sobota, 29 listopada 2014

Rozdział 37.

- Kto?- odparł Cal
- Ross.- dopowiedziała brunetka
- Nie.- odpowiedziałam trochę nie pewnie.
 Rodriguez chciała zadać więcej pytań, ale przeszkodził jej Ross, wchodzący do pomieszczenia.
Zaczęliśmy wspólnie grać i śpiewać. Rai i Cal potrafią fajnie śpiewać. Potem poszliśmy na naleśniki. Usiedliśmy przy stole, a Rydel podała naleśniki. Po chwili Delly przestała jeść.
- Coś nie tak Ryd?- zapytałam
- Mam wam coś do powiedzenia. Jak chcecie, możecie wszyscy słuchać- zaczęła
- Po prostu to powiedz- zaproponował Ross.
- Oboje musicie wyjechać na jakiś czas. Do Miami.-powiedziała jednym tchem Ryd
- Cco?- odparł blondyn.- Dlaczego? Po co? Czemu akurat my?
- Jesteście najmłodsi. Do tego niepełnoletni.  Chodzi o wasze bezpieczeństwo. Samolot macie jutro o 11. Będziecie mieszkać w hotelu przez jakiś czas. Wszystko jest już ustalone.- wytłumaczyła Delly.
Byłam w totalnym szoku. Bezpieczeństwo? O co tu chodzi?
- Na jak długo?- zadałam jedno z ważniejszych pytań.
- Nie wiem. Zabierzcie tylko najważniejsze rzeczy.- odrzekła blondyna
Wstałam od stołu i pobiegłam na górę się pakować. Z szafy wyjęłam torbę podróżną. Spakowałam kilka bluzek, bieliznę, 2 pary spodni. Z rzeczy codziennego użytku to oczywiście kosmetyki, ładowarkę do telefonu, laptop i mały album ze zdjęciami. Do pokrowca włożyłam gitarę. No to jestem spakowana. Wylot dopiero jutro. Ciekawe jak blondynowi wychodzi pakowanie. Po cichu przekroczyłam próg jego pokoju. Ross siedział na walizce. Takiej ogromnej! Nie potrafił jej zamknąć. Zaczęłam się śmiać. Chwilę później w pokoju zjawili się nasi przyjaciele.
- Musimy już iść. Będziemy tęsknić- powiedziała Raini. Wraz z Rossem przytuliliśmy Raini i Caluma, po czym wyszli.
- Pomóc ci się spakować?- zaproponowałam
- Jakbyś mogła to tak.- zaczerwienił się chłopak.
Pomogłam zapakować wszystkie najważniejsze rzeczy Rossa. Było ich dwa razy więcej niż moich. Zajęło nam to trzy godziny.
- Nareszcie!- ogłosiłam blondynowi.
 Spał. No trudno. Przykryłam go kocem, dając pod głowę poduszkę. Nastawiłam mu budzik na 8:30. Wyszłam z jego pokoju i wróciłam do swojego. Rydel sprawdzała coś na laptopie. Wykąpałam się, umyłam włosy i usiadłam na łóżku, rozczesując mokre włosy.
- Spakowana?- zapytała Ryd
- Oczywiście.- odpowiedziałam
- A Ross?- zadała kolejne pytanie blondyna
- Też. Właśnie śpi.- odparłam
- Ty również powinnaś już iść spać. Dobranoc- powiedziała
- Do jutra- odparłam i zasnęłam.
*rano*
Obudził mnie jakiś krzyk. Leniwie otworzyłam oczy i co zobaczyłam? Oczywiście blondyna z roztrzepaną fryzurą.
- Która godzina?- zapytałam
- 9:00. Spóźnimy się!- poinformował chłopak, a ja wyskoczyłam z łóżka.
 Ruszyłam do łazienki. Po kilkunastu minutach byłam gotowa. Wyszłam z pokoju. Moich bagaży nie było. Zbiegłam na dół. Były w przedpokoju. Odetchnęłam z ulgą. Z kuchni zabrałam kanapkę. Spokojnie ją zjadłam. Dopiero teraz reszta domowników zaczęła schodzić na dół. Przywitałam się z każdym. Gdzie jest Ross? Historia lubi się powtarzać. Nagle z łazienki wybiegł wspomniany przed chwilą chłopak.
- Rydel! Które skarpetki? Te zielone, czy czarne?- zapytał z pełną powagą
Wybuchnęłam śmiechem.
- Weź czarne. Spóźnicie się na samolot. Zbieramy się!- krzyknęła Delly. Pożegnałam się ze wszystkimi. Wsiadłam do auta. Wraz z Ryd czekałyśmy na Rossa piętnaście minut. Ja tu zaraz zwariuję.
- Jestem!- krzyknął chłopak i usiadł obok mnie na tylnym siedzeniu. Dojazd na lotnisko zajął nam pół godziny. Chyba jesteśmy spóźnieni. Zabiję Rossa!
- Pa Ryd. Pilnuj tej bandy- powiedziałam, żegnając się z blondyną
- Pilnuj Rossa- odparła
Chwilę szeptała coś na ucho blondynowi. W końcu ruszyliśmy na odprawę.
----------------------------------------------------------
Hejka!
Rozdział do d*py ale na nic innego nie wpadłam.
Po rozdziałem 36 było 5 komentarzy. Co z wami jest? Raz komentujecie, raz nie?
PROSZĘ KAŻDEGO O SKOMENTOWANIE!
PS: Kochany Anonimku, dziękuję za tak długi komentarz. Napisałaś w nim  wszystko, o co chodzi w tym blogu. Gdyby chciało Ci się kiedyś ze mną popisać, to mam Fb, GG, Tt, Aska i na pewno coś tam jeszcze :P Pozdrawiam :* Rozdział dedykuję więc Tobie :)

wtorek, 25 listopada 2014

Rozdział 36.

*nadal oczami Rydel*
Zaczął padać deszcz. Powiem inaczej: jest ulewa. I strasznie zimno. Ale musiałam tu przyjść. Jestem właśnie na cmentarzu. Idę alejkami w stronę grobu moich rodziców. Nikt nie wie, że tu jestem. Szłam w stronę podwójnego grobu. Obok niego stała zakapturzona postać. Trzymała zapalony znicz, po czym położyła go na nagrobek. Zbliżyłam się do grobu. Trochę przeraziła mnie ta postać. Jest taka dziwna. Jest w niej coś charakterystycznego. Usiadłam na ławeczce przy grobie moich rodziców.
- Gdzie ona jest?- zapytałam rodziców.
Może i jestem nienormalna, ale to mnie zawsze uspokajało.
- Proszę, pomóżcie- odparłam i wstałam. Zawiał mocny wiatr i zerwał kaptur z głowy postaci. Przyjrzałam się bardziej. To Laura! Spojrzałam na nagrobek obok. Marano. To grób jej rodziców! Zbliżyłam się do nieświadomej Lau i lekko dotknęłam jej ramienia. Odwróciła się.
- Rydel!- krzyknęła jak oparzona.
- Laura dzięki, że jesteś- mocno ją przytuliłam.- Idziemy do domu. Jesteś przemoczona.
Nie protestowała. W moim samochodzie usiadła z tyłu, nic nie mówiąc.
*oczami Rossa*
Siedziałem w swoim pokoju, patrząc na gitarę. Czemu Laura odeszła? Jak mogła? Mieliśmy być przyjaciółmi na zawsze. Już zaczęło się układać i znowu życie daje w kość. Dlaczego tak musi być? Bez Laury nic nie będzie takie samo. Nie jest. Nie mam ochoty z nikim rozmawiać. Trzasnęły drzwi. Chyba Rydel wróciła. Tak, to na pewno jej buty robią taki hałas.
*oczami Rydel*
Przyjechałyśmy dosyć szybko. Weszłyśmy do domu. Dałam Laurze nieme znaki, żeby była na razie cicho. Miałam idealny pomysł.
- Ross! Pomóż mi wnieść te siatki!- krzyknęłam
Usłyszałam kroki na schodach.
- To gdzie te siatki?- zapytał, przemierzając ostatnie schody. Stanął jak wryty.
- Laura!- powiedział i podbiegł do szatynki. Ona podbiegła do niego jakby nie widzieli się wieczność. Mój kochany brat przytulił Laurę. Odwzajemniła gest.
- Wróciłaś- stwierdził
- Tęskniłam- odparła ciemnowłosa.
Tulili się około pięciu minut. Może jednak będzie z nich para? Wszyscy domownicy zbiegli na dół. Gapili się na Raurę. Odchrząknęłam, zwracając na siebie uwagę.
- Jesteś cała przemoczona! Idę po koce.- spanikował blondyn i pobiegł na górę. Teraz wszyscy podeszli i przytulili Laurę. Ross zbiegł na dół. Wziął Lau na ręce i zaniósł na górę, do naszego pokoju.
- Jak myślicie, będzie Raura?- zapytał Ell
- Może tak. Trochę to potrwa- odparłam
- Jakby im tak pomóc, żeby zrozumieli, że są dla siebie stworzeni?- zaproponował Rocky
- Myślę, że to nie jest takie głupie. Ale jest ryzyko, że zamkną się w sobie i nie będą z nami gadać- powiedziałam z rozbrajającą szczerością. Przytaknęli. Każdy zajął się swoimi sprawami. Mam nadzieję, że Ross zaopiekuję się młodszą Marano tak jak należy. Ta dwójka to ciężki przypadek. Moje rozmyślania przerwał dzwonek do drzwi. Kogo znowu niesie? Otworzyłam drzwi. Do domu weszli Calum i Raini. Przywitaliśmy się.
- Laura się znalazła?- zapytała Raini
Przytaknęłam.
- Możemy do niej pójść?- niepewnie odezwał się Cal.
- Jest w swoim pokoju. - poinformowałam.- Powiedzcie, że za  pół godziny będą naleśniki
*oczami Laury*
Przebrałam  się i wysuszyłam. Ross czekał w pokoju. Wyszłam, ubrana w różowy dres Rydel.
- To chyba ubrania Ryd, co nie?- upewniłam się
Blondyn pokiwał  głową. Usiadłam na łóżku.
- Dlaczego wróciłaś?- z zamyślenia wyrwał mnie Lynch
- Tęskniłam za wami.- powiedziałam.
W tej chwili ktoś otworzył drzwi. Do pokoju weszli Cal i Raini. Przytuliłam obu przyjaciół.
- Mam pomysł- krzyknął uradowany blondyn. Spojrzałam na niego pytająco. - Pójdę po gitarę i sobie pogramy.
Uśmiechnęłam się. Chłopak poszedł po gitarę.
- Podoba ci się?- zapytała Raini.
______________________
Cześć!
Kochany Anonimku! Wydaje mi się, że jesteś jasnowidzem. Ten rozdział pisałam już dawno, a ty już wiesz co będzie dalej. Niesamowite *.* Gdybyś kiedyś chciał/a pisać ze mną drugiego bloga, to napisz. Jesteś po prostu genialny/a :D
Już kończę, bo spadam do szkoły :P
Proszę o KOMENTOWANIE!!!

piątek, 21 listopada 2014

Rozdział 35.

Odwróciłam się.
- Hej- powiedział dobrze znany mi blondyn- Coś się stało.
Naprawdę? To takie oczywiste? Tak łatwo to stwierdzić?
- Gdybym nie pojawiła się w waszym życiu wszystko byłoby okey.- odparłam
- Nie mów tak.- odrzekł chłopak.
Siedzieliśmy w ciszy pół godziny.
- Obiad!- zawołała Rydel
- Idziemy?- zapytał Ross
- Idź, zaraz dojdę- poinformowałam.
Chłopak wyszedł. Spakowałam kilka najpotrzebniejszych rzeczy. Napisałam kartkę Rossowi, żeby mnie nie szukał. Dałam mu ją do jego pokoju. Cała rodzinka była w jadalni. Wymknęłam się z domu. Pobiegłam kawałek. Po kilkunastu minutach znalazłam się przy hali. Skręciłam w stronę ulubionego drzewa. Weszłam na nie, usiadłam, wyjęłam telefon i go wyłączyłam. Powoli oddaliłam się do krainy Morfeusza.
*oczami Rydel*
Laura nie schodziła na obiad. Zaczęło mnie to martwić.
- Ross, chodź na chwilę- poprosiłam brata.
Gdy do mnie podszedł, zapytałam:
- Co ostatnio mówiła ci Laura?
- Że zaraz przyjdzie. I coś, że jakby nie pojawiła się w naszym życiu, wszystko byłoby okey- powiedział i zbladł.
 Szybko poszedł na górę. Poszłam za nim. Nie było jej w naszym pokoju. Ross poszedł do siebie. Chwilę później wrócił z kartką. Podał mi ją i zaczęłam czytać:

Nie szukaj mnie. Beze mnie będzie lepiej~Laura ;*

Co?? Dlaczego ona uciekła? Nigdy jej nie zrozumiem.
- Gdzie ona mogła pójść?!- zaczęłam krzyczeć na Rossa.
 Brat tylko wzruszył ramionami, pisząc sms-a. - Co ty robisz? Zdajesz sobie sprawę, że twoja najlepsza przyjaciółka uciekła?!
- Uspokój się kobieto! Piszę do Caluma i Raini. Zaraz zadzwonię do Lau- poinformował oschle chłopak.
 Byłam zdziwiona jego zachowaniem. Zaczyna się buntować tak jak Laura.
*następny dzień,oczami Laury*
Gdy się obudziłam, było jeszcze troszkę ciemno. Włączyłam telefon. Jest 5:58. Mam dwadzieścia nieodebranych połączeń od Rossa, pięć od Rydel, i trzy od Van. Są też sms-y. Piętnaście od Rossa, dziesięć od Rydel i osiem od Van. Zaczęłam od wiadomości od blondyna.
<Proszę, wracaj do domu!>
<Powiedz przynajmniej, gdzie jesteś>
<Proszę>
<Odpisz przynajmniej>
<Daj jakikolwiek znak, że nic ci nie jest.>
<Błagam Lau>
I dziewięć podobnych. Te od Vanessy i Delly były prawie takie same. Nie zamierzałam odpowiadać. Muszę zniknąć z ich życia. Nie wiem. Co robić? Spojrzyj w przeszłość. Co? O co chodzi? Czekaj! Już wiem. Udam się w miejsce, gdzie nie byłam od dawna. Zapomniałam. Jak można zapomnieć?
*Oczami Rydel*
Nadal nie ma Lau. Chyba już nie wróci. Ryd! Nie dopuszczaj do siebie tej wizji. Życie bez Laury nie byłoby takie samo. A jeśli już nie wróci? Ross się załamie. Nie mogę na to pozwolić. Tylko gdzie jej szukać?? Nie odpowiada na sms-y. Nie daje choćby znaku, że nic jej nie jest. Z Rossem jest już źle. Nie rozmawia z nikim. Nic nie je. Nawet uwielbianych przez siebie naleśników. On tęskni. Czy tylko mi wydaje się, że są dla siebie stworzeni? Jeśli nie, to są idealnymi przyjaciółmi. Jak prawdziwa rodzina. Już raz straciłam bliskie osoby, nie zamierzam po raz kolejny. Laura musi wrócić! Amen. Właśnie! Wiem, gdzie mogę się zastanowić!
________________________________________________
Jak myślicie, gdzie pójdzie Delly? Albo co będzie z Lau?
Tak wgl to hej :D
Muszę się Wam pochwalić, że na tym blogu mam napisane rozdziały do około 50. Może napiszę na święta coś w stylu dodatku o świętach, bo jak wiadomo w tej historii jest coś koło sierpnia :P
Dzięki za wszystkie motywujące komentarze :)
Next dodam jak bd 10 komentarzy :>
KOMENTUJCIE :D
ps; jeśli ktoś miałby nuty literowe do R5- One last dance na keyboarda to błagam, dajcie znać!

wtorek, 18 listopada 2014

Rozdział 34.

*Następny dzień, nadal oczami Lau*
Obudziłam się szturchana w ramię. Otworzyłam oczy. Siedziałam oparta o sofę, na której leżała mumia.  A nie, to Ross. Chłopak uśmiechał się.
- Cześć- powiedziałam
- Hej- odpowiedział blondyn.
- Co chcesz na śniadanie?- zapytałam
- Nie będziesz mi robić śniadania.- odparł chłopak.
- Czyli tosty- powiedziałam do siebie i ruszyłam do kuchni. Przygotowałam cztery tosty z serem. Zaniosłam je do salonu. Jeden z talerzy, na którym były dwa tosty i jogurt, podałam Rossowi.
- Nie musiałaś
- Ale chciałam- zaczęłam spożywać śniadanie.
 Były lekko spalone. Jak dla mnie to smaczne. Odłożyłam puste talerze do zmywarki i weszłam do łazienki.  Spojrzałam w lustro.
- Aaaa- krzyknęłam i wybiegłam z pomieszczenia.
- Co się stało??- zapytał Ross
- Mogłeś mi powiedzieć, że wyglądam jak zombie
- Jak dla mnie wyglądasz słodko- odpowiedział.
Jestem pewna, że się zarumieniłam. Pobiegłam do pokoju. Rydel jeszcze spała. Jak najciszej zabrałam jakieś dresy i ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic i ogarnęłam się dosyć szybko. Wyszłam z pokoju czystości.
Idąc do salonu, wpadłam na Ella idącego do kuchni.
- Sorki- odparłam
- Ty w dresie?- zapytał, nie dowierzając.
 Przytaknęłam. Przy okazji pośliznęłam się o magazyn modowy Delly i upadłam na fotel. Ja to mam szczęście. Super po prostu. Ross zaczął się niepohamowanie śmiać.
- O co chodzi?- zapytałam
- Skąd brałaś ubrania?- odpowiedział pytaniem. Spojrzałam na niego pytająco- Masz t-shirt Rocky'ego i moje spodnie.
- Cooo??!- krzyknęłam i spojrzałam na swoje ubrania. Miał rację. Mam na sobie bluzkę ''Jestem Rocky'' Nie miałam siły się przebierać. Teraz tylko będę unikać Rocky'ego. Na moje nieszczęście właśnie wchodzi do salonu.
- Cześć wam. Laura, gdzie kupiłaś taką fajną koszulkę?- zapytał szatyn- Czekaj. To mój ulubiony t-shirt!
Zaczęłam uciekać przed chłopakiem. Wybiegłam na dwór. Schowałam się przy drzewach. Zgubiłam Rocky'ego. Wróciłam do domu.
- Ross, pomóż- zrobiłam oczy kota ze Shreka.
- Połóż się za mną, pod kocem. Nie skapnie się- powiedział blondyn.
To był idiotyczny pomysł, ale przynajmniej podziałał. Nikt z domowników mnie nie zauważył. Aż do momentu w którym do pokoju weszła Delly.
- Ross?
- Hmm?- odpowiedział mój przyjaciel
- Kto leży za tobą?
O nie. Rocky mnie zabije. Ryd zdjęła ze mnie koc.
- Lau! Szukałam cię zdrajco! A tak w ogóle to gdzie spałaś?- odparła Rydel
- Na podłodze- odpowiedziałam i wstałam z sofy lądując na podłodze. Teraz ręka boli mnie jeszcze bardziej.
- To jest nie fair! Nie mam szczęścia w życiu!- krzyknęłam i pobiegłam do pokoju.
Czemu się tak wściekam? Dlaczego ja mam takiego pecha? Przyjaciele, rodzina to pech? No... nie. To ja sama sobie utrudniam życie. Powinnam zniknąć z ich życia. Gdyby nie ja, wszystko byłoby dobrze.
Do pokoju ktoś wszedł. Nie wiem kto, bo siedzę wpatrzona w okno. Ktoś obok mnie usiadł. Chyba wiem kto.
_______________________________
Cześć!
Jestem zawalona zadaniami, więc zaraz znikam :(
Dzięki za 13 komentarzy pod rozdziałem.
Myślę, że next będzie jak tutaj będzie co najmniej 10 komów :)
Miłego wieczoru
KOMENTUJCIE!

sobota, 15 listopada 2014

Rozdział 33.

Ellington puścił mnie na ziemię, w wyniku czego skręciłam sobie nadgarstek. Wielkie dzięki Ell!
- Ałł- krzyknęłam, pocierając bolący nadgarstek.
W tym czasie Ryd uderzyła Ratliffa patelnią prosto w głowę. Przewrócił się na kafelki na dworze.
- Laura, nic ci się nie stało??- zapytała Delly
- Tylko nadgarstek- odpowiedziałam
Blondyna zabrała mnie do łazienki. Wyjęła z apteczki bandaż i opatrzyła bolące miejsce.
- Dzięki- powiedziałam
- Spoko, a teraz idziemy sprawdzić, czy Ell jeszcze żyje- uśmiechnęła się, na co ja parsknęłam śmiechem.
Ratliff żył. Miał tylko czerwony ślad po patelni na czole. Przytulał swojego misia. W tej chwili zadzwonił dzwonek do drzwi. Rocky pobiegł otworzyć.
- Riker chodź tu!- krzyknął wyraźnie zdenerwowany Rocky- Ell weź stąd dziewczyny!
Rik pobiegł w stronę drzwi. Rydel, Van i ja zostałyśmy zaprowadzone do naszego pokoju. Wyrywanie się nie miało sensu. Wychodząc, Ellington powiedział tylko:
- Pilnujcie Bena
I podał mi różowego miśka. Potem usłyszałam tylko przekręcanie zamka w NASZYCH drzwiach. Delly próbowała je otworzyć, bez skutku.
- Lau, co ukrywasz?- zapytała.
Dłużej tego nie ukrywaj. Bez słowa podałam blondynie kartkę wyciągniętą przeze mnie spod poduszki. Czytając ją, robiła się blada.
- Czemu mi nic nie powiedziałaś?!- podniosła na mnie głos. Pierwszy raz.- Przepraszam.
- Nie chciałam was narażać- odparłam. Nagle coś sobie przypomniałam. Podeszłam do szafki nocnej. Wyjęłam zapasowy klucz do naszego pokoju. Otworzyłam drzwi. Vanessa wstała z podłogi.
- Lau, jesteś geniuszem!- odparła Ryd
- Idziemy na dół!- poinformowałam i udałyśmy się w stronę wyznaczonego celu. W kuchni nikogo nie było, w jadalni też, w łazience też. Salon! Gdy wbiegłam do salonu, doznałam szoku...
- Ross!- krzyknęłam i podeszłam do zakrwawionego chłopaka.
 Po chwili obok mnie znalazła się Delly i Van.
- Co. To. Ma. Być?!!- zmierzyła chłopaków wzrokiem blondyna.
- Stał pod drzwiami. Nie chcieliśmy, żebyście to widziały.- odrzekł Rik.
Van przytuliła się do Rikera. Rydel wtuliła się do oniemiałego Ellingtona. A ja? Klęczałam obok sofy, na której leżał mój przyjaciel. Na szczęście żył. Nieprzytomnie wpatrywałam się w niego. Prawie się nie poruszał. Nie wiem ile tak siedziałam. Odciągnął mnie Rocky.  Wyrwałam się z uścisku. Pobiegłam do łazienki. Wyciągając apteczkę, spojrzałam w lustro. Wyglądałam okropnie. Łzy ściekające z policzków, włosy w nieładzie. Ale nie ja teraz jestem ważna. Zabrałam potrzebne rzeczy i wróciłam do salonu. Nie było tam nikogo. Nożyczkami rozcięłam koszulę Rossa. Miał rozległe rozcięcia na torsie i rękach. Zaczęłam go bandażować. Po kilkunastu minutach nie wyglądał aż tak źle. Przypominał mumię. Może to trochę śmieszne określenie, ale mi nie było wcale do śmiechu. Zniszczoną koszulę wyrzuciłam do kosza. Przykryłam blondyna kocem. Na jego dłoni zauważyłam jeszcze jedno rozcięcie. Kto mu to zrobił?? Wzięłam wodę utlenioną i ostatni bandaż jaki został w apteczce. Polałam ranę cieczą. Chłopak syknął.
- Przepraszam- odparłam i szybko zabandażowałam ranę.
Ross otworzył oczy.
- Co ci się stało w rękę?- zapytał
Kompletnie zapomniałam o nadgarstku.
- Nic takiego. A co tobie?- odpowiedziałam- Powiedz, co się naprawdę stało.
Chłopak chwilę się wahał.
- Wczoraj jak zasnęłaś, znalazłem kartkę od Jacksona. Postanowiłem go znaleźć. Dzięki znajomemu dowiedziałem się gdzie mieszka. Pojechałem tam. Trochę oberwałem od jego znajomych. Wróciłem tutaj.- wytłumaczył- A tak właściwie, jak się tu znalazłem? Dzięki za opatrzenie. Wyglądam jak mumia.
Opowiedziałam całą historię ze szczegółami.
Nadal do mnie nie docierało. Ross jechał do Davida. Martwił się. Był w stanie stanąć w mojej obronie.
- Czego się nie robi dla przyjaciół- powiedział Ross, odgadując odpowiedź na pytanie, którego nie zadałam nawet w myślach.
___________________________________________
Cześć!
Jak myślicie, będzie Raura?
Trochę  mnie zawiedliście.  Pod ostatnim rozdziałem było 6 komentarzy, a pod przedostatnim 10. Co się dzieje?
Proszę każdego, kto przeczytał ten rozdział, o skomentowanie.

wtorek, 11 listopada 2014

Rozdział 32.

Powiedziałam  ''proszę''. Do pokoju wszedł uśmiechnięty Ross. Gdy zobaczył mój smutny wyraz twarzy, zatrzymał się w miejscu.
- Co się stało?- zapytał
- Nic- odpowiedziałam
- No nie wcale. Mów- powiedział
- Po prostu boli mnie głowa- odparłam.
To jedyne co wpadło mi do głowy. Chłopak wybiegł jak oparzony. Szczerze mówiąc, zdziwiło mnie to. Po chwili wrócił z dwoma kubkami parującego kakao. Podał mi jeden. Zaczęłam delektować się gorącą cieczą. Ciepło wypełniło całe moje ciało. Westchnęłam
- Hmm?
- Co ja bym bez ciebie zrobiła?- zapytałam retorycznie
- Poszłabyś spać z bólem głowy- odpowiedział
Chyba nie zrozumiał sensu pytania, ale szybko ogarnął o co mi chodzi:
- Nadal  bałabyś się otaczającego cię świata, miałabyś uczucie, że za każdym rogiem ulicy czai się David albo jakiś inny podejrzany typ- odrzekł.
No to mnie pocieszył. Skoro już niedługo, to może mnie zaatakować w każdej chwili. Założyłam na twarz niewidzialną maskę, z podpisem ''radość i szczęście''.
*oczami Rossa*
Po kilku minutach Laura zasnęła oparta o moje ramię. Położyłem ją w łóżku. Pod poduszką zawieruszyła się jakaś kartka. Ciekawość zwyciężyła. Przeczytałem i byłem w szoku. On jej znowu groził! Odłożyłem kartkę na dawne miejsce i wyszedłem z pokoju dziewczyn. Tak być nie może.
*Następny dzień, oczami Laury*
Obudziłam się w dobrym nastroju. Jak znalazłam się w łóżku? Wczoraj gadałam z Rossem. Ciekawe co było dalej? Spojrzałam na wiszący na ścianie kalendarz. 6 lipca. Fajnie. Lekko nieprzytomna wstałam z łóżka i zeszłam do kuchni. Prawie cała rodzinka była w salonie.
- Hej wszystkim!- poinformowałam o moim przyjściu
- Cześć- odpowiedzieli chórem
Brakowało Rossa. Może jeszcze śpi.
- Nie wiesz gdzie jest Ross?- zapytała Delly
Zaprzeczyłam
- Może jeszcze śpi- odparł Ell.
Ej! Ja to przed chwilą mówiłam w myślach. Co to ma być?
Nie przejęłam się tym. Z lodówki wyjęłam jogurt. Sprawdziłam napis na wieczku: Dla Laury
Może być. Stara sprawa z pożarciem żelkowego przysmaku nie wyszła na jaw. Spożyłam śniadanie w kuchni. Dochodziła 9:00. Ross na pewno nie śpi tak długo. Niemal wbiegłam do jego pokoju. Nie było go tam. Tylko jakaś kartka.

Laura, nie martw się zaraz wracam ;)
~Ross


Trochę mnie to uspokoiło. Ale skąd wiedział, że jeszcze go nie będzie? I czemu napisał akurat do mnie? Bo to twój przyjaciel nieogarze. Właściwie to masz rację. Ale gdzie on jest?
- Gdzie twój książę?- w drzwiach stanął Rocky
- Weź mnie nie strasz. Nie ma Rossa. I on nie jest moim KSIĘCIEM. - zaczęłam go mordować wzrokiem.
Uciekł, a ja pobiegłam za nim, biorąc przypadkowo różowego misia należącego do Ellingtona. Trudno. Szatyn zbiegł ze schodów szybciej ode mnie. Chciał uciec na dwór, ale drzwi się zablokowały. Teraz zginie. Zaczęłam okładać go pluszakiem. Skulił się w kącie. Chciałam zadać ostateczny cios, ale przeszkodził mi Ratliff:
- Zostaw Bena!!
Chyba chodziło mu o to różowe coś. Ups. Chłopak podniósł mnie, przerzucił sobie przez ramię i poszedł w stronę basenu.
- Zostaw ją!!- krzyczała Rydel.
Biegła z patelnią. Ellington puścił mnie na ziemię, w wyniku czego...
_______________________
Hej!
Jak myślicie, gdzie jest Ross?
Rozdziały będą dodawane 2 razy w tygodniu tj. wtorek i sobota
Ten rozdział byłby szybciej gdybym wcześniej wstała :P
Dziękuję a wszystkie komentarze pod ostatnim rozdziałem. Było ich naprawdę dużo i poczułam, że ten blog chyba nie jest taki zły :D
Miłego 11 listopada życzy Lauren :>
PS: KOMENTUJCIE :)

sobota, 8 listopada 2014

Rozdział 31.

Coś chyba mądrego wpadło mi do głowy.
- Skoro Van czuje coś do Rikera, a on do niej, to nie mogą się po prostu nienawidzić do końca życia.- odrzekłam
- Może by im pomóc?- pomyślał Ross
- Mam plan- odparłam- Zrobimy tak..
Nasz plan był wręcz genialny. Wbiegłam do pokoju Vanessy.
- Riker nadal coś do ciebie czuje. - powiedziałam i wyszłam z pokoju.
 Ujrzałam nadchodzącego Rossa.
- Gadałeś z nim?- zapytałam
Przytaknął. 
- Musimy im dać trochę czasu na przemyślenie. Zapraszam cię na pieczenie ciastek czekoladowych- ukłonił się szarmancko blondyn, a ja z uśmiechem zeszłam z nim do kuchni. Wszystkie produkty były. Ross poszedł po patelnie, a ja wyjęłam z szafek potrzebne składniki. Nim się obejrzałam, byłam cała w mące.
- Ross!- krzyknęłam i zaczęłam udawać smutną.
 Podszedł do mnie i oberwał cukrem w oczy.
- Hej! Co tam robicie? Wpadliśmy do was, bo Calum zgubił bilety do parku wodnego- poinformowała Raini, wchodząc do kuchni.
- Cześć- odparł Calum wbiegając do pomieszczenia.
- Robimy ciastka.- powiedziałam- Pomożecie?
Przytaknęli. Zaczęliśmy pichcić. Po godzinie oczekiwania Ross wyjął z pieca ciastka. Wyglądały dziwnie.
- No to jemy!- odrzekł rudzielec, zaczął jeść ciastko i się poparzył.
- Idź do basenu- powiedział Ross i wskazał basen na dworze.
 Chłopak znalazł się tam w pięć sekund.
Gdy wrócił, podłoga zamieniła się w wielkie rozlewisko.
Opowiedziałam przyjaciołom nowy plan mój i Rossa. Przytaknęli. Ross pobiegł do Rikera. Chwilę później chłopak zbiegł z góry i wparował do pokoju Vanessy. Razem z Raini zatrzasnęłyśmy drzwi i zamknęłyśmy je na klucz. Usłyszałam walenie w drzwi.
- Wypuść mnie!- krzyknął Rik
- Macie się pogodzić- odparłam
- Bo nie umiemy patrzeć jak za sobą tęsknicie- dokończył Ross.
- Zostawmy ich na razie.- zaproponował Calum i zeszliśmy pooglądać telewizję.
Po półgodzinie zdecydowałam zapytać Van, co u nich. Wbiegłam na piętro.
- I jak?- zapytałam
- Wszystko sobie wyjaśniliśmy.Dzięki tobie i Rossowi znowu jesteśmy razem- odparła Vanessa.
Zaczęłam piszczeć z radości. Udało się! Przynajmniej raz pomogłam siostrze. Obok mnie zjawił się Ross i Raini z kluczem. Podała mi go i otworzyłam Rikessie drzwi. Moja kochana siostra zaczęła mnie tulić i ściskać, gdy się odkleiła podszedł do mnie Riker i tylko przytulił.
- Dzięki- odpowiedzieli chórem
- Nie ma za co.- odparłam, a zaraz po mnie młodszy blondyn. Raini i Calum musieli się już zbierać do domu.
Do drzwi odprowadził ich Ross. Jednak blondyn potrafi się dogadać z nowymi znajomymi. Moje zadanie wykonane. No i tak ma być! Czyli jak? Pomyśl, Van i Rik są razem, pogodziłaś się z Rossem, dodatkowo on chyba zaprzyjaźnił się z Calumem i zaakceptował Raini. Lepiej być nie może! Masz rację. Nareszcie wszystko się ułożyło.
- Lau, list do ciebie!- krzyknęła z podwórka Rydel
Zeszłam do niej, aby uniknąć otwierania listu przy wszystkich. No co? Moja prywatna korespondencja. Ale ja do nikogo nie pisałam.. Delly podała mi zwykłą białą kopertę. Z wykaligrafowanym podpisem: Dla Laury Marano. Hmm ciekawe od kogo. Delikatnie otworzyłam list, żeby nie uszkodzić listu. Wróciłam do pokoju. Zaczęłam czytać.

Lauro Marano!
Ciesz się życiem póki możesz. Już nie długo. Zginiesz marnie~ David

Moje szczęście nie mogło długo trwać. Do oczu napłynęły łzy. Jak najszybciej je starłam. Nikt nie może zobaczyć i przeczytać tego listu. Ktoś zapukał do drzwi.
____________________________
Cześć!
Znowu dodaję rozdział wcześniej, bo mam kilka rozdziałów już napisanych na zapas :P
Jak już jest pięknie, to coś musi się zepsuć= cała ja :D
W kilku następnych rozdziałach będzie się działo ;D
Dziękuję:
- Zaynowejforever
- Karci Lynch
- Anonimkowi Olivii
- Darii Kundzicz
- Gosi Kożuch
- Patrycji Lynch
- Tuli Marano
- Agacie Dobrzynieckiej
i Anonimkowi, który strasznie zmotywował mnie do pisania
Ten rozdział dedykuję Wam :*
Proszę o zagłosowanie w ankiecie
i SKOMENTOWANIE :)
Udanego długiego weekendu!

wtorek, 4 listopada 2014

Rozdział 30.

*~*
Obudziłem się z przerażeniem. Miałem straszny sen. Ogarnąłem się i wbiegłem do pokoju Rydel.
- Rydel wstawaj! Jedźmy do Laury!
- Co?- zapytała zdezorientowana Delly.
- Jedźmy do mojej przyjaciółki!- krzyknąłem, a Ryd wstała, pobiegła do łazienki, wyszła z niej przebrana i uczesana.
Już nie wyglądała jak wiedźma z horroru. (szczery komentarz :P- od aut.)
- To jedziemy?- zapytała
Przytaknąłem. Nie budziliśmy reszty. W szpitalu nie było prawie nikogo. Spojrzałem na zegarek- 7:22. Razem z siostrą wszedłem do sali. Laura leżała tak, jak przedtem. Żadnej zmiany. Westchnąłem. Rydel usiadła na krześle obok łóżka szpitalnego.
- Jest szansa, że mnie słyszysz- mimowolnie złapałem Lau za rękę-Chciałem ci coś powiedzieć. Przepraszam za ignorowanie Caluma i Raini. Postaram się to naprawić. Myślałem, że można żyć bez przyjaciół. Myliłem się. Nie można. Jesteś dla mnie ważna Lau, nie chcę cię stracić.
Przez ciało ciemnowłosej przeszedł lekki dreszcz. Poczułem to. Delikatnie uchyliła powieki. Chyba oślepiło ją światło lamp, bo zamknęła oczy, by chwilę później całkiem je otworzyć. Uśmiechnęła się i spojrzała na nasze złączone ręce. Szybko puściłem jej dłoń.
- Hej- spojrzała na śpiącą Delly- Tak właściwie, który raz coś mi się stało?
- Wydaje mi się, że co najmniej dziesiąty, ale nie jestem pewien- odparłem z uśmiechem.
- Słyszałam to, co mówiłeś. To było nawet słodkie.- wyszczerzyła się
- To jak? Przyjaciele na zawsze?- zapytałam z nadzieją.
Normalna osoba po tym wszystkim na pewno nie zgodziłaby się przyjaźnić. Ale miałem nadzieję.
- Na zawsze zawsze- powiedziała i złapała moja rękę.
 Zdziwił mnie ten gest, ale poczułem się lepiej. - Wiesz co?
- Hmm?- ''zapytałem''
- Pomogłeś mi wyleczyć się z fobii. Nie boję się dotyku przyjaciół. Co do reszty to nie wiem.  Ale i tak sukces. Dziękuję- odparła z uśmiechem.
- Nie ma za co. Polecam się na przyszłość- puściłem jej oczko i postanowiłem zbudzić śpiącą siostrę.
- Ale Ell, ja nie chcę białej sukienki, tylko różową- powiedziała Rydel
Razem z Laurą zaczęliśmy się niepohamowanie śmiać.
- To ja pójdę zapytać lekarza kiedy wypuszczą Lau- siostra zaczerwieniła się i wybiegła z sali.
- Rydellington?- zapytała przyjaciółka
- Trzeba ich zeswatać- odparłem, szczerząc się w stylu Lau.
- Nie chcę wam przeszkadzać, ale Lau może wyjść za dwie godziny. Ja spadam, Ross przyjedź z Laurą taksówką- powiedziała Delly
- Spoko- odpowiedzieliśmy jednocześnie.
Rydel tylko się uśmiechnęła i wyszła.
* Dwie godziny później, oczami Laury*
Tak jak Rydel kazała, przyjechaliśmy taksówką do domu. Ross zapłacił kierowcy. Było zimno. Blondyn nałożył na mnie swoją kurtkę. Weszliśmy do przedpokoju. Stała tam... Vanessa
- Van!!- krzyknęłam i rzuciłam się na siostrę.
- Fajnie cię widzieć.- odparła- Mam nadzieję, że przynajmniej ten Lynch nie okazał się skończonym idiotą.
Spojrzała wymownie na Rossa. Ten spojrzał na mnie.
- O co tu chodzi?- zapytałam.
- Otóż Riker Lynch na naszym urlopie całował się z jakąś rudą babą!- rozpłakała się Van. Przytuliłam ją. Lekko się uspokoiła.
- Chwila moment. Przecież ty się boisz dotyku?
- Już nie. Dzięki Rossowi- uśmiechnęłam się delikatnie.
 Moja walnięta siostra podbiegła do Rossa i zaczęła go przytulać tak, że zrobił się blady. Podbiegłam do nich i siłą odciągnęłam ją od nieszczęsnego chłopaka.
- A gdzie JESZCZE żyjący Riker?- zapytałam ze wściekłością, miałam ochotę go udusić, zakopać żywcem, utopić i podpalić.
- Pewnie u siebie- odrzekła Vanessa. Zaczynałam wchodzić po schodach, ale czyjaś ręka mnie powstrzymała.
- Laura...- odparł Ross
- Zostaw mnie!- odpowiedziałam i pobiegłam na górę, do pokoju starszego blondyna.
 Otworzyłam drzwi. Na parapecie siedział przygnębiony (?) Rik.
- Musimy pogadać. - poinformowałam
- Nie teraz- sucho odrzekł blondyn
- Teraz! Jak mogłeś zdradzić Vanessę?! Jak mogłeś?!- krzyknęłam
- Ale ja nie chciałem. To była chwila słabości..- zaczął się tłumaczyć Riker
- Chwila słabości?! Jesteś idiotą, Lynch
Wyszłam, z impetem trzaskając drzwiami. Gdy podeszłam pod drzwi Van, słyszałam Rydel. Udałam się do pokoju. Trzeba trzeźwo pomyśleć. Zaczęłam pocierać skronie. Nic to nie dało. Usłyszałam pukanie do drzwi.
- Proszę- powiedziałam
- Gadałem z Van. Nadal coś czuje do Rika.- odparł Ross.
Naszą rozmowę przerwała Rydel.
- Chodźmy do mnie- zaproponował blondyn, a ja przytaknęłam i poszłam za nim. Po wejściu do pokoju Ross zamknął drzwi.
_________________________
Hej!
Jak widać, przychodzę z rozdziałem wcześniej :D
Myśleliście, że uśmiercę Laurę? Jeszcze nie. Buhahaha :p
A i jeszcze jedno; dałby mi ktoś jakieś pomysły na tego bloga; http://r5ormaranostory.blogspot.com/
Błagam Was, pomóżcie! Piszcie na Fb, aska, twittera albo na e-maila. Proszę <3
Komentujcie!
Do następnego ;)

niedziela, 2 listopada 2014

Rozdział 29.

*oczami Rossa*
Wszedłem do pokoju, aby znaleźć telefon. Na podłodze leżała Laura. '' Który to już raz?''- pomyślałem. Sprawdziłem jej puls. Ledwo wyczuwalny. Zawołałem Rydel.
- Co się stało?!- zapytała
- Nie mam pojęcia. Jedźmy do szpitala- zaproponowałem, a siostra przytaknęła.
 Zebraliśmy się wszyscy w samochodzie Delly. Gdy ruszyła z podjazdu, o mały włos nie wjechaliśmy do nadjeżdżającego samochodu. Kierowca zaczął się drzeć, ale Ryd wyminęła samochód i z prędkością bolidu Formuły 1 wjechała na parking obok szpitala. Wziąłem Laurę na ręce i wbiegłem do recepcji.
- W czym mogę pomóc?- zapytała uprzejmie recepcjonistka.
- Ratujcie ją!- krzyknąłem, a kobieta zawołała kilku lekarzy i położywszy Lau na jakimś blacie odjechali do najbliższej sali.
 Nie wpuścili mnie tam. Gdy reszta doszła, wytłumaczyłem im, że zabrali Laurę. Nerwowo usiedliśmy na krzesłach. Z pomieszczenia wyszedł lekarz. Rydel wstała.
- Pani jest z rodziny?- zapytał
- Wszyscy jesteśmy z rodziny- odparła moja siostra
- W takim razie muszę panią poinformować, że w organizmie pacjentki wykryto dużą dawkę kokainy.
Rydel zbledła.
- Alle jaak to?- zapytała z przerażeniem
- Jeśli chcecie, możecie wejść do pacjentki, ale tylko na krótko, ponieważ musi odpoczywać- poinformował medyk i poszedł w stronę recepcji.
Weszliśmy do sali, w której leżała Laura. Spała.
- Jak to Lau coś bierze? Nie ogarniam.- westchnęła Delly.
- Ja to wytłumaczę- odparłem.
 Przypomniało mi się coś. Szklanka. Cola, którą miałem wylać. Ona to wypiła...
- Ross?
- Już. Szczerze mówiąc, ja ćpałem. Laura powiedziała, że wam nie powie. Skończyłem z tym. W moim pokoju była szklanka coli, gdzie rozpuściłem resztę TEGO. Miałem to wylać, ale poszedłem szukać telefonu. Lau musiała to wypić. - powiedziałem.
- Aha. Ważne, że się przyznałeś.- odrzekła siostra i mnie przytuliła. - Tak właściwie, który to już raz Laura wpadła w jakieś kłopoty? Liczy to ktoś?
- Tak z dziesiąty raz.- odparł Ell, a my zaczęliśmy się śmiać. Sytuacja była nie do śmiechu, ale co tam.
Z sali wyrzuciła nas pielęgniarka, krzycząc, że zakłócamy ciszę. A ona to co?
Wróciliśmy do domu w ponurych nastrojach. Wszedłem do mojego pokoju i położyłem się spać, bo było po 24.00.
*~*
Jechałem na motorze. Przez ulicę.  W stronę domu. Wszedłem do środka. Wszyscy byli w salonie.
- Wróciłem!- krzyknąłem radośnie.
 Nawet się nie odwrócili. Zaczęli coś mówić do siebie nawzajem. Postanowiłem posłuchać.
- Nadal szkoda mi Laury. Była taka młoda, mogła jeszcze tyle w życiu zrobić- powiedziała Rydel
- Słyszałem, że Calum i Raini bardzo to przeżyli, z zresztą tak jak my.- odparł Rik
- Już po pogrzebie ale wcale nie jest mi lepiej. Biedna mała Lau- rozpłakał się Ellington.
- A co z Vanessą?- zapytał Rocky
- W zakładzie psychiatrycznym. Nie mogła tego wytrzymać. Po tym wypadku Laura przez wiele godzin była sama. To nasza wina. Ktoś z nas mógł z nią zostać. Byliśmy jej przyjaciółmi. - zakończyła swój monolog Delly i zaniosła się płaczem, wtulając w Ratliffa.
Zamarłem. A ja? Co ze mną? Przecież jestem jej przyjacielem! Jeszcze kilka godzin temu mówiłeś, że nie potrzebujesz przyjaciół. Jak mogłem powiedzieć coś takiego! Jestem nikim.
___________________
Hej! Jak myślicie, co będzie dalej?
Rozdział kompletnie do d*** ale nic innego nie udało mi się wymyślić.
Błagam Was, KOMENTUJCIE!