czwartek, 30 października 2014

Rozdział 28.

- Tak jest!- odpowiedzieli chórem i zaczęliśmy się śmiać. Każdy poszedł sprzątać wyznaczone miejsca. Zabrałam mopa i wkroczyłam do pokoju Vanessy. Był idealnie czysty, oprócz podłogi, którą szybko umyłam. W pokoju Rossa było czysto, ale trochę nieprzyjemnie. Wszystkie jego ubrania wrzuciłam do pralki. Ułożyłam pościel. Było idealnie. Wbiłam do pokoju mojego i blondynki. Było w miarę czysto. Oprócz ubrań Rydel i moich, rozwalonych na ziemi. Zabrałam wszystkie rzeczy i wrzuciłam do pralki w naszej łazience. Zmieniłam pościel i z poczuciem dobrze wykonanej pracy wyszłam z pokoju. Umyłam korytarz szybciej niż się spodziewałam. Odłożyłam mopa, którego nazwałam Henrykiem i zaczęłam sprawdzać postępy reszty rodziny. Rydel kończyła myć lodówkę, Ell i Rocky już posprzątali. Ciekawe, co robi blondyn? Unikając jakiegokolwiek dźwięku wdrapałam się na drugie piętro. W pokoju Rika go nie było, u Ella też. Czyli jest w pokoju Rocky'ego. Spojrzałam przez uchylone drzwi. Ross tańczył z mopem. Na szczęście to nie Henryk (:. Wycofałam się z drugiego piętra. Spojrzałam na telefon. Już 12:30! Zbiegłam na dół.
- Za pół godziny będą tu moi znajomi. Rocky, jesteś już ogarnięty, więc zrobisz obiad. Reszta- ogarnąć się.- rozkazałam- I jeszcze jedno: Powiedzcie Rossowi, żeby już nie tańczył z miotłą.
Uśmiechnęłam się i popędziłam na górę. Założyłam biały t-shirt z napisem 'YOLO', do tego różowo-zielono-niebieską koszulę w kratę i jeansy. Wyglądałam tak jak zawsze- dziwnie. Po piętnastu minutach cała moja rodzinka była w salonie. Oprócz Rocky'ego, który gotował obiad. Zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam je, stali w nich Raini i Calum.
- Hej!- powiedziałam- Poznajcie moją niebiologiczną rodzinkę.
Przyjaciele weszli do środka, zdjęli buty i udali się w stronę salonu.
- Oto Rydel, Rocky i Ellington. Vanessa i Riker na urlopie.- poinformowałam- A  to jest Raini Rodriguez i Calum Worthy.
Spożyliśmy pyszny obiad, którym była pizza. Rocky umie świetnie gotować. Towarzystwo chyba się polubiło. Raini świetnie dogadała się z Rydel, Calum najbardziej polubił Ella, bo Ross unikał rozmowy z nim jak ognia. Ciekawe dlaczego. Potem sobie z nim pogadam. Rudzielec i brunetka poszli do domu po 18.
- Masz fajnych znajomych- powiedział Rocky
- Wiem. Dzięki, że ich zaakceptowaliście. Przynajmniej prawie wszyscy.- spojrzałam znacząco na blondyna.
- To my idziemy na dwór- powiedział Ell i razem z Rocky'm i Rydel wyszli, zostawiając mnie z Rossem.
- O co ci chodzi?- zapytał
- Calum chciał się z tobą dogadać, a ty specjalnie go spławiałeś.- wytłumaczyłam
- Ale.. ja nie potrzebuję znajomych.- powiedział
- Przyjaciół może też nie, co?- odparłam, a jego jak zwykle zatkało.- Lepiej nic nie mów.
Wyszłam. Przez myśl przebiegło mi tylko Po co się z nim zadajesz? No właśnie. Umie zranić każdego, ale jest w nim coś. To chyba jest nadzieja, że kiedyś będzie normalny. W pokoju nie było Rydel. Ciekawe. Zawsze o tej porze albo czyta jakąś gazetę o modzie, albo zżera kolację na łóżku. Gdy tak myślałam, do pokoju weszła Delly, pożerając kanapki.
- Chcesz jedną?- zapytała
- No pewnie- zabrałam jedną kanapkę z serem. Była pyszna. Jestem pewna, że blondynka chce coś ze mnie wyciągnąć. Nie myliłam się. Wszystkie kanapki zostały spożyte w ciągu minuty. Dziewczyna spojrzała na mnie pytająco.
- Co?- udawałam zdziwioną.
- Co jest z Rossem. Gadaj. Teraz- rozkazała Ryd
- Nie mogę, przyrzekłam.- teraz ta obietnica nie miała takiego znaczenia. W tym momencie wewnętrznie nienawidzę blondyna.
- No dobrze. Ale jeśli byłoby coś poważnego, to mi powiedz, wiesz, że jako siostra martwię się o niego- powiedziała Rydel- Nie chcę cię wykorzystywać, ale..
- Porozmawiam z nim. - odparłam.
Przynajmniej spróbujesz. Delikatnie uchyliłam drzwi pokoju Rossa. Nie było go. Postanowiłam poczekać. Na jego szafce nocnej stała szklanka coli. Chciało mi się pić, więc wypiłam napój (wiem, to zdanie nie ma sensu~od aut.). Przed oczami zaczęła mi latać jakaś magiczna tęcza. To było co najmniej dziwne. Nagle mój świat zawirował i stała się ciemność.
____________________
Hej!
Przepraszam, że spóźniłam się z rozdziałem, ale internet mi nie działał i byłam odcięta. Ale już jestem :3
KOMENTUJCIE!

niedziela, 26 października 2014

Rozdział 27.

Gdy weszłam do salonu, wszystkie spojrzenia skierowały się na mnie.
- Gdzie ty byłaś? Martwiliśmy się!- powiedziała Rydel i przytuliła mnie.
- Byłam na spacerze, poznałam nowych przyjaciół i jutro  tu przyjdą. - poinformowałam, a Delly wyszczerzyła się
- Super!- odparł Rocky
- Co się tak gapicie?!- zapytałam i już wchodziłam po schodach, gdy usłyszałam pytanie Ella:
- Gdzie idziesz?
- Do łazienki mojej i Rydel. Idę się wykąpać, umyć włosy, wysuszyć je, przebrać się w piżamę, a później coś zjeść i iść umyć zęby. Czy taka odpowiedź cię zadowala?- chciało mi się śmiać, ale zachowałam pokerową twarz.
- Tttak. Przepraszam- Ratliff się przestraszył, a ja prawie wybuchnęłam śmiechem. Podeszłam do chłopaka.
- Bu!- krzyknęłam, a on wybiegł w stronę basenu, drąc się, żebym mu nie zjadała rodziny i żelków. Teraz zaczęłam się niepohamowanie śmiać. Chwilę później zawtórowali mi Rocky i Delly. Ross był jakiś taki... hmm.. nieprzytomny?? Chyba tak.
W każdym razie nie przejmując się Ellingtonem i Rossem, według mojego genialnego planu wkroczyłam do łazienki. Wykąpałam się, umyłam włosy różanym szamponem Delly. Chyba nie grozi mi śmierć. Rozczesałam moje po kąpielowe siano (czytaj: włosy) i je wysuszyłam. Założyłam jedną z moich ulubionych piżam- dwuczęściową, czerwono- żółtą. Wyszłam z pomieszczenia czystości i udałam się do kuchni. Na palcach podeszłam do lodówki i wyjęłam NALEŚNIKI. Były też ciastka czekoladowe i borówki! Zabrałam prowiant i po cichu wróciłam do pokoju.
- Rydel- szepnęłam, a blondynka obudziła się
- Czego?- zapytała, a ja pokazałam jej naszą kolację. Uśmiechnęła się i zaczęła pożeranie naleśników.
- Zaraz wracam- odparłam i wyszłam z pokoju, kierując się do pokoju młodszego blondyna. Otworzyłam drzwi. Było czuć jakiś środek odurzający. Miałam najgorsze podejrzenia, które sprawdziły się. Blondyn leżał na łóżku. Na jego szafce nocnej leżał woreczek z białym proszkiem.
- Ross! Co ty ze sobą robisz?- zapytałam, potrząsając chłopakiem. Brak reakcji. Znalazłam jakąś wodę i wylałam mu prosto na głowę. Od razu się ocknął.
- Co ty robisz?!- zapytał
-  A co ty robisz? Czemu to robisz?- podniosłam woreczek z białym proszkiem
Zatkało go.
- Nie mów nic Rydel. Ona mnie zabije.- powiedział proszącym tonem
- To cię wykończy. Dobra, nic jej nie powiem. Ale masz z tym skończyć! Przysięgasz, że już nigdy więcej tego nie  weźmiesz?- zapytałam
- Przysięgam- rzekł pewnie.
- Jutro ma tego nie być- pokazałam na podejrzane substancje. - Idę spać. Dobranoc
Wyszłam. Jak on może coś takiego brać? Zaniepokojona wróciłam do pokoju. Delly spała. Zostawiła mi jednego naleśnika. Zjadłam go i umyłam zęby, po czym położyłam się spać.
*~*
- Pobudka!! Teraz! Już!!- wstałam z ociąganiem i przetarłam oczy. Wyłączyłam budzik. Spojrzałam na wyświetlacz. 3 lipca, wtorek, 8.30. Mam 1,5 godziny. Rydel jeszcze spała. Lekko ją dotknęłam i zapytałam:
- Mogę ich obudzić?
- Pewnie. Dobranoc kotku..- powiedziała zaspana. Aha. Kotku. Z mojej i Rydel łazienki zabrałam wiadro, które napełniłam lodowatą wodą. Najpierw wbiłam do pokoju Rossa. Jest to jeden z trzech pokoi na tym piętrze- jest jeszcze nasz i Van, ale jej akurat nie ma. Blondyn leżał jak zabity na łóżku. W pokoju nie było już tego odrażającego zapachu. Wylałam na niego 1/3 wiadra wody. Wstał na baczność.
- Ogarnij się i zrób śniadanie- powiedziałam i wyszłam z pokoju. Ta Rydel to się ma nawet fajnie. Można sobie podporządkować chłopaków jak służbę. Wyszłam piętro wyżej, do pokoju Ella. Przytulał się do różowego misia. Wylałam kolejną partię wody. Wstał, gotowy na rozkazy.
- Nakryj do stołu. Już!-krzyknęłam, a Ratliff zbiegł na dół wykonywać polecenie. Z nimi jak z psami. Wysłuchują każdego rozkazu. Na koniec pokój Rocky'ego. Wylałam wodę na głowę chłopaka, ten założył koszulkę i powstał z martwych.
- Ogarnij się i idź do sklepu, bo za niecałe 4,5 godziny...
Wysłuchał mojego polecenia. Założył jeansy i sandały i wyszedł z pokoju niczym robot. Zapomniałam o Ryd. Zbiegłam do naszego pokoju, odstawiłam wiadro i szturchnęłam blondynę.
- Wstawaj- powiedziałam
Dziewczyna z uśmiechem na twarzy wstała z łóżka i zeszła ze mną na dół. Na stole było wręcz idealnie. Pięć idealnie ułożonych talerzy, zestawów sztućców i serwetek. Delly chciała usiąść i w tym momencie Ellington lekko zasunął krzesło. Rydel spojrzała na mnie z podziwem.
-Jak ty to zrobiłaś?- zapytała
- Mamy więcej wspólnego niż ci się wydaje. Wystarczy zimna woda.- uśmiechnęłam się do dziewczyny.
W tej chwili Rocky wbiegł do kuchni i zostawił tam zakupy.
- Siadajcie- zaczął Ross- Na śniadanie mój specjał: naleśniki!
W doskonałych humorach zjedliśmy śniadanie. Gdy skończyliśmy, dochodziła 10:00.
- Trzeba posprzątać. Podzielimy się sprzątaniem. Delly kuchnia i przedpokój, Ell łazienka i korytarz, Rocky salon i jadalnia. Ross drugie piętro, łącznie z pokojami, ja pierwsze. Pasuje?- uśmiechnęłam się do całej rodzinki.
______________________________
Hej!
Rozdział oczywiście kompletnie bez sensu :P
Mam wiadomość (dobrą albo złą):
Zamierzam prowadzić tego bloga co najmniej do 60 rozdziału :D
To chyba na tyle :P
Miłej niedzieli :)
KOMENTUJCIE!

poniedziałek, 20 października 2014

Rozdział 26.


Notka!!
- Tej, która odebrała mi przyjaciela? Nie wiem gdzie jest!- syknęłam, a blondyn odsunął się jak najdalej ode mnie
- O czym ty mówisz?
- Ona jest fałszywa. Nie zauważysz tego, bo przy każdej okazji gapisz się na jej tyłek!- krzyknęłam i zatrzasnęłam drzwi za chłopakiem.
*tydzień później*
Sytuacja się nie zmieniła. Jakby się zastanowić, jest coraz gorzej. Cała rodzina mnie nie zauważa. Tylko Lena to, Lena tamto... Mój najlepszy przyjaciel rywalizuje z własnym bratem o względy Leny. Ale wpadł mi do głowy niezły pomysł. Musze zejść na parter aby zacząć jego realizację. Gdy byłam na schodach, zobaczyłam gapiących się na mnie przyjaciół. Na pewno chodzi o ta przeklętą Lenę. Chwilę później poczułam się jak narciarz, a dwie chwile później już nie wiem co było...
* Oczami Rossa, 3 godziny później*
- Laura miała rację, a ja jej nie słuchałem- odparłem- Przepraszam Rocky
- Spoko brat.- powiedział Rocky
Trzy godziny temu Lena ''przypadkowo'' zrzuciła Laurę ze schodów. Zorientowałem się, że coś ukrywa i razem z resztą rodziny zaczęliśmy ja o wszystko wypytywać. Powiedziała jedynie tyle, że była tutaj tylko po to, aby zdobyć informacje. Jestem pewien, że chodziło o młodszą Marano. Leży teraz w swoim łóżku. Nadal się nie obudziła. Ona to ma talent do pakowania się w wypadki. Wszedłem do jej i Rydel pokoju. Dalej leży. Podszedłem i zacząłem się jej dokładnie przyglądać. Jak mogła mi się podobać ta ruda wiedźma Lena? Lau jest znacznie ładniejsza, nawet gdy leży poobijana. I te jej włosy.. Co ja myślę! Laura jest moją przyjaciółką, na pewni nie chciałaby być z kimś takim jak ja. Nie zamierzam niszczyć naszych relacji, które i tak zniszczyłem przez tą rudą..
Nagle ciemnowłosa zaczęła się przebudzać. Otworzyła oczy i spojrzała na mnie.
- Wiesz kim jestem?- zapytała
- Laura Marano, siostra Van i moja też- uśmiechnąłem się na dwa ostatnie słowa
- Uff, hej Ross- odparła i chciała mnie przytulić, ale prawdopodobnie ból po upadku jej na to nie pozwolił.
- Nie wstawaj. Już tłumaczę. Lena zrzuciła cię ze schodów. Już jej nie ma w naszym życiu.- rzekłem, a ona uśmiechnęła się, tak jak to ona umie.
- Szkoda, że nie mogę cię przytulić...- powiedziała
- Czemu?- zapytałem
- Bo tu jest zimno, a ty masz ciepły sweter- wyszczerzyła się. Przykryłem ją swetrem, po czym zasnęła. Wychodząc, zostawiłem śpiącą Lau z Delly
*następny dzień, oczami Laury*
- Laura, jedziemy z chłopakami na zakupy, zostaniesz z  Rocky'm. Jak będziesz gdzieś wychodzić, to mu powiedz, bo rozwali dom- poinformowała mnie Rydel. Reszta rodzinki razem z Delly pojechała, a ja zostałam w domu z Rocky'm aktualnie jedzącym żelki. Nie zamierzam zmarnować takiej pięknej pogody.
- Rocky, wychodzę na spacer- powiedziałam, a szatyn pokiwał głową i wrócił do oglądania filmu. Wybrałam się do parku, tam zawsze jest taka cudowna atmosfera. Powoli szłam między lekko kołyszącymi się drzewami, dopóki ktoś mnie nie przewrócił. Tym kimś okazał się wysoki rudy chłopak.
- Mówiłam ci idioto, uważaj gdzie biegniesz!!- krzyczała na niego czarnowłosa dziewczyna. - Nic ci się nie stało?
- Jeszcze żyję.- odpowiedziałam.
- Jestem Raini, a ten czub- wskazała na chłopaka- To Calum.
- Laura, miło poznać- odparłam i otrzepałam spodnie z resztek piasku i ziemi.
- Miałam zamiar iść na ciastko i kawę, idziesz ze mną?- zapytała Raini
- Pewnie- odrzekłam, a brunetka uśmiechnęła się.
- Rani, jesteś za gruba i jeszcze chcesz jeść?- zapytał retorycznie Calum
- A ty chudy patyku się nie odzywaj- zgasiła go Raini
W trójkę poszliśmy do najbliższej kawiarni. Gadaliśmy dopóki nie zaczęło się ściemniać.
- Muszę iść, będą się o mnie martwić.- poinformowałam
- Odprowadzimy cię, ja i Calum jesteśmy niestety sąsiadami- zaproponowała Raini
Do mojej posesji doszliśmy w piętnaście minut. Nagle wpadł mi do głowy genialny pomysł.
- Przyjdźcie jutro do mnie, przedstawię was- odparłam, a dwójka przyjaciół  pokiwała głowami.- To do jutra!
- Paa- odparli chórem i spojrzeli na siebie z obrzydzeniem.
Już ich lubię. Gdy weszłam do salonu....
________________
Hej!
Jak Wam minął poniedziałek? U mnie średnio :P Dodaję rozdział szybciej, bo wyświetleń bloga jest ponad 10 000! To jest dla mnie całkowity życiowy rekord. Gdyby nie wy, ten blog pewnie już by nie istniał. Kolejny rozdział w środę albo niedzielę :3 I jeszcze jedna rzecz: Zakończyć bloga na 30 rozdziale czy ciągnąć to dalej?
Komentujcie! 

niedziela, 19 października 2014

Rozdział 25.

Do pomieszczenia weszła wysoka ruda dziewczyna. Była wzrostu Rocky'ego. Rossowi opadła szczęka. Delikatnie go kopnęłam i powiedziałam przez zęby:
- Zachowuj się
- To jest Lena Ness, moja dziewczyna- powiedział Rocky, a Lena podeszła do swojego chłopaka i pocałowała go w usta.
 Minę pod tytułem ''rzygam tęczą'' ukryłam pod uśmiechem.
- To jest Laura i Ross- odpowiedział Rocky
- Miło was poznać. Czy wy nie jesteście przypadkiem razem?- zapytała Lena
- Nie!- Ross szybko zaprzeczył.
To jest podejrzane. Z góry zbiegła Rydel i została przedstawiona Lenie. Delly była dosyć speszona. Podeszłam do niej i zapytałam:
- Wszystko okey?
- Yhym-  odpowiedziała Ryd i zaczęła rozmawiać z rudowłosą o przewadze różowego nad innymi kolorami. Przyjrzałam się sytuacji. Rocky i Ross pożerali wzrokiem Lenę, a Ratliff spożywał żelki niczym szlachta. Gdy Rocky zorientował się, że jego brat patrzy na JEGO dziewczynę, kopnął Rossa w kostkę. Zaczęli się kłócić. Zaczęłam mordować ich wzrokiem. Uspokoili się i udawali zgodne rodzeństwo. Znudzona wróciłam do swojego pokoju. Wyciągnęłam gitarę i zaczęłam ''brzdąkać''. Do pokoju weszła Lena. Odłożyłam gitarę i spojrzałam pytająco.
- Zabiorę ci wszystko, co kochasz- wyszczerzyła się, a ja przetwarzałam całe zdanie.
 What?? Rudowłosa zaczęła się do mnie zbliżać. Zastygłam w miejscu. Nie umiałam się ruszyć. Do pokoju wszedł Ross. Uff.
- Lena, chodź na kolację.- odparł, a dziewczyna uśmiechnęła się do mnie sztucznie i wyszła za blondynem. CHWILA! Co on powiedział? Lena? Nie dziewczyny, tylko Lena. Tutaj dzieje się coś podejrzanego. Ale z niego przyjaciel. Omotała sobie wokół palca Rocky'ego i Rydel. Ross też uległ jej urokowi. Będzie coraz gorzej. Musisz coś z tym zrobić. No wiem, ale co? ''Zabiorę ci wszystko, co kochasz''. Teraz to ma znaczenie. Już mi odebrała prawie wszystko. Został Ell. Chociaż on też zachowuje się przy niej jak sztuczny książę. No to nie został już nikt. I co ja teraz zrobię? Dlaczego ona chce mnie zniszczyć? Moment! Ona chce zniszczyć moją rodzinę! Ell nie jest już Ellem. Rydel też zachowuje się dziwnie. Ross i Rocky zaczną się o nią zabijać. Oto jej chodziło. Ale co ja mogę z tym zrobić?
Nie wychodziłam z pokoju do późna. Postanowiłam iść spać. Pod poduszkę dałam widelec, alby obronić się przed tym plastikiem Leną, która zostaje u nas na noc. Momentalnie zasnęłam.
*sen*
Weszłam do domu. Byli w nim wszyscy. Siedzieli w salonie. Podszedł do mnie Ross i podał rękę, a ja podałam swoją.
- Kim ty dziewczyno jesteś?- zapytał zdezorientowany
- Ross, to ja Laura!- krzyczałam.
- Jaka Laura?- odparł- Nie znam żadnej Laury
Podeszła Vanessa.
- Van, nie poznajesz mnie?! Jestem twoją siostrą!- powiedziałam, a ona zaprzeczyła.
- Mam tylko jedną siostrę, nazywa się Lena.
Zamurowało mnie. Co???
- Ross, na pewno mnie nie poznajesz? Jestem twoją najlepszą przyjaciółką!- rzekłam do chłopaka
- Moją jedyną przyjaciółką jest Lena. Nie wiem o czym mówisz, dziewczyno.- powiedział, a ja się załamałam.
- Jak wy możecie mnie nie znać?!!- krzyknęłam i wybiegłam z ''domu''.
*rano, nadal oczami Lau*
Obudziłam się z krzykiem. Ten sen, nie to nie mogła być prawda. Tak będzie, jeśli jej nie powstrzymasz. Tylko co ja niby mam zrobić? A właściwie, gdzie jest Delly?
- Nie widziałaś Leny?- zapytał Ross, wchodzący do pokoju.
___________________________________
Hej!
Wiem, znowu namieszałam :P Rozdziały będą regularnie, bo wczoraj naszła mnie wena i zaczęłam pisać, pisać i tak pisałam cały dzień xD Jeśli macie jakieś pytania, piszcie w komentarzach :)
Proszę o komentowanie, to dla mnie ważne ;>
Uwielbiam tą czerwoną czcionkę :P
Jak myślicie, co będzie dalej? Do następnego :*

czwartek, 16 października 2014

Rozdział 24

- Wyglądasz zabójczo pięknie- odparła Delly
- Ślicznie- odezwali się jednocześnie Ell i Rocky, a Ross zniknął mi z oczu.
- Baw się dobrze!- powiedziała Rydel, gdy wychodziłam z posesji. Spacerek na plażę trochę potrwał. Spojrzałam na zegarek. 18:58. Jestem na czas. W ustalonym miejscu zauważyłam Marka. Pomachałam mu, a on podszedł i się przywitał.
- Dowiem się, jak masz na imię?- zapytał
- Laura- odparłam
- A więc Lauro, zapraszam cię na kolację- powiedział, a ja uśmiechnęłam się. Poszliśmy do włoskiej restauracji. Zamówiłam spaghetti napoli, tak jak mój towarzysz.
Gdy kelner przyniósł nasze zamówienie, zaczęliśmy jeść. Posiłek był bardzo smaczny. Poinformowałam Marka, że idę do łazienki. Weszłam do toalety. Zaczęłam pisać sms-a do Delly. Prawie go skończyłam, do łazienki wszedł Mark.
- To jest damska toaleta- odparłam niepewnie.
- Wiem, powiedział i uśmiechnął się, ale tak dziwnie. Jego tęczówki pociemniały. Nie były już niebieskie, tylko czarne. Szkoda, że nie ma tu któregoś z Lynchów. Byłam zaniepokojona jego zachowaniem. Zaczął do mnie podchodzić. Ja cofałam się, aż do napotkania ściany. Ciemnowłosy przywarł mnie do ściany.
- A teraz się zabawimy- powiedział, a moje serce zaczęło nerwowo uderzać. Tylko nie to. Mark zaczął podnosić moją sukienkę, ale kopnęłam go w brzuch i uciekłam z łazienki. Słyszałam tylko jego krzyk. Biegłam ile sił w nogach. Dobiegłam do domu w kilka minut. Odwróciłam się. Nie było nikogo w pobliżu. Po cichu weszłam do przedpokoju, zdjęłam buty i zobaczyłam Rydel w kuchni.
- Co się stało?- zapytała podchodząc do mnie i przytulając. Wybuchłam płaczem. Opowiedziałam wszystko blondynie, a ta zaprowadziła mnie do naszego pokoju, dając bluzkę i spodnie do przebrania się. Po zmianie ubrań zmyłam resztki makijażu. Uspokoiłam się trochę.
- A gdzie chłopaki?- zapytałam
- Ell i Rocky na kręglach, a Ross albo u siebie albo na spacerze.- poinformowała dziewczyna.
- Co jest Rossowi?- byłam ciekawa odpowiedzi.
- Czemu pytasz?- odpowiedziała pytaniem Delly
- Jak zeszłam na dół, uciekł, a teraz nie szedł z Ellem i Rocky'm na kręgle- wytłumaczyłam
- A, o to chodzi. Ross jest zazdrosny.- powiedziała dziewczyna, a mnie zatkało
- Ale chyba nie o mnie?- chciałam się upewnić
- O ciebie- rzekła Ryd- Wydaje mi się, że coś do ciebie czuje.
Zbladłam. Ross do czegoś takiego jak ja coś czuje? To chyba niemożliwe.
- Pójdę do niego- poinformowałam Rydel i wyszłam. Zapukałam do żółtych drzwi. Odpowiedziała mi cisza. Mimo to, weszłam. Blondyn leżał na łóżku i czytał książkę. Podniósł głowę i lekko się uśmiechnął.
- Hej- powiedzieliśmy jednocześnie.
- Jak tam randka?- zapytał Ross
- Mark chciał mnie... zgwałcić- wydukałam i znowu zaczęłam płakać.
 Jestem słaba. Blondyn podszedł i po prostu przytulił. Sztywno stałam.
Po chwili brązowooki odsunął się i spojrzał mi w oczy. Zrobiłam to samo. Nasze 'patrzenie sobie w oczy' przerwała Delly wbiegająca do pokoju.
- Laura nie uwierzysz.... sorki- zaczerwieniła się Ryd
- Spoko, w co nie uwierzę?- podeszłam do Rydel, a ta powiedziała:
- Odwołano wszystkie zawody i wyścigi na cały rok
- Co?!- krzyknęłam ja i Ross jednocześnie
- Co ja będę robić przez cały rok?- powiedziałam sama do siebie
- Możesz spacerować, chodzić na zakupy...- zaczęła wymienić blondyna
- To było pytanie retoryczne- odpowiedziałam- Pomysł ze spacerowaniem nie jest taki zły, ale nie zamierzam na kogoś wpaść
- Będę z tobą chodził na te spacery- zaoferował Ross
- No to ustalone.- powiedziała Delly i wyszła. Spojrzałam na blondyna i wywróciłam oczami. Usłyszałam dzwonek do drzwi.
- Laura! Ross! Otwórzcie- rozkazała Rydel
Zbiegłam na dół i spojrzałam przez wizjer drzwi. Zobaczyłam w nim szczerzącego się Ella. Otworzyłam drzwi, a obok mnie zmaterializował się Ross.
- Hej Ell- powiedziałam
- Cześć.- odpowiedział, a za nim wszedł uradowany Rocky
- Cześć Rocky, co ty taki szczęśliwy?- zapytałam
- Siemka, muszę wam kogoś przedstawić...
___________________________
Cześć!
Internet działa mi w miarę normalnie :D
Rozdziały będę starała się dodawać jak najczęściej
Co do rozdziału- jak zawsze nie mam w nim sensu xD
Rozdział dedykowany wszystkim, którzy skomentowali poprzedni :*
KOMENTUJCIE!

niedziela, 12 października 2014

Rozdział 23

*4 dni później, oczami Laury*
Nadal nie odzyskałam słuchu. Miałam słyszeć już dwa dni temu. Vanessa i Rik wyjechali 2 dni temu. Siedziałam wpatrzona w okno, gdy do pokoju wszedł Ross. Nie słyszałam tego, tylko poczułam jego pefumy. Podszedł do mnie, nabazgrał coś na kartce i podał mi. Przeczytałam:
Jak tam?
-A co jeśli ja już nie będę słyszeć?- zapytałam
Na pewno słuch ci wróci. Bądź cierpliwa. Chcesz naleśniki?
- Nie mam ochoty na naleśniki, ale dzięki- odparłam i odwróciłam się do blondyna. Ta nieznośna cisza, która trwała w moim umyśle od pięciu dni, strasznie mnie irytowała. Chłopak patrzył w moją stronę nieobecnym wzrokiem. Pomachałam mu przed oczami ręką. Zamrugał i spojrzał na mnie pytającym wzrokiem. Nic nie powiedziałam. Usiadł na swoim łóżku  i zaczął grać na gitarze. Szkoda, że tego nie słyszę. Mówił coś do siebie. Możliwe, że śpiewał. Nagle, do moich uszu zaczęły dochodzić pojedyncze dźwięki. Odzyskałam słuch! Nareszcie. Gdyby nigdy nic, tempo gapiłam się w okno, słuchając gry blondyna. Zaczął mówić coś do siebie.
- A jeśli nie zacznie słyszeć? Do końca życia będę musiał pisać na kartce, zamiast tak po prostu porozmawiać. Nie będziemy grać, bo co to za gra, gdy Laura nic nie słyszy? A już było fajnie- po jego policzku spłynęła łza. Przestał grać.
- To słodkie. Dzięki- powiedziałam, a Ross odwrócił się w moją stronę.
Znowu mówisz do siebie - napisał, a ja się uśmiechnęłam.
- Ross, ja cię słyszę. Te słowa były piękne- powiedziałam, a on zamarł ze zdziwienia. Podszedł do mnie, a ja, mimo strachu przytuliłam go. Odwzajemnił uścisk.
Poczułam przyjemne ciepło, rozchodzące się po całym moim ciele.
Blondyn odsunął się i zapytał:
- To ty się już nie boisz?
- Boję się, ale czego się nie robi dla przyjaciół?- odpowiedziałam i uśmiechnęłam się do zdziwionego chłopaka. Po krótkiej rozmowie postanowiłam wyjść na spacer. Wyszłam z domu, informując Rossa gdzie poszłam. Ciepłe powietrze otuliło mnie, gdy szłam po plaży. Jarałam się piękną pogodą, nie zauważyłam i na kogoś wpadłam.
- Przepraszam- powiedziałam
- To moja wina, sorki- odparł ciemnowłosy chłopak i wyszczerzył się do mnie- Jestem Mark
- Yyy, miło poznać, muszę iść, to pa- speszyłam się i chciałam już iść, ale złapał mnie za nadgarstek.
- Czekaj. Muszę ci to wynagrodzić. Spotkajmy się tutaj o 19.- rzekł i odszedł, zanim zdołałam zaprotestować. Wróciłam do domu pełna nadziei, że zapomnę o spotkaniu i po prostu przegapię godzinę. Wchodząc, wpadłam na Rydel i odruchowo odparłam:
- Ja nie chcę iść z tobą na spotkanie o 19
Chwila? Co ja powiedziałam?
- Spotykasz się z kimś o 19?- zapytała zaciekawiona Delly.
Opowiedziałam jej całą historię.
- A był przynajmniej ładny?- powiedziała
- Nawet- odpowiedziałam.
- No to musisz się z nim spotkać!- krzyknęła Ryd na cały dom.
- Kto z kim ma się spotkać?- zapytał zainteresowany Rocky, a zaraz po nim Ross.
- Laura z ...- nie dokończyła, bo zaczęłam się na nią drzeć:
- Bądź cicho!
- Spoko. Nic im nie powiem- przyrzekła blondynka. - A w co się ubierzesz?
- Yyyy.. nie mam pojęcia- odparłam zgodnie z prawdą. W co ty się Laura pakujesz? Miałaś w ogóle tam nie iść! 
- Pożyczę ci jedną z moich nowych sukienek- Delly piszczała z wrażenia
Znudzeni tą wymianą zdań chłopcy poszli oglądać telewizję. Udałam się z Delly do naszego pokoju, gdzie jasnowłosa wybrała fioletową sukienkę z czarnym paskiem, a do tego czarne baleriny. Cały strój był naprawdę śliczny. Dochodziła 18. Założyłam to, co przygotowała Rydel, a blondyna umalowała mnie jakbym szła co najmniej na wesele. Kazała mi zostać na chwilę w pokoju, a sama poszła na dół.
- Chodź Lau!- usłyszałam podekscytowaną Ryd i wyszłam z pokoju, udając się na parter. Gdy schodziłam, zobaczyłam Ella, Ryd, Rocky'ego i Rossa gapiących się oczywiście na mnie.
- Wyglądasz...
-------------------
Hej!
Internet w laptopie nie dziala wiec od kilku godzin jestem na dworze i sprawdzam wszystko na tablecie :-(   przepraszam za błedy i beznadziejny rozdzial. Do nastepnego :-*

niedziela, 5 października 2014

Rozdział 22.

Notka!
- Jest mały problem z pacjentką.
- Jaki?- zapytałem
- Nic nie słyszy. Coś przeciążyło jej słuch. - odpowiedział lekarz, a ja byłem w niemałym szoku.
- Ale będzie słyszeć?
- Ma tymczasowy zanik słuchu. Będzie to trwać około dwóch-trzech dni, jeśli będzie pod dobrą opieką. Nie może się denerwować. Żeby się z nią porozumieć, trzeba pisać na kartce. To wszystko. Do widzenia- powiedział medyk i wyszedł z naszego domu.
Pospiesznie znalazłem kartkę i długopis. Napisałem na niej: Nie słyszysz. Będzie to trwać do 3 dni. Ty możesz mówić, ale ja muszę pisać na kartce. ( wszystko co będzie pisane na kartce, będzie podkreślone)
- Ale jak to? Trzy dni? Ale potem będę słyszeć?- zapytała Laura
Spokojnie. Już niedługo ci przejdzie
- No ja mam nadzieję- odparła
Zawołałem Rydel, Rocky'ego i Ella i wytłumaczyłem zalecenia lekarza.
- Niech śpi w twoim pokoju. Będziesz ją miał na oku- powiedziała Rydel
- Ale czemu u mnie?- zapytałem
- Masz z nią dobry kontakt. Jesteście przyjaciółmi. Zaraz Ell wstawi jej łóżko do twojego pokoju.- odparła Delly, a ja tylko pokiwałem głową.
Zanim odzyskasz słuch, musisz spać u mnie w pokoju. Chłopaki zaraz wstawią do mnie twoje łóżko. Będzie dobrze. Nie martw się ;)
- No okey.  Skoro tak myślisz- powiedziała ciemnowłosa.
Na zegarze wybiła 18.00. Riker i Vanessa powinni już być. Mieli powiedzieć coś ważnego. Właśnie siedzę w pokoju z Lau, czytającą jakąś książkę. Nadal zastanawia mnie, co takiego ważnego chcą nam powiedzieć.
- Może są razem?- powiedziała pytającym tonem Laura, już nie czytająca książki. Ona mi czyta w myślach?
Możliwe. Dowiemy się jak przyjdą.
Nadal trzeba badać tę sprawę z odgadywaniem myśli. Spojrzałem Laurze prosto w oczy. Na pewno  nie odgadnie, o czym myślę.
- Rydel ma za dużo różowych sukienek, wiem- odparła jak gdyby nigdy nic szatynka. Skąd ona wiedziała, o czym ja myślę???
Skąd wiesz, o czym myślę?
Przeczytawszy to dziewczyna wyszczerzyła się i zamierzała coś powiedzieć, ale do mojego pokoju wparował Rocky i ogłosił:
- Riker i Vanessa już są. Wszyscy mają się zjawić w salonie. Teraz
Kiwnąłem ręką Laurze, aby za mną poszła. Zabrałem notes i długopis. Na pewno się przyda. Gdy zeszliśmy, cała rodzina stała w salonie i czekała na nas. Zaczął mówić Riker:
- Chcieliśmy wam coś ogłosić.
- To już wiemy, mów dalej- odparł Ell, a ja parsknąłem śmiechem.
- A więc, od dzisiaj Vanessa jest moją dziewczyną. Wyjeżdżamy do Egiptu na mały urlop. Na miesiąc- uśmiechnął się i pocałował szczerzącą się Van.
Przypomniałem sobie o Laurze, która nic nie słyszy.
Van i Rik są razem, jadą na miesiąc do Egiptu, na ''urlop''
Po chwili zastanowienia, Laura odpisała
Mam nadzieję, że po tym wypadzie nie zostanę ciocią :P
Wybuchnąłem niepohamowanym śmiechem. Wszyscy gapili się na mnie i Laurę, jakbym co najmniej jej się oświadczał.
- Co?- zapytałem, hamując śmiech w tak 'podniosłej' chwili.
- Nie nic. Gratulacje nowej parze- powiedziała Delly, przerywając ciszę. Wróciłem do pokoju, gdzie po chwili znalazła się również Laura.
To skąd wiesz, o czym myślę?
- Przyjaciele rozumieją się bez słów- odpowiedziała i zaczęła czytać książkę. A może ma rację? Przyjaciele rozumieją się bez słów? Najwyraźniej tak.
_______________________
Wiem, rozdział całkiem bez sensu. Mam jedną złą informację. Rozdziały będą się pojawiać rzadziej, bo ja się po prostu nie wyrabiam z tą całą nauką, zadaniami, sprawdzianami.
Przepraszam.
Komentujcie :)

środa, 1 października 2014

Rozdział 21.


*Oczami Rossa*
Graliśmy i śpiewaliśmy jak rodzeństwo.  Gdy zobaczyłem uśmiech na twarzy Laury, poczułem ciepło w środku.
- Świetnie grasz- powiedziała Lau
- Dzięki, ty też- odpowiedziałem i zaczęliśmy się śmiać bez powodu.
Usłyszałem wielki powrót reszty. Razem z Laurą poszliśmy na dół, aby przywitać rodzinkę. Ell i Rocky wnosili torby pełne produktów spożywczych, Delly niosła swoją torebkę i kanapkę. Najśmieszniejsze było to, gdy Rocky nadepnął na stopę Ellingtonowi, a ten rzucił pełną torbą prosto w Rydel. Blondynka była wściekła. Trochę pokrzyczała na biednego Ratliffa. Wypakowaliśmy jedzenie. Laura pomogła zanieść siatki z ubraniami Delly do ich pokoju. Wróciłem do swojego 'królestwa'. Włożyłem do uszu słuchawki i puściłem ulubione piosenki.
*Oczami Laury*
Rydel kupiła dużo fajnych ubrań, ale też dużo kompletnie niepotrzebnych. Wyszłam z pokoju, aby blondynka mogła sobie w spokoju poukładać je w szafie. Zeszłam na dół. Rocky pływał w basenie nie zwracając uwagi na otaczający go świat. W salonie siedział Ell. Zajadał się żelkami. W uszach miał słuchawki. Wpadłam na pomysł pooglądania telewizji. Podeszłam do plazmy, bo nie umiałam nigdzie znaleźć pilota. Włączyłam telewizor. Zaczęła tak mocno grać muzyka, że świat zawirował mi przed oczami i zobaczyłam ciemność...
* Oczami Rydel*
Zaczęłam poszukiwania Laury. Nie wiem, którą bluzkę założyć. Weszłam do pokoju Rossa. Zdjęłam mu słuchawki z uszu.
- Co?- zapytał
- Gdzie jest Laura?- odpowiedziałam pytaniem
- Nie wiem- odparł
- To chodź pomóc ją szukać- zaproponowałam, a blondyn wstał i poszedł za mną na parter. W kuchni jej nie było, w jadalni też nie.
- Laura!- krzyknął Ross, wbiegając do salonu. Podbiegł do dziewczyny  i coś do niej mówił.- Przenieśmy ją na tapczan.
- Ell złaź!- powiedziałam do nieogarniętego Ratliffa i zrzuciłam go na podłogę. Ross wziął szatynkę na ręce i położył na kanapie. Nie dawała oznak życia.
- Laura, pobudka!- odparłam po namyśle i zaczęłam potrząsać dziewczyną.
*Oczami Laury*
Poczułam dziwne szarpanie. Momentalnie się obudziłam. Nade mną stał Ross i Delly. Ruszali ustami, ale nic nie mówili. Blondyn otworzył usta i chyba zaniemówił. (wiem, że to zdanie nie ma sensu- od aut.)
*Oczami Rossa*
Mówiliśmy do Laury, ale ona nie reagowała, tylko patrzyła na nas jak na idiotów.
- Delly, dzwoń po lekarza. - powiedziałem. Moja siostra wyciągnęła telefon i wybrała numer do prywatnego lekarza.
- Tak... Mówi Rydel Lynch.... Coś jest z moją przyjaciółką..... Mógłby pan przyjechać?.... To naprawdę ważne... Dobrze.- rozłączyła się i zaczęła nerwowo chodzić po pokoju.
- Kiedy ten lekarz przyjedzie?- zapytałem
- Za pół godziny. Zrobiłbyś mi kawę?- odpowiedziała, a ja poszedłem do kuchni przygotować napój dla siostry. Nie było kawy. Przygotowałem cappucino (nie wiem jak się to pisze~od aut.). Wręczyłem jej napój i w tej chwili zadzwonił dzwonek.
- Otworzę- poinformowałem i otworzyłem drzwi lekarzowi. Zaprowadziłem go do Laury. Wraz z Delly i Ellem, który właśnie wstał z podłogi, wyszliśmy na dwór, aby sprawdzić, czy Rocky się jeszcze nie utopił w basenie.
- Rocky, żyjesz??- zapytałem
- Tak- odpowiedział i wskoczył do basenu na bombę, ochlapując mnie wodą.
- Możecie tu teraz podejść?- zapytał lekarz wyłaniający się przez drzwi. Wszedłem do środka i spojrzałem pytająco na medyka.
- Jest mały problem z pacjentką.
___________________________________
Hej!
Dziekuję za komentarze pod poprzednim rozdziałem :)
Proszę o komentowanie!