niedziela, 28 września 2014

Rozdział 20.

-Co się stało?- zapytałam krzycząc
- Jedziemy do szpitala- Delly wstała i wyszła z pokoju, zostawiając mnie z milionem pytań. Pięć minut później wszyscy byli w autach i właśnie jechaliśmy do szpitala. Po przyjeździe blondyna wybiegła z auta, biegnąc do najbliższego wejścia. Pobiegłam za nią. Z moją słabą kondycją weszłam do środka jako ostatnia. Gdy wchodziłam do sali po raz kolejny wszyscy wyszli. Ross leżał tak, jak go widziałam ostatnio.
- Nic się nie zmieniło. Przepraszam. Myślałam, że się obudziłeś. Dotknęłam jego ręki, wstałam. Chciałam wyjść ale usłyszałam chrząknięcie. Odwróciłam się i zauważyłam Rossa patrzącego na mnie ze szczerym uśmiechem.
- Obudziłeś się- powiedziałam, czując się jak najszczęśliwsza osoba na świecie
- Hej- powiedział.
- Przepraszam za to wszystko.- odparłam
- Słyszałem wszystko co mówiłaś. Właściwie to tylko miałem problem z obudzeniem się. Przepraszam za te wszystkie słowa, które powiedziałem jakieś dwa tygodnie temu. Nie myślę tak naprawdę. Jesteś dla mnie najlepszą przyjaciółką. - powiedział, a ja poczułam się szczęśliwa
- Popełniać błędy jest rzeczą ludzką. Gdy nie było cię przy mnie, zrozumiałam, że przyjaciel nie należy do mnie. To ja należę do przyjaciela- uśmiechnęłam się najszczerzej jak mogłam.
- Zastanawia mnie jedno. Czemu mnie dotknęłaś, przecież masz lęk przed dotykiem?- zapytał blondyn
- Wiem, że mam lęk, ale jakoś tak.. poczułam, że muszę.- zakończyłam swój mini monolog
- To kiedy stąd wyjdę?- zapytał chłopak i spojrzał mi w oczy.
- Zapytaj Delly.- odpowiedziałam
- Już pytałem. Chciałem tylko podtrzymać konwersację- wyszczerzył się
- To kiedy wychodzisz?- szczerze mówiąc, zastanowiło mnie to.
- Nie powiem ci. To będzie niespodzianka.- uśmiechnął się
- To spadam. Nie będę ci przeszkadzać- odparłam- Pa
- Cześć- powiedział blondyn.
 Wyszłam z sali całą w skowronkach. W korytarzu nie było nikogo. Poszłam do samochodu Rydel. Była tam.
- Coś długo cię nie było- wyszczerzyła się
- Jedźmy już- usiadłam na moje stałe miejsce. Gdy zjawili się Rocky i Ell w końcu pojechaliśmy do domu. Wróciłam do pokoju jak najszybciej. Jeszcze zaczęliby mnie o wszystko wypytywać. Wzięłam  gitarę z szafy i zaczęłam grać. Grałam bardzo wesołe melodie. Moja gra była tym, co czułam w danej chwili. Poszłam spać bardzo wcześnie.
*Następny dzień*
Obudziłam się o 12:13. Super. Rydel oczywiście nie było w pokoju. Pewnie pojechali już do Rossa. Wyjrzałam przez okno. Nie było samochodów. Zdrajcy. Wyszłam z pokoju  i jako kierunek wybrałam balkon. Usiadłam na fotelu, przyniesionym tam przez Ratliffa. Poczułam znajomy zapach.
- Naleśniki?- zapytałam sama siebie
- Możesz mi mówić Ross- usłyszałam doskonale znany mi głos.
- Ross!- uśmiechnęłam się do chłopaka trzymającego talerz z moimi ulubionymi naleśnikami.- Chciałabym cię przytulić, ale wiesz. Co ty masz z nogą?
- Nic takiego. Jest tylko złamana- odpowiedział.- Chcesz naleśnika?
- No pewnie- powiedziałam i zabrałam z talerza jednego naleśnika z czekoladą.
- Chciałem ci je przynieść do pokoju, ale cię tam nie było- odparł gdy skończyliśmy zajadać się naleśnikami.
- Dzięki, nie musiałeś- powiedziałam- A gdzie jest reszta naszej rodzinki?
- Van i Rik mają coś ważnego do powiedzenia nam wszystkim wieczorem, Ell i Rocky na zakupach spożywczych, a Rydel również na zakupach.- odpowiedział blondyn
- Idziemy pograć?- zapytałam
- Mam złamaną nogę, siatkówka odpada, wojna na naleśniki też. - odparł ze smutkiem
- Na gitarze- zrobiłam facepalma, a chłopak parsknął śmiechem. Pokiwał twierdząco głową i poszliśmy do jego pokoju.
____________________
Powiem tyle: KOMENTUJCIE!!!
I wpisujcie się do informowanych ;)

środa, 24 września 2014

Rozdział 19.

*Oczami Laury*
Po kilku godzinach w końcu pozwolono nam wejść do sali. Pierwsza weszła Rydel. Za nią reszta, a na samym końcu ja. Gdy weszłam, cała reszta wyszła. Zostałam sama w sali z nieprzytomnym Rossem walczącym o życie. Podeszłam do jego łóżka. Leżał tak spokojnie. Jakby zaraz mógł wstać i powiedzieć coś, co by mnie rozśmieszyło. Prawda była inna. Nie mógł od razu wstać. Postanowiłam do niego coś powiedzieć. To, co nie dawało mi spokoju przez całe dwa tygodnie.
- Przepraszam cię Ross. To na pewno była moja wina. Przeze mnie tu teraz leżysz i prawdopodobnie mnie nie słyszysz. Zrozumiałam, że jesteś moim najlepszym przyjacielem. Gdy przyjaciel odchodzi, cząstka ciebie w nim zostaje. Gdybyś tylko mógł ze mną pogadać. Chwile spędzone z tobą były najszczęśliwszymi w moim życiu. Jak graliśmy. Spaliśmy w kartonach. Proszę, zostań ze mną. Bez ciebie nie dam sobie rady.- zakończyłam swój monolog i przypadkowo dotknęłam ręki chłopaka. Nie odsunęłam jej. Poczułam ten spokój. Spojrzałam na wykres pracy serca. Jego serce zaczęło mocniej bić. Uśmiechnęłam się do siebie. Przyjrzałam mu się dokładniej. Włosy miał ułożone w artystycznym nieładzie. Spokojne rysy twarzy. Kilka zadrapań. Resztę ciała miał pod kołdrą. W głębi duszy miałam nadzieję, że słyszał moje słowa.
- Chciałabym tu z tobą posiedzieć, ale rodzina na mnie czeka. Na ciebie też- odparłam i wyszłam z pomieszczenia.
Poczułam na sobie wzrok wszystkich siedzących na krzesłach. Aby przerwać tę niemiłą ciszę, Rydel powiedziała:
- Jedziemy do domu. Jakby coś się działo, lekarze nas powiadomią.
Wszyscy poszli za nią. Szłam na końcu. Świetnie po prostu. Mój najlepszy przyjaciel właśnie leży w szpitalu. Nie wiadomo czy się obudzi. Wsiadłam do samochodu Delly na tylne siedzenie, obok smutnego Ella. Kierowała oczywiście Ryd. Obok niej siedział Rocky. Van i Rik jechali autem Vanessy. Siedząc w tym samochodzie, przypomniałam sobie, że gdy David chciał mnie zabić, Ross i Ell położyli mnie tu. Blondyn uratował mi życie. Kilka razy. Ja jemu tylko raz.  Gdy przyjechaliśmy do domu, wszyscy pogrążeni w smutku poszli do siebie. Zanim weszłam do pokoju, coś mnie natchnęło i zawróciłam do pokoju Rossa. Było tam tak jak zawsze. Kilka t-shirtów porozrzucanych po całym pokoju, bałagan i gitara. Wzięłam ją i zagrałam. Nie wiem co grałam, ale było mi lepiej. Odłożyłam gitarę na stare miejsce i trochę ogarnęłam w pokoju chłopaka. Wyszłam stamtąd i dotarłam do pokoju, w którym siedziała Delly. Czytała książkę, ale jej wzrok był utkwiony w telefonie. Na pewno czekała na telefon od lekarza.
- Nie pogadasz ze mną, co?- powiedziała Ryd.
- Jeśli chcesz ze mną rozmawiać to chętnie pogadam- odparłam
- Serio? Wiem, że Ross zachował się jak idiota. Ludzie gdy są źli, dużo rzeczy robią i mówią, czego nie chcieli powiedzieć. Głupio mi o to pytać, ale gdyby nie był w śpiączce, dałabyś mu szansę?- zapytała niepewnie
- Zrozumiałam, że cząstka mnie jest w nim. Ma tą szansę.- uśmiechnęłam się do blondynki
- To świetnie. Tylko jest jeden problem. Nie mówiłam tego reszcie, ale wiem, że ty też im nie powiesz. Ross się już raczej nie wybudzi.- rzekła Delly i zaniosła się płaczem
- Jakie są szanse?- zapytałam
- Jeden na milion. - odpowiedziała dziewczyna
- Ja tam powinnam leżeć, a nie on- powiedziałam
- Nie mów tak, to nie twoja wina. - odparła Ryd i przestała płakać. Jej telefon dzwonił. Odebrała. Rozmawiała chwilę, po czym telefon wypadł jej z ręki. Cała zbladła.
- Co się stało??- zapytałam krzycząc
____________________________________________________
Hej, hej! Co tam u Was? Zdrowie dopisuje? Pogoda mocno jesienna, jednak u mnie świeci słońce :P
I najważniejsze: podoba się rozdział? :D
KOMENTUJCIE!!

sobota, 20 września 2014

Rozdział 18.


Rozdział dedykuję Agacie Dobrzynieckiej, Zaynowaforever, Ani France (jakby co, upomnij się, jeśli przekręciłam nazwisko), Karci Lynch, Tinsley i Paulinie Em ;**
- Czekaj Lau, ja nie chciałem...
- A co chciałeś?- krzyknęłam
Odpowiedziała mi cisza.
Wbiegłam  do mojego i Ryd pokoju  i zamknęłam drzwi na klucz. Teraz już całkowicie się rozpłakałam. Jak on mógł mi to powiedzieć? Jestem beznadziejną ofiarą losu użalającą się nad sobą. Chyba mówił prawdę.
*Dwa tygodnie później, oczami Rydel*
Od dwóch tygodni Laura z nikim nie rozmawia. Siedzi, patrząc się w ścianę. Próbowałam z nią pogadać. Wyciągnęłam od Rossa, co jej wtedy powiedział. Przyznał się. Zachował się jak kompletny idiota. Albo nawet gorzej. Jak mógł jej coś takiego powiedzieć? Na razie Ross nie zamierza przeprosić. Nie zdołam ich pogodzić.
* oczami Lau*
Przyjaciel. W końcu pokazał swoją prawdziwą twarz. Przyjaźń nie istnieje. Wykreślić ze świata przyjaźń, to jakby zgasić słońce na niebie. Niczego lepszego i wspanialszego nie ma na świecie, prócz przyjaźni. Te twoje mądrości na nic się zdadzą. Lepiej ci bez niego? Nie pamiętasz, jak wywołał u ciebie uśmiech, jak graliście razem? Możliwe. Ale to był błąd. To nie był błąd, tylko przeznaczenie. Przyznaj, z takim przyjacielem byłaś szczęśliwa. Nie chciałabym przyznać, ale byłam szczęśliwa. Ale i tak nie zamierzam go znać. Daj mu jeszcze jedną szansę. Proszę cię. Tak. Nie. Nie wiem.
*oczami Rossa*
Nie mam pojęcia, co się ze mną dzieje. Od kłótni z Laurą czuję się dziwnie. Może i przesadziłem. Właściwie, to chodziło tylko o posprzątanie pokoju. Pokój ważniejszy od przyjaciółki? Tracąc ją, straciłem część siebie. Taka jest prawda.
*Oczami Rydel*
Ross wyszedł na trening. Laura jest w pokoju. Rik jest z Van w parku. 'Wielka dwójka' gra przed telewizorem. Nasza rodzinka się rozpada. Poczułam wibrację w kieszeni. To mój telefon. Na wyświetlaczu jest numer Toma, naszego trenera. Pełna podejrzeń, odebrałam.
R: Czemu dzwonisz Tom?
T: Jest taki mały problem. Chodzi o twojego brata.
R: Mów co się stało!
T: Ross miał mały wypadek. Na treningu coś stało się z jego motorem. Gdy się rozpędził hamulce przestały działać. Zrobił kilka salt i przygniótł go jego motor. Jest w szpitalu. Wyślę ci adres.
Rozłączył się. Byłam w szoku. Mój mały brat? Ale jak to? Po chwili przyszedł sms z adresem szpitala. Pobiegłam do pokoju, w którym była Lau. Siedziała patrząc w ścianę.
- Laura! Ogarnij się. Ross miał wypadek. Musimy jechać do szpitala. - na te słowa ciemnowłosa odwróciła się, wstała i wyszła z pokoju. Łatwo poszło. Teraz czas zawołać resztę. Szybko wysłałam sms do Van i Rika. Zeszłam na dół.
- Jedziemy do szpitala. Ross miał wypadek. Zbierać się!- krzyknęłam do ucha Rocky'emu. Gdy w końcu zebraliśmy się i dojechaliśmy do szpitala, wbiegłam do recepcji.
- Gdzie jest Ross Lynch?- krzyknęłam
- Drugie piętro, sala 34.- odpowiedziała młoda, przerażona dziewczyna. Razem z resztą doszliśmy do drzwi sali. Drogę zagrodził nam lekarz.
- Słucham- powiedział
- Muszę się zobaczyć z moim bratem, Rossem Lynchem- krzyknęłam.
- Jest teraz sali operacyjnej- poinformował medyk
- Co mu się stało??- zapytałam, już trochę spokojniej.
- Walczy o życie. Proszę się uspokoić.
Siedzieliśmy kilka godzin przed salą, w której będzie Ross po operacji. Nikt nam nic nie mówił. Spodziewałam się najgorszego.
----------------------------------
Cześć! Tym razem rozdział dodaję szybciej. Tak jakoś mnie naszło. Dziękuję za wszystkie komentarze. I jak rozdział? Tym razem jest serio beznadziejny.. wiem o tym, ale proszę:
KOMENTUJCIE!!!

środa, 17 września 2014

Rozdział 17

Zobaczyłam tam śpiących Rossa i Laurę. Spali w jednym łóżku. kołdra leżała na krześle. Ciemnowłosa leżała na torsie mojego brata. Wyglądali jak idealna para prawdziwi przyjaciele. O czym ty myślisz Rydel? Telefonem zrobiłam zdjęcie słodko śpiących Laury i Rossa. Wyszłam z pokoju, jakby nigdy nic się nie stało.
- Są tam?- zapytali jednocześnie Ell, Rik, Rocky i Van.
- Śpią.- powiedziałam- Nie przeszkadzajcie im
Ujrzałam na twarzach Rocky'ego i Ella uśmiech.
- Bez skojarzeń idioci- odparłam i poszłam na dół. Przygotowałam tosty.
- ŚNIADANIE- zaczęłam się drzeć tak, aby było mnie słychać w całym domu.
*Oczami Laury*
Obudziłam się przez krzyki Ryd. Chyba spałam na czymś miękkim. Chwila. Spałam na Rossie!
Zaczęłam piszczeć. Zbudziło to blondyna. Wstał jak poparzony wrzącą wodą, a jego oczy przypominały białe piłeczki do ping-ponga.
- Ale to nie ja!- zaczął bronić się chłopak. Byłam w szoku. Ja spałam na nim?
- Uspokój się.- odparłam, a on zastanawiał się, co powiedzieć. Rzuciłam w niego poduszką. Ale oberwał.
- Hahahahaha- zaśmiałam się prosto w twarz chłopakowi.
- Ej!- 'oburzony' wstał i śmiejąc się poszliśmy na śniadanie. Gdy zeszliśmy na dół, twarze wszystkich domowników były zwrócone na mnie i blondyna. Jakby nigdy nic usiadłam  na wolnym miejscu  na przeciwko Rossa. Uśmiechnęliśmy się do siebie i zaczęliśmy jeść. Po chwili zorientowałam się, że prawie nikt nie je i każdy gapi się na mnie i aktualnie jedzącego tosty Rossa.
- Hmm?- ''powiedziałam''
Na to Ratliff i Rocky zaczęli się zwijać ze śmiechu. Ross kopnął mnie w kostkę. Spojrzałam na niego wzrokiem mordercy, a on 'wskazał' oczami na Rikera siedzącego obok najmłodszego Lyncha. Kopnęłam Rik'a, on kopnął Ella i zaczęła się bitwa na kopanie w kostkę. W efekcie oburzony Rocky zaczął rzucać w Rossa i mnie tostami. Oddałam mu. Musiało to co najmniej dziwnie wyglądać. Jak najszybciej ulotniłam się z pola walczących. W pokoju moim i Rydel przebrałam się i poszłam na dół. Przy drzwiach stał Ross. On mnie chyba prześladuje.
- Zechciałaby Madame udać się na wyborny spacer, aby uniknąć kary rozwścieczonej lady Rydel?- zapytał i pokłonił się jak gentelman. Pokiwałam głową i po założeniu butów poszliśmy na spacer. Szliśmy, śmiejąc się z 'partyzantów', będących pod rozkazami generał Rydel. Ciekawe jaka będzie ich kara?
- Czemu nie chcesz ze mną rozmawiać?-zapytał blondyn
- Właściwie to sama nie wiem. Przepraszam- powiedziałam i uśmiechnęłam się.
- Przeprosiny przyjęte. To o czym  gadamy?- odparł chłopak
- Może o karze, którą będą mieli pozostali w domu?- wyszczerzyłam się, a blondyn przytaknął.
- Wydaje mi się, że karze Ellingtonowi dać wszystkie skarpetki do prania- powiedział ze szczerą radością wypisaną na twarzy
- Albo będą musieli posprzątać cały dom i moją szafę- odparłam

- No to by było coś- powiedział blondyn
Szliśmy sobie spokojnie, aż podbiegł do nas Ratliff.
- Co się stało?- zapytaliśmy jednocześnie
- Rydel kazała powiedzieć, że jeśli w ciągu minuty nie będziecie w domu, to wyrzuci was z domu- powiedział- I dodatkowo wstawi zdjęcie jak śpicie razem na wszystkie portale
- Co?!!- krzyknęłam.
Ross wystartował sprintem w stronę domu, pobiegłam za nim. Nie umiałam go dogonić. Kilka minut później dobiegłam do domu. W jadalni stała cała rodzinka i zdyszany Ross.
- Widzę, że wróciliście.- powiedziała Rydel przebrana  za różową księżniczkę.- Oni już odpracowali swoją karę.
- Musieliśmy wskoczyć do basenu z gorącą wodą.-odparł Rik
- Skoro Lau nie potrafi pływać, to będziecie mieli inną nagrodę.- Ryd wyszczerzyła się tajemniczo. - Ross posprząta mój i Laury pokój, a Laura posprząta pokój Rossa.
- Ale czemu ja? To Laura boi się wody- odrzekł blondyn. Posłałam mu mordercze spojrzenie
- Przecież jesteście przyjaciółmi- odpowiedziała Delly i razem ze swoimi podwładnymi (czytaj: resztą rodziny) udali się do kuchni.
- Dlaczego ja- powiedziałam sama do siebie
- Czemu ja mam sprzątać twój pokój?- zapytał głośno Ross.
- Ty się chciałeś przyjaźnić. Już nie pamiętasz?- syknęłam
- Teraz tego żałuję. Nie jesteś tego warta.- odparł blondyn. Poczułam pewne ukłucie w sercu
- Przynajmniej raz jesteś szczery.- powiedziałam ze łzami w oczach
- Jesteś beznadziejna. Ofiara losu użalająca się nad sobą- krzyknął, a ja się rozkleiłam.
____________________________________________________
Hej!
Jak tam w szkole?U mnie całkiem spoko :p Rozdział jest na serio beznadziejny, ale co mi tam :d
KOMENTUJCIE!!!

niedziela, 14 września 2014

Rozdział 16.

- Zastanawia mnie jedno. Coś się w tobie zmieniło. O co chodzi?- zapytała Delly.
- Postanowiłam zmienić nastawienie do życia. Jednak o przeszłości nie da się ot tak zapomnieć. Nie wiem co by było, gdybym was nie poznała.- opowiedziałam jej mój plan na życie.
- Gdybym cię nie poznała, byłoby nudno. Ross nie byłby tym samym Rossem. Wiem, dziwnie to brzmi. Zanim cię poznał, był załamanym chłopakiem, po zerwaniu z dziewczyną. Ona była typowym plastikiem. Teraz zaczyna żyć inaczej. Ma przyjaciółkę, która go nie opuści.- zakończyła swój monolog Ryd.
- Naprawdę?- zdziwiło mnie to, co mi powiedziała.
- Tak.- odparła.
Po tej rozmowie Rydel postanowiła iść spać. Było wcześnie, około 20. Ja przeszłam się do kuchni. Na swojej drodze nie spotkałam żadnego z chłopaków, nawet Vanessy. Na kolację przygotowałam sobie kanapki z serem i pomidorem. Zjadłam je w drodze do pokoju. Z szafy zabrałam piżamę i poszłam do łazienki na dół. Wykąpałam się w wannie, umyłam zęby, poczesałam i wysuszyłam włosy. Założyłam piżamę i wyszłam z pomieszczenia. Na korytarzu też nikogo nie spotkałam. Oni mnie unikają, czy co? Jakby się zastanowić, trochę mi smutno. Sama chciałaś ich unikać. Wielkie dzięki za wsparcie. Nie byłam dla nich zbyt miła. Oddaliłam się od Vanessy, jako pocieszycielkę mam teraz Rydel. Czy tak powinno być? To jest nie fair. Starałam się, a i tak spieprzyłam wszystko. Z moich oczu zaczęły wydobywać się łzy.
- Cholera, czemu ja płaczę?!- krzyknęłam.

 Było mnie słychać w całym domu. Nikt nie przyszedł. Rydel śpi, więc się dziwię, Vanessa na pewno jest gdzieś z Rikerem, Rocky i Ell na pewno nie wiem co robią, a Ross? Czemu mi na nim zależy?
Bo mu ufasz. No niby tak, ale..Żadnego ale,po prostu  ufasz mu. Chyba się w tym wszystkim pogubiłam.
Nie wierzę, że kiedykolwiek coś mi się uda w życiu. A przestajesz wierzyć w Słońce, kiedy zachodzi? Nie, bo i tak się pojawi. Tak samo jest ze szczęściem. Uda ci się, ale musisz w to uwierzyć. 
*~*
Ciekawe ile już tu siedzę. Jest ciemno. Za oknem widać księżyc w pełni. Świeci tak jasno. Nagle drzwi pokoju Rossa otwierają się. Wychodzi z nich blondyn. Dziwnie wychodzi. Nadal ma zamknięte oczy. Idzie w stronę balkonu. Otwiera drzwi. Idzie w stronę barierki. On zaraz wyskoczy! Podbiegam do niego, biorę najbliżej stojącą konewkę z zimną wodą. Wylewam mu na głowę. Brak reakcji. Ten idiota przechodzi przez barierkę. Czuję się jak w Titanicu. Nie mam pomysłu, więc łapię go za koszulę i krzyczę prosto w twarz:
- Obudź się Ross!!
Blondyn nagle otwiera oczy i pyta:
- Laura, czy ty znowu mówisz?
Wzruszam ramionami i pokazuję mu gdzie aktualnie się znajduje.
- Nie pamiętam, żebym tu był. O co chodzi?
Postanowiłam odpowiedzieć:
-Ty lunatykujesz. Jest pełnia.
- Ty mówisz! Co? Ja lunatykuję? Nie wiedziałem. Płakałaś?- zapytał
Kiwam przecząco głową.
- I tak ci nie wierzę. Mogłabyś spać w moim pokoju dzisiaj? Nie chcę wyskoczyć przez balkon. Proszę- błaga Ross.
Chwilę się zastanawiałam. Z nim w jednym pokoju? Właściwie, to siedziałam już z nim w jednym pokoju. Przez kilka godzin nic mi się nie stanie. Pokiwałam twierdząco głową, powodując u chłopaka lekki uśmiech. Weszłam z nim do pokoju. Usiadłam na krześle.
- Połóż się obok mnie. Nic ci nie zrobię. Słowo- powiedział chłopak. Pokiwałam twierdząco głową i położyłam się obok Rossa. Zasnął od razu.
* Oczami Delly*
Gdy się obudziłam, w pokoju nie było Laury. Wstałam niczym poparzona i wybiegłam z pokoju. Sprawdziłam prawie wszystkie pomieszczenia w domu. Obudziłam przy okazji Van, Rikera, Ellingtona i Rocky'ego. Został pokój najmłodszego. Wparowałam do pokoju młodszego blondyna. Zobaczyłam tam...
___________________________________
Siema!
Przepraszam za taki beznadziejny rozdział. Dziękuję za ponad 6000 wyświetleń! Jesteście cudni! Jednak spadła liczba komentarzy. Jak to jest, że przedtem było 8-9 a teraz jest 5?
Błagam KOMENTUJCIE!!

środa, 10 września 2014

Rozdział 15.

Z dedykacją dla Abi
Mój idealny odpoczynek musiał zostać przerwany przez Rocky'ego skaczącego na bombę do basenu. Byłam cała mokra. Kipiałam (wodą) ze złości. Gdy niszczyciel zachodu słońca wyszedł w końcu z basenu, podeszłam do niego i zbierając całą moją siłę popchnęłam o z powrotem do basenu. 'Przypadkowo' pociągnął mnie za sweter i wylądowałam w basenie. Woda byłą ciepła, ale pojawił się pewien problem..
- Pomóżcie! Ja nie umiem pływać!- krzyknęłam, a Rocky się zaśmiał:
- Tylko udajesz
Moje ciało powoli upadało w toń basenu.
Wtf? Głęboki mają ten basen. Dławiąc się wszechobecną wodą, zauważyłam nie kogo innego tylko (proszę o bębny xD) Rossa. Podpłynął do mnie, złapał za rękę i próbował wyciągnąć na powierzchnię, ale zaczęłam się wyrywać z jego uścisku. Nie chcę żeby mnie dotykał! W jakiś sposób wydobył mnie na powierzchnię. Złapałam się drabinki. Jak najprędzej wybiegłam z ogrodu, wprost do domu, później do pokoju który dzielę z Rydel. Trzasnęłam drzwiami.
- Co się stało?- zapytała przerażona
Nic nie odpowiedziałam. Do pokoju wbiegł Ross.
- Laura, ja  nie chciałem cię dotknąć, ale gdybym tego nie zrobił, utonęłabyś.- tłumaczył się, a wszystkiemu przyglądała się Delly
- Co ty jej zrobiłeś, że się nie odzywa?!- zaczęła drżeć się na brata. Ten, ''spłoszony'' zaczął coś mówić. Nie umiał poskładać zdania. Odwróciłam się na pięcie i weszłam do łóżka w mokrych ubraniach, przykrywając się kołdrą. Ryd i blondyn kłócili się chwilę, po czym wyszli. Zostałam sama w pokoju. Odkryłam kołdrę. Było mi jeszcze zimniej. Przebrałam się w suche i co najważniejsze: ciepłe dresy. Może nie wyglądam zbyt fajnie, ale czemu niby mam wyglądać jak modelka? Nie mam dla kogo się tak ubierać. Postanowiłam iść po koc. Napisałam na kartce: ''Masz może koc?'' i poszłam do pokoju Rocky'ego. Nie było go. Rikera i Van też nie było. Pozostał Ross. Zapukałam i weszłam (ta logika). Blondyn siedział na fotelu obrotowym tyłem do mnie.
- Rydel wyjdź. Proszę.
Gdy jego prośba nie poskutkowała, odwrócił się i wytrzeszczył oczy. Śmiesznie to wyglądało. Pokazałam mu kartkę. Przeczytał i przytaknął. Wyciągnął z szafy dwa koce. Wyglądały ślicznie.
- Zamierzasz się nie odzywać?- zapytał
Spuściłam głowę i wzruszyłam ramionami. Co się ze mną dzieje? Łzy zaczęły płynąć po moim policzku.
- Nie płacz. Przepraszam- chyba zauważył.- Nie będziesz mnie chciała znać, ale nie umiem inaczej..
Podszedł i delikatnie mnie przytulił. Poczułam jego emocje: smutek, przyjaźń, rozpacz i podobne. Nie odwzajemniłam przytulenia, ale jakaś siła zakazała mi się ruszać i po prostu oddać chwili.
Gdy blondyn się zorientował, odkleił się ode mnie i spojrzał prosto w oczy. Łza spłynęła mu po policzku.
- Ja naprawdę nie chciałem.. To silniejsze ode mnie było..- odparł
- Dziękuję- odpowiedziałam i zabierając koce wyszłam z pokoju, pozostawiając osłupiałego ze zdziwienia chłopaka. Wróciłam do mojego i Ryd pokoju.
Co się właściwie przed chwilą stało? Dałam się przytulić?Chłopakowi? Coś się ze mną dziwnego dzieje. To serio nie jest normalne. Okryłam się kocami i usiadłam na ziemi, bo moje łóżko jest całe mokre z wody z basenu. Mądra ja xD. Miejmy nadzieję, że Ross nie opowie wszystkim napotkanym osobom, że dałam się przytulić. Wtedy cała moja 'rodzina', niech już będzie bez cudzysłowia: rodzina zacznie mnie traktować tak dziwnie. Zaczną ode mnie wymagać zapomnienia o przeszłości i zacząć ''normalne'' życie. Tego, co stało się kiedyś nie zapomnę. Chciałabym pozbyć się tych wszystkich lęków. Ale stopniowo. Nie od razu. Przeszłości nie da się ot tak zapomnieć. Moje przemyślenia przerwał ktoś wchodzący do pokoju. Odwróciłam się i ujrzałam Rydel. Na jej twarzy znajdował się rozmazany tusz. Bez tej charakterystycznej energii usiadła na swoim łóżku i spojrzała na mnie.
- Co się stało Ryd?- zapytałam
- Nic.- powiedziała. - Który z chłopaków wrzucił cię do basenu?
- Oto chodzi? Jeśli chcesz wiedzieć, to Rocky.
- A co Ross ci zrobił?- zapytała blondynka
- Uratował mi życie. Złapał mnie za rękę jak dławiłam się wodą.- wytłumaczyłam
- Dzięki za wytłumaczenie. Przepraszam za nich. Mówiłam im, żeby cię nie dotykali bez twojej zgody, ale na tych idiotów to nie działa- uśmiechnęła się przepraszająco Delly
- Nie przepraszaj. Gdyby nie Ross, byłabym w kostnicy. Miałaś rację, można mu ufać- uśmiechnęłam się szczerze.
- Zastanawia mnie jedno.
_____________________________
Cześć! Rozdział dopiero teraz, bo: szkoła, zadania, nauka.. Mam dobrą wiadomość! Abi wróciła!!! cfvrvdsd Zapraszam na jej bloga: she-is-enigma-raura.blogspot.com
To na razie tyle
A i dziekuję za tyle wyświetleń! Jesteście super ;**


niedziela, 7 września 2014

Rozdział 14.

Dla prawie wszystkich nie było tam nic wyjątkowego. Ja znalazłam idealne miejsce za garażami, halą i torem. Polana, na której stało jedno drzewo. Sprawnie na nie weszłam. Najpiękniejsze miejsce jakie znalazłam. Między gałęziami  było chłodno, co dawało mi ukojenie. W ciągłym upale, miejsce z naturalną klimatyzacją. Tutaj na pewno uda mi się pomyśleć nad tym wszystkim. Czasami trzeba zmienić choć na chwilę otoczenie, aby prawdziwie pomyśleć. To mój tekst. Nagle do 'mojego' drzewa ktoś podszedł. Usiadł pod koroną gałęzi i liści, w której siedziałam. Chwila moment! To Ross. Czy on mnie prześladuje? To pewnie zwykły przypadek. Mówi coś do siebie. Nie mogłam się powstrzymać i zaczęłam słuchać, tego co mówił blondyn.
- Szczerze mówiąc, Laura mnie zadziwia. Na początku taki szok, jej przeszłość. Wczoraj wspólne śpiewanie, robienie z siebie idiotów. Dzisiaj naleśniki. I spanie w kartonach- na to wspomnienie uśmiechnęłam się.
- Kim dla mnie jest Lau? To trochę skomplikowane. Kumpela? Nie, kumpelą jest Van. Koleżanką? Chyba nie. Przyjaciółką? Tak! Jest przyjaciółką. Ale kim ja dla niej jestem?
Na chwilę przestał. Zadzwonił jego telefon. Odebrał:
- Cześć Ryd.... Jestem na spacerze... Nie widziałem Laury od rana.... Może jest w pokoju?... Mam ją poszukać?... Spoko, to wracam do domu....Pa
Czyżby martwili się o mnie? Znasz jeszcze jakąś Laurę? Chyba nie.
Blondyn wstał i poszedł w stronę.. właściwie to nie wiem gdzie poszedł. To teraz czas na moje zastanowienia. Pierwsze pytanie: Kim dla ciebie jest Ross? Chyba przyjacielem. Czujesz jakąś więź z nim? Co za głupie pytanie. Ja nie mam uczuć. Masz, tylko głęboko skryte. Ten chłopak pomoże ci je odkryć. Czemu ja mam tyle z nim wspólnego? Lubię naleśniki, muzykę, grę na gitarze. To chyba tyle. Nie kocham innych. Nie kocham nikogo. Prócz muzyki. Muzyka to moje życie, słowa są moją historią. Miałam to kiedyś napisane na ścianie. Pięknie to wyglądało. Idealnie napisane wyrazy. Ale to było w 'starym' domu. Chyba muszę już wracać. Będą się o mnie martwić.
Nadal nie mam dobrej rady. Ostrożnie zeszłam z drzewa. Pod swoimi nogami zauważyłam białą karteczkę. Podniosłam ją i przeczytałam:
'Przestań żyć przeszłością, liczy się teraz'
Zaciekawiło mnie to. Ten kto to pisał, miał całkowitą rację. Znalazłam idealna radę. To moje nowe motto. Droga z powrotem trwała krócej, przynajmniej tak mi się wydawało. Willa Lynchów, teraz też Maranów i Ratliffa. Muszę zacząć nowe życie. W sensie, że nie będę zapominała o wszystkich, tylko po prostu zaakceptuję przeszłość i zacznę żyć teraźniejszością. Tylko to się liczy. To co jest tu i teraz. Aktualnie wyglądam idiotycznie, ponieważ gapię się na dom od kilku minut. Postanawiam być milsza dla Rossa, ale na dotyk jest jeszcze za wcześnie. Swobodnym krokiem weszłam do środka. Przede mną przebiegł właśnie Riker, a za nim pędziła Vanessa.
- Ross, chodź tu tylko!- krzyknęłam. Słychać mnie było w całym domu
- Tak?- zapytał blondyn pojawiając się znikąd
- Czemu oni się ganiają po całym domu?- wskazałam na Rikessę
- Riker przypadkowo założył buty Van.- odpowiedział
- Takie pomarańczowe?- zapytałam, z nadzieją, że tak
- No. Niby jej ulubione. I teraz są przy basenie.- odparł blondyn
Na moją twarz wpadł cwany uśmieszek. Ross zauważył to i powiedział:
- Idziemy?
Pokiwałam głową i poszłam z chłopakiem w stronę basenu. Riker i Vanessa pływali już w basenie.
- Hej siostra!- krzyknęłam
- Nasza parka przyszła- odezwał się Rik, a Vanessa zgromiła go wzrokiem.
- Odezwała się Rikessa- odparł Ross i oboje wybuchnęliśmy śmiechem. Tamci patrzyli to na mnie, to na blondyna, a my nie zamierzaliśmy przestać się śmiać. Ich miny były naprawdę bezcenne.
-Chodźmy Rik.- powiedziała Vanessa i pociągnęła za rękę swojego przyszłego chłopaka.
Usiadłam na jeden z leżaków leżących obok basenu. Słońce zachodziło. Idealna atmosfera na odpoczynek.
Mój idealny odpoczynek musiał zostać przerwany przez...
_________________________________
Hej! Nie mogę za dużo pisać, bo muszę się uczyć i zrobić zadania ;/ Do napisania! Komentujcie!!!!!

środa, 3 września 2014

Rozdział 13.

Podszedłem do drzwi, nacisnąłem klamkę i ustąpiła. Uchyliłem drzwi. Leżał pod nimi Ell.
- Lau, chodź- powiedziałem najciszej jak się dało
- Wolność- odparła Laura, przewracając się przez śpiącego Ratliffa
- Jesteś cała?- odparłem z nutą niepokoju
- Tak. Ale jestem głodna. Umiesz piec naleśniki?- wyszczerzyła się
- No to chodź.- rzekłem i poszliśmy w stronę kuchni. - Zamknęłaś na klucz drzwi pokoju Rocky'ego?
- Yhym.- podała mi klucz. Upiekłem naleśniki i podałem dziewczynie.
- Pyszne, dzięki- powiedziała po zjedzeniu połowy naleśników.
- Nie ma za co. Mam idealny plan.- wstawiłem brudne talerze do zmywarki
- Jaki?- zapytała zaciekawiona.
- W schowku są wielkie kartony. Możemy wejść do nich i tam poczekać kilka godzin. - opowiedziałem mój naprawdę mistrzowski plan
- Prowadź- uśmiechnęła się i poszliśmy. Każde z nas weszło do jednego kartonu. Czekaliśmy.
* pięć godzin później, oczami Rydel*
Mój plan zeswatania Raury chyba nie był zbyt dobry. Możemy przez to spowodować jeszcze większy uraz. Wstałam z łóżka i udałam się w stronę pokoju, gdzie aktualnie przebywali Ross i Lau. Otworzyłam drzwi zapasowym kluczem. Znając życie, Ellington zgubił swój. Nie ma ich tam!
- Halo! Pobudka wszyscy! Laura i Ross zniknęli!- krzyczałam na cały dom. Z pokoi wybiegli Ell, Rocky, Van i Rik. Rikessę wypuściłam już wczoraj, bo powiedzieli, że są razem. Okłamali mnie, a to tylko dlatego, że nie mogą być z kimś nie pewni swojego uczucia. Taa, bo im uwierzę. Zorientowałam się, że nadal przyglądają mi się ludzie wywołani w celu poszukiwania najmłodszych mieszkańców tego domu. Szukaliśmy wszędzie. W łazienkach, pokojach, nawet w ogrodzie.
- Znalazłem ich- odparł Rik szeptem
- Czemu szepczesz?- zapytałam
- Bo nie chcę ich budzić. Wyglądają słodko- odpowiedział Riker.
- Pokaż, gdzie są- poprosiłam brata. Zaprowadził mnie do schowka. Leżeli w osobnych kartonach. Spali. Riker miał rację, słodko wyglądali. Tylko dlatego, że śpią. Wczorajsza akcja ze śpiewaniem. Masakra. Jedno z nich zaczęło się właśnie przebudzać. Ross.
- Która godzina?- zapytał i wytrzeszczył oczy- Rydel!
- Wiem, że się cieszysz. A teraz się zamknij po obudzisz Lau. Co do twojego pytania, jest 5 czerwca 2012 roku. Godzina 10:58. Szukaliśmy was dwie godziny.
Niezręczną sytuację przerwała Laura.
- Ale ja cię nie kocham..- powiedziała przez sen
- Co?- krzyknęłam
- Hmm?- zapytała dopiero co zbudzona Lau
- Musieliśmy was szukać, a ty mi mówisz, że mnie nie kochasz.- posmutniałam teatralnie
- To nie do ciebie- odparła ciemnowłosa
- A niby do kogo? Do Rossa?- zgasiłam Laurę yeahh!
- Miałam straszny sen. O nie! On tu jest!- krzyknęła i wybiegła ze schowka. Dopiero teraz zauważyła Rossa? A niby ja jestem blondynką. Spojrzałam na blondyna, on tylko wzruszył ramionami i wyszedł.
*oczami Laury*
To nie jest prawda! Chyba nie. O czym ty gadasz? Miałam przerażający sen. Ross zrobił to samo, co David. Zastanów się. Ja ci nie pomogę. Nie jestem człowiekiem, istnieję tylko dzięki twojej wyobraźni. Jestem taką przewodniczką. Przepraszam. Nie ma za co. Ale z kim ja mam porozmawiać? Vanessa- odpada. Ona ma Rikera i swoje problemy. Pojadę na miejsce wyścigów. Kolejny dopiero za jakiś czas. Jednak pojechać można. Poprawka: pójść. Prawka na auto nie mam, motor został tam gdzie idę. Kilkanaście minut później miałam dosyć 'spacerku'. Cel ukazał się w oddali. Ulubiona opuszczona hala, obok której jest kilka specjalnie zbudowanych porządnych garaży.
___________________________________
Hej!
Rozdział beznadziejny, ale go dodałam. A teraz spadam się szykować do szkoły! Pa
Komentujcie :d