimna jak lód. Gdy Ryd wyszła, podszedłem bliżej Laury. Na jej sinym policzku spoczywał lód, a reszta ciała było przykryte kocem i kołdrą.
- Lau...- zacząłem, a ręka dziewczyny poruszyła się.- Żyjesz?
Na te słowo otworzyła oczy. Próbowała się poruszać, ale z jakiegoś powodu każdy jej ruch powodował jeszcze większy ból.
- David, zostaw mnie!- powiedziała, a ja pospiesznie wyszedłem z pokoju, zamykając drzwi. Poszedłem do pokoju Van. Zapukałem. Usłyszawszy 'proszę', wszedłem i zobaczyłem Vanessę leżącą na łóżku i gapiącą się w sufit.
- Ross- powiedziała
- Zaraz pójdę, mam tylko pytanie- odrzekłem
- Mów- pozwoliła Van
- Kto to David?- zapytałem
-To chłopak, który zgwałcił Laurę. A czemu pytasz?- wytłumaczyła starsza Marano
- Laura się obudziła, powiedziała:' David, zostaw mnie!' no i wyszedłem. Ale czemu porównywała mnie do niego?
Vanessa zastanowiła się, poruszyła i odpowiedziała:
- On jej to zrobił. Te siniaki. Znowu się zaczęło
- Co się zaczęło?
- Dopiero dwa miesiące po tym... wydarzeniu zaczęła cokolwiek mówić. To było dla niej trudne. Nie wiem, czy się będzie odzywać. Na razie do niej nie idź. Musi ochłonąć.
Podziękowałem Vanessie i wyszedłem z jej pokoju.
*Oczami Laury*
Gdy się obudziłam, zobaczyłam przed sobą chłopaka. Na moment ujrzałam w nim Davida. Gdy wyszedł, doszło do mnie, że to Ross. Nie rozumiem. Musisz pogadać z kimś zaufanym. Wielkie dzięki, ale z kim? Może z Rydel? Nie wiem czy to dobry pomysł... To pogadaj z Rossem. Ale..ja się go boję. Co jeśli okaże się taki jak Jackson? Według mnie powinnaś z nim pogadać. Na razie odpoczywaj. Nie bój się, to twoi jedyni przyjaciele, można powiedzieć, że rodzina. No nie wiem.. Odezwij się! No to koniec 'rozmowy' na dziś.
Chciałam wstać ale nie umiem. Chwilę później w drzwiach stanęła Rydel. Uśmiechnęła się i zapytała:
- Był tu może Ross? Trochę mu zaczyna odbijać. Siedzi w pokoju i z nikim nie chce rozmawiać
- Był jak się obudziłam. - powiedziałam, a potem opowiedziałam całą historię o porównaniu go do Davida. Blondynka słuchała uważnie, po czym powiedziała:
-  Wiesz, Ross jak na chłopaka jest dosyć wrażliwy. Gdy rzuciła go dziewczyna, nie umiał się pozbierać przez długi czas. Reszta tej bandy, zwanej moimi braćmi, jest bardziej nieogarnięta. Razem z Van jesteście już w naszej rodzinie.
- Ja i Van? Naprawdę?
- No raczej.- rzekła Delly
- Po co mi mówiłaś, o Rossie i o jego załamaniu?- zapytałam
- Jesteście podobni- spojrzałam na nią jak na wariatkę- Psychicznie oczywiście. Po prostu musisz z nim pogadać. Na razie daj mu się uspokoić.
- Dzięki- odparłam
Rydel puściła mi oko, szczerząc się jak głupia.
- Musimy zeswatać Rikera i Vanessę- powiedziałam pewnie
- No raczej. Myślałam o tym trochę. Trzeba ich zaprowadzić na kolację, ale nie mogą wiedzieć, że to kolacja. Pomyślimy jutro. Na razie idziemy spać- odpowiedziała i odeszłyśmy do krainy Morfeusza.
*~*
Obudził mnie telefon. Odebrałam
- Czego?
_____________________
Tadam! I jak? Rozdział z dedykacją dla wszystkich, którzy czytali poprzedni :)

piątek, 1 sierpnia 2014

I kolejna notka;..

Wybaczcie, że znowu zaśmiecam bloga notkami. Chodzi o to, że genialna bloggerka, która prowadzi http://upadla-i-lowcy.blogspot.com/ liczy na pomoc. Chodzi o to, żeby zagłosować na jej bloga Child Of Darkness w tej sondzie: http://sonda.hanzo.pl/sondy,229983,7l3S.html na tej stronie: http://spis1d.blogspot.com/2014/07/blog-miesiaca-lipiec.html
Proszę, to dla mnie ważne ;* Rozdział w niedzielę ;)