poniedziałek, 2 listopada 2015

OSTATNIA NOMINACJA

Po raz ostatni wzięłam udział w blogu miesiąca, z tym ff. Dużo czasu nie zostało, to ostatnia szansa. Jeśli podobało się Wam moje opowiadanie, to możecie na nie głosować tutaj: http://sonda.hanzo.pl/sondy,252770,JY4N.html
Z góry dzięki
~Lauren ;)

sobota, 17 października 2015

Epilog

NOTKA!!
Obudziłam się w świetnym humorze. Byłam sama w pokoju blondyna, a mój tablet leżał na biurku. Kiedy go tam położyłam? Wzruszyłam ramionami i włączyłam urządzenie. Sprawdziłam jedną stronę i szeroko uśmiechnęłam się sama do siebie. Założyłam byle jaką koszulkę i zeszłam do kuchni. Byli tam wszyscy oprócz Rocky'ego. Dells miała na sobie bluzkę Ella, co mnie nie zdziwiło.
- Rydel nie widziałaś może mojego białego t-shirt'u?- do moich uszu dobiegł głos chłopaka
- Tego?- spytała, pokazując na mnie
- Dokładnie tego- odparł, przytulając mnie od tyłu. Odwróciłam się w jego stronę obdarowując go moim najszczerszym uśmiechem. Był w samych spodenkach, chyba poważnie szukał tej bluzki. Do pomieszczenia wbiegł zdyszany Rocky, wyraźnie czymś podekscytowany.
- Nie uwierzycie, co piszą w gazecie- wydukał
W tym momencie zadzwonił dzwonek do drzwi.
- Kogo niesie?- spytał retorycznie Riker i poszedł otworzyć.
Po chwili do kuchni wszedł ciemnowłosy mężczyzna w garniturze.
- Chciałbym porozmawiać z państwem Lynch i Ellingtonem Ratliffem.- oznajmił
- Okey, już was zostawiam- odezwałam się i ruszyłam do pomieszczenia, gdzie wczoraj odbył się mini koncert. Usiadłam na fotelu i czekałam na rozwój wydarzeń. Kto to był i co chciał?- to pytanie zajmowało moje myśli.
Do pokoju wszedł Riker, wyraźnie zdziwiony.
- Chodź- rozkazał
Posłusznie poszłam za nim do salonu.
- Mógłby nas pan na chwilkę zostawić- poprosił Rocky
Tamtem opuścił pomieszczenie
- Nie wiesz może co robi u nas producent muzyczny z najlepszej wytwórni z Californii?- spytał Rik
O to chodziło.
- Bo wiecie, nie umiałam patrzeć jak wasz talent się marnuje i aby pokazać go światu- z każdym słowem było mi trudniej to powiedzieć- wstawiłam filmik z Loud na You Tube'a.- przełknęłam ślinę- Obejrzało go dużo osób czego się nie spodziewałam. Przepraszam
- Nie wiedziałem, że jesteś zdolna do czegoś takiego- odparł surowo Riker- Dlatego proponuję ci pracę jako menadżerka zespołu R5.
- Łał, tak na serio?- wydukałam
- Najbardziej się nadajesz- dodała Rydel
- Nie chcę państwu przeszkadzać, ale mam dla państwa ofertę, która nie może czekać na długie przemyślenia.- wszedł w słowo producent
- Jestem ich menadżerką, proszę mówić- poinformowałam
- Proponuję kontrakt płytowy i światową trasę koncertową z wytwórnią Hollywood Records. Co pani na to?
Spojrzałam na przyjaciół. Nie było się co zastanawiać
- Z wielką radością przyjmuję propozycję.- dumnie wypięłam pierś i uśmiechnęłam się
- To na razie na tyle, jutro przyślę potrzebne dokumenty. Do zobaczenia.- mężczyzna delikatnie uśmiechnął się i wyszedł z naszego domu.
- Teraz dopiero zaczyna się nasza świetlana przyszłość- odrzekł Ross
- A to wszystko przez taką jedną Laurę Marano- dodał Ratliff
- I Rossa Lyncha, który nie odpuścił- dopowiedziałam
Zaśmialiśmy się i zrobiliśmy grupowy uścisk.

W najśmielszych snach nie wyobrażałam sobie, że życie może być aż takie wspaniałe.
KONIEC
_______________


Zaraz się chyba popłaczę. Czytałam to już kilka razy i nie potrafię uwierzyć, że moje 'dzieło' osiągnęło całkiem niezły sukces. Naprawdę, nie wyobrażałam sobie, że tyle tego będzie i tyle osób bedzie to czytać. W końcu odnalazłam w sobie tę pasję- pasję pisania. Przez te ponad 15 miesięcy Wy, czytelnicy, byliście dla mnie wsparciem, a każdy komentarz powodował u mnie szeroki uśmiech. Ma nadzieję, że takie zakończenie się Wam podoba, chciałam, aby było choć trochę oryginalne.
Dziękuję wszystkim obserwatorom, których jest aż 35. Pozwolę sobie ich wymienić: Ryba XDD, Rikerocholic, Julia . , Chloe Mitniss, Vixie Roza- Rainbow, invisible, Insolito Galen, stefani70, Tajemnicza Nieznajoma, ktoś ktosiowy, Roxy Osinska, Patycja-choclate Lynch, Delta Lynch, Wiki R5er, Sashy Darkney, Gosia Kożuch, Dagaa ;3, Rocky.xo, Laura Lynch, Karcia Lynch, Smile x, Aleksandra Karpińska, Martyna, Alicja Geller, Misia, Suza L., Suzi Lynch, SmileForever, Karolina Duma, Weronika Kabut
Jeśli kogoś pominęłam, to wybaczcie. Dziękuję KAŻDEMU, kto choć raz skomentował, czy choćby przeczytał jedno zdanie. Nie umiem wypisać Was wszystkich, bo jest Was ogromnie dużo i pomimo tego, że nie znamy się w realu, uwielbiam Was ♥
Teraz pora na statystyki
Od prologu (13.07.2014), do epilogu (17.10.2015) minęły około 463 dni
Obserwatorzy- 35
Wyświetlenia (o 10:07): 59 815
Posty: 101
Komentarze: 850
Czytelnicy- nie do zliczenia
Poważnie, jesteście niesamowici. Dziekuję Wam za wszystko.
Nie myślcie sobie, że kończę z pisaniem. Rozpoczęłam nową historię o Rossie i Laurze, która tylko nudno się zapowiada. Wkładam w nią wszystkie pokłady weny jakie posiadam. Link: We're alone together. Byłabym wdzięczna, gdybyście ją również czytali ;* ♥
A  teraz czas na prośbę, która zawsze pojawia się na końcu:
JEŚLI TY, TAK, DOKŁADNIE TY, CZYTAŁEŚ/CZYTAŁAŚ, TO BŁAGAM, SKOMENTUJ, w końcu to już koniec.Jeszcze raz dziękuję xx.
~Lauren Coolness






sobota, 10 października 2015

Rozdział 85.

Facet, który przedtem leżał na ziemi, teraz trzymał przy głowie Lau pistolet. Dziewczyna była przerażona i nie wiedziała co robić. Serce waliło mi szybko jak nigdy. Mężczyzna naładował broń i miał zamiar wystrzelić, ale... w jednym momencie upadł na ziemię, a ja z opóźnieniem usłyszałem wystrzał. Uklęknąłem nad Laurą, była cała. Spojrzałem przed siebie. Ryd trzymała pistolet i celowała w miejsce, gdzie jeszcze chwilę temu stał człowiek.
 
Delly uratowała życie Laurze. Skupiłem się na ciemnowłosej, nadal nie mogącej uwierzyć w to, co się działo. Mocno ją do siebie przytuliłem. Wziąłem ją na ręce i razem z resztą rodziny jak najszybciej uciekliśmy tam, gdzie jest bezpiecznie- do domu.
Następnego dnia rano, wszyscy usiedliśmy w salonie, ciesząc się, że to już koniec.

- Jak się czujesz, Lau?- zapytałem wracającą do siebie nastolatkę.
- Dobrze, bo jesteś.- uśmiechnęła się najpiękniej jak umiała.
Później opowiedzieliśmy jej całą historię od jej porwania aż do teraz.
- Ten koleś, którego zabiła Rydel, to był David. Sprawdziłem to.- oznajmił Rocky
- Nie mówmy już o tym- poprosiłem
*Oczami Laury*
- Dziękuję wam. Za wszystko- powiedziałam.
- Bez ciebie to nie byłaby ta sama rodzina- odparł Riker
- Aby to uczcić, zamawiamy pizzę. Ja stawiam- poinformował Ratliff
- Margheritę- zaznaczyłam z Rossem jednocześnie.
Przytuliłam się do niego i nie miałam zamiaru puszczać. Wiedziałam, że to najważniejsza osoba w moim życiu i nie zamierzałam go stracić. Masz ten swój happy end. Widzisz, wszystko wyszło na dobre. Ale pamiętaj, że to jeszcze nie koniec. Jak mogłabym zapomnieć- powiedziałam w myślach.
Po negocjacjach, zamówione zostały cztery pizze- dwie margherity i dwie hawajskie. Spożyliśmy posiłek śmiejąc się z różnych rzeczy i wspominając wspólnie przeżyte chwile.
- Jeśli chcesz, Lau, to możemy dla ciebie zagrać nową piosenkę Rocky'ego- zaproponował Riker
- Chcę i to bardzo. Mogłabym ją nagrać na pamiątkę?- zrobiłam błagalne oczy i reszta od razu się zgodziła.
Lynchowie i Ell szukali swojego sprzętu dobre pół godziny. Po nastrojeniu gitar i obgadaniu melodii, co zajęło jakieś trzy godziny, byli gotowi na danie 'prywatnego' koncertu.
Ross i Rocky grali na gitarze, Riker na basie, Ryd na keyboardzie, a Ratliff na perkusji.
Ell zaczął grać wciągajace intro, później Ryd dodała melodię, w końcu reszta się dołączyła.
Chwilę później usłyszałam melodyjny i pełen pasji głos Rossa, patrzącego mi prosto w oczy.

Looking for the one tonight
But I can't see you
Cause I'm blinded by all the lights, ooh
And I can never get it right
I need a breakthrough
Why are you so hard to find? Ooh

I've been searching every city
Never giving up
Until I find my angel
Diamond in the rough
Looking for a signal
Baby turn it up tonight

Come on get loud, loud, let it out
Shout it out from the rooftops
Come on get get loud
'till they shut us down
Come on get loud loud
Let it out
Show me everything hat you've got
Come on get loud loud
I need you now
Baby let me hear it loud

Na Na Na Na Na Naa
Na Na Na Na Na Naa
Na Na Na Na Na Naa

Looking for the light to shine
To start a fire
Girl I'll be the first in line, ooh
And baby when our starts align
We can't get no higher
You just give me a sing

Come on get loud, loud, let it out
Shout it out from the rooftops
Come on get get loud
'till they shut us down
Come on get loud loud
Let it out
Show me everything hat you've got
Come on get loud loud
I need you now
Baby let me hear it loud

Na Na Na Na Na Naa
Na Na Na Na Na Naa
Na Na Na Na Na Naa

Come on get loud, loud, let it out
Shout it out from the rooftops
Come on get get loud
'till they shut us down
Come on get loud loud
Let it out
Show me everything hat you've got
Come on get loud loud
I need you now
Baby let me hear it loud

Na Na Na Na Na Naa
Na Na Na Na Na Naa
Na Na Na Na Na Naa

Baby let me hear it LOUD

Na Na Na Na Na Naa
Na Na Na Na Na Naa
Na Na Na Na Na Naa

Baby let me hear it LOUD

Na Na Na Na Na Naa
Na Na Na Na Na Naa
I've been looking for the one tonight...

Refren śpiewali wszyscy. Nie miałam pojęcia, że  mają tak ogromny talent. Gdy Ross zaśpiewał ostatnie słowa piosenki, motyle w moim brzuchu zaczęły szaleć. Wyłączyłam kamerkę i odłożyłam ją na stolik.
- Byliście wspaniali! Ja się pytam, dlaczego wy jeszcze nie jesteście sławni??- odparłam
- Mi wystarczy, że mam ciebie- blondyn podszedł i delikatnie musnął moje usta.
- Nigdzie się nie wybieram- szepnęłam i pogłębiłam pocałunek.
- Och, jakie to urocze- usłyszałam Rydel
Oderwaliśmy się od siebie i złączyliśmy nasze dłonie, szczerząc się do Dells
- Rydel Mary Lynch, czy uczynisz mi tą niespotykaną przyjemność i radość, pozwolisz, abym był najszczęśliwszym człowiekiem na ziemi; i zostaniesz moją narzeczoną, a później żoną?- Ellington uklęknął przed blondyną, w ręce trzymając pudełko z pierścionkiem, a ona oszołomiona nie umiała wydusić z siebie ani słowa.
- Zgódź się- szepnęłam jej nadwyraz głośno
- Oczywiście, że tak- wydukała i pocałowała Ellingtona.
- Oni zawsze do siebie pasowali- mruknęłam do Rossa.
- Tak jak my- odparł z uśmiechem na ustach
Postanowiliśmy zobaczyć jakiś film. Padło na Szybcy i wściekli 5.
Po seansie w całym domu było mnóstwo resztek jedzenia i pudełek po pizzy. Nikomu nie chciało się tego sprzątać, więc wszyscy nagle ''poszli spać''. Byłam trochę zmęczona więc poszłam razem z Rossem do jego pokoju i zasnęłam wtulona w jego tors.
______________________
Hejka!
Został juz tylko epilog, który myślę, że Was zaskoczy :D
To już za tydzień :P
KOMENTUJCIE! ♥ W końcu to ostatni rozdział 

niedziela, 4 października 2015

NOTKA+ We're alone together

Eh, nie mija godzina, a ja już dodaję kolejny post :P
To jest link do nowego bloga: http://alonetogetherstory.blogspot.com/. Tytuł to We're alone together. Prolog już jest, ale zacznę pisać dopiero po skończeniu tego bloga. Obserwujcie, komentujcie, whatever :D
Do tych co nie przeczytali jeszcze nowego rozdziału, odsyłam tutaj-----> http://maranor5story.blogspot.com/2015/10/rozdzia-84.html#comment-form
Pozdrawiam xx.

Rozdział 84.

Po chwili wrócił w idealnie czystych, innych  spodniach.
- Pamiętacie, jak kiedyś razem graliśmy?- zaczął Rocky
- Taa, założyliśmy nawet nieoficjalny zespół- przypomniał Riker- A jego nazwa to...
- R5- krzyknęła uśmiechnięta Rydel
- Fallin' For You- skojarzył Ell i zaczął wybijać rytm na krześle
- Miałem ostatnio, czyli jakiś czas temu, mały napad weny. Co o tym myślicie?- szatyn podał nam kartkę.
- Rocky, to jest genialne!- powiedzieliśmy jednocześnie
- Loud. Strasznie podoba mi się ten tytuł- dodałem
Naszą rozmowę przerwał dzwonek do drzwi. Zdziwiony poszedłem sprawdzić, kto to. Przed drzwiami stał około szesnastoletni chłopak. Miał brązowe włosy i bystre oczy tego samego koloru.
- Tak?- spytałem
- Lynch?- odpowiedział pytaniem
- Tak, a o co chodzi?- byłem delikatnie mówiąc lekko zirytowany tym chłopakiem
- Mam coś ważnego do powiedzenia.
- Dobra, wchodź- westchnąłem i po wpuszczeniu chłopaka do domu, zamknąłem drzwi.
Sam trafił do salonu, co wyglądało, jakby tutaj mieszkał. Reszta rodzeństwa posłała mi pytające spojrzenie.
- Na pewno jesteście Rikerem, Rydel, Rocky'm i Rossem?- upewnił się
- Gadaj już młody, bo marnujesz nasz czas- odrzekłem
- Chyba chcesz się dowiedzieć gdzie jest Marano, prawda?- chciałem podejść do tego chłopaka i zrobić mu coś nie miłego. Powstrzymała mnie Ryd.
- Kilka miesięcy temu dowiedziałem się, kim naprawdę jestem. Nazywam się Ryland i jestem waszym bratem. Jeśli nie chcecie, nie wierzcie mi.- poinformował- Udało mi się znaleźć dużo informacji na ten temat. Z początku nie wierzyłem, ale później zaczęło mi się to układać w całkiem logiczną całość. Mieszkam u Jim'a Wensleya, który ma układy z Walkerem i kilkoma innymi ludźmi. Oczywiście wszyscy są jakby mafią, ale ukrywają to. Widziałem wczoraj jak przywozili dziewczynę, trochę zakrwawioną w stroju do wyścigów. Później coś gadali o Marano i Lynch, więc przyszedłem z tym do was.
- Możesz nas zaprowadzić, tam gdzie była Laura?- spytał Riker
- Pewnie, w końcu rodzinie trzeba pomagać.
- Wybacz, ale nie umiemy jakoś tego zrozumieć- wytłumaczyła za wszystkich Ryd- Tego, że nasz brat jednak żyje i z nami rozmawia.
- Spoko- odpowiedział- Muszę już iść.Wieczorem bądźcie gotowi, przyjdę po was o 23.
Kiedy Ryland opuścił nasz dom, nastąpiła dziwna cisza.
- Też nie potraficie w to uwierzyć- powiedziała Rydel, a reszta przytaknęła.- Wypadałoby się jakoś przygotować, w końcu to nie zabawa.
Po omówieniu kilku mniej lub bardziej ważnych spraw, każdy poszedł do siebie. W pokoju znalazłem pistolet i dosyć ostry nóż. Powinno wystarczyć. Rzuciłem się na łóżko i zacząłem bez celu wpatrywać się w ścianę, co chwilę spoglądając na zegarek. Minuty mijały, później godziny, a moje rozmyślania wydawały się nie mieć końca. Gdy dochodziła 23, przebrałem się w czarne ubrania i zszedłem na dół. Rocky, Ratliff oraz Riker wyglądali podobnie do mnie. Natomiast Rydel założyła spodnie i bluzę moro. Wyszliśmy z domu, a zza drzewa wyszedł Ryland.
- Przekupiłem dwóch ochroniarzy, więc tej nocy nie będą kompletnie nic 'widzieć'- uśmiechnął się tajemniczo- Przetrzymują ją w garażu, który pilnuje jeden facet, nie znam gościa, więc nic nie mogłem z tym zrobić. Musicie być najciszej, jak tylko się da, bo inaczej nic z tego nie wyjdzie.
Ruszyliśmy za chłopakiem w kompletnej ciszy. Kilkanaście minut później znaleźliśmy się przy pozornie opuszczonym, kilkupiętrowym domu oraz małym garażu.
- Riker i Rocky zajmą się ochroniarzem, a Ross i ja wyciągniemy stamtąd Lau. Rydel stanie na czatach- rozkazał Ratliff
Po chwili rosły mężczyzna leżał na ziemi, a jego klatka piersiowa nie unosiła się. Wspólnie z Ellem wszedłem przez niedomknięte drzwi do w miarę dużego pomieszczenia. Stało tam krzesło, a obok leżał sznur. Nigdzie nie było ciemnowłosej. Poczułem czyjąś dłoń na swoim ramieniu. Odruchowo się odwróciłem. Ellington stał nieruchomo i patrzył w jedno miejsce. Spojrzałem i doznałem szoku.
_____________
Wielki powrót Rylanda! :D Kiedyś już było o nim wspomniane, prawda? :)
Strasznie szkoda mi to kończyć... Jak myślicie, jak się to zakończy? :P
Co do nowego opowiadania, już niedługo dam do niego link :>
KOMENTUJCIE, serio chcę poznać Waszą opinię :D ♥

piątek, 25 września 2015

Rozdział 83.


Ktoś zabrał Laurę i wpakował ją do ciemnego samochodu, który nie wiadomo skąd wziął się na torze. Wyrwałem się mężczyźnie i pobiegłem do podejrzanego auta. Nim dotknąłem drzwi, pojazd ruszył. Odjechał nim się obejrzałem. Rodzeństwo podbiegło do mnie. Od razu wtuliłem się w Rydel.  Kątem oka widziałem, że Riker pobiegł na parking. Wystartował za czarnym samochodem.
- Mike pożyczy nam samochód. Chodźmy. Nic tu po nas- odparł Rocky
- Alee..- chciałem zaprostestować
- Tak jej nie pomożesz- stwierdził Ratliff
Posłusznie poszedłem za nim i wsiadłem do czerwonego Audi A9. Trzeba przyznać, ma facet gust.
Droga do domu strasznie mi się dłużyła. Mijaliśmy znane mi ulice w całkowitej ciszy. Gdy w końcu znaleźliśmy się w domu, głos zabrała Rydel
- Nie zadręczaj się tak, Ross. Riker ją znajdzie. Szkoda, że nie pamiętasz jak uratowałeś nam życie. Wtedy też byliśmy w krytycznej sytuacji
- Pamiętam to- przerwałem siostrze
- Co?! Od kiedy? Pamięć ci wróciła?!- Dells od razu się podekscytowała i zaczęła zasypywać mnie pytaniami
- Kiedy Laura upadła.- szepnąłem
Ciszę przerwało trzaśnięcie drzwiami. Od razu odwróciłem głowę w stronę nadchodzącego Rikera.
- Gdzie Lau?- spytałem
(Muzyka dodaje nastroju: https://www.youtube.com/watch?v=ZFRMOG82SF0)
- Zgubiłem ich po pięciu kilometrach. Nie mam pojęcia gdzie teraz może być.- poinformował
Resztki mojej nadziei znikły niczym bańka mydlana. Już jej nie odnajdziemy. Nie będzie happy endu. Nie powiem jej, jaka jest piękna. To tylko dlatego, że jakiś koleś chciał mieć zabawę.
Powoli dowlokłem się do swojego pokoju. Granie zawsze pomagało mi dać upust emocjom. Może tym razem również pomoże? Wyjąłem gitarę spod biurka i zacząłem wylewać myśli na struny.

- It almost feels like it was just a dream
All these memories of you end me
Blown away  in the summer breeze
It almost feels like we just never were
All the time we spent was just a blur
Now it's just me and a melody
So what am I
Supposed to do
'Cause all these plans we made in the sand are through

Wihout you
I'm on my own
Am I gonna be alone?
And if it's only; me, myself and I
Will I be fine?

It almost feels like it was just a dream
All these memories of you and me*- skończyłem
- To było piękne- usłyszałem za sobą
Momentalnie się odwróciłem i ujrzałem Rydel ze łzami w oczach. Mocno ją do siebie przytuliłem.
- Jakoś ją znajdziemy. Jeszcze będziecie tutaj siedzieć szczęśliwi, a Rocky będzie narzekał, że  nie ma jeszcze dziewczyny. Obiecuję- powiedziała
- Nie składaj obietnic, których nie możesz spełnić- odparłem i odsunąłem się od siostry.
- Zacznij wierzyć. Laura wierzyła, że odzyskasz pamięć, choć szanse były prawie zerowe- chciałem jej przerwać- Wiem, co chesz powiedzieć. Też powątpiewała, ale jestem pewna, że wierzy nadal.
- Może umrzeć z myślą, że nadal nic nie pamiętam- to wydawało się straszne
- Nie Ross. Z wiarą, że odzyskasz siebie.
Blondynka wyszła z pomieszczenia zostawiając mnie z wieloma niewiadomymi i jeszcze większą ilością pytań, na które nie znałem odpowiedzi. Westchnąłem i odłożywszy gitarę poszedłem spać.
Obudziły mnie krzyki i wystrzał z pistoletu. Zerwałem się z łóżka i pobiegłem na dół. Rydel jak gdyby nigdy nic piekła naleśniki, Riker z zapałem szukał czegoś w internecie, na kolanach trzymając laptop. Skierowałem się do salonu. Ellington spał na kanapie, a Rocky oglądał film o mafii. Stąd ten wystrzał. Wróciłem do kuchni, z szafki wyjąłem szklankę, a z lodówki sok. Nalałem napoju i wypiłem zawartość szklanki. Moje myśli miały różne kierunki, a ja nie potrafiłem skierować ich na właściwy tor. Co do toru...
- Co się stanie z motorem Laury?- zapytałem znienacka
- Mike powiedział, że spróbuje go naprawić, bo na szczęście nie był aż tak zniszczony- odezwał się Rik, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa. Na nosie miał okulary, a jego włosy wyglądały jak po przejściu tornada.
- Wyglądasz podobnie blondynko- szepnął mi do ucha Ratliff
- Co? Skąd ty to..?- potrząsnąłem głową, odrywając się od myśli.
- Gapisz się na niego z wytrzeszczonymi oczami, to trudno się nie domyślić.- wyjaśnił
- Twoje spodnie dawno nie widziały pralki- cicho się zaśmiałem na reakcję szatyna. Spojrzał czy Ryd na niego nie patrzy i sprintem pobiegł na górę, omal nie wywracając się na schodach. Po chwili..
______________
*Ross Lynch- On My Own

Cześć!
Naprawdę dziękuję za te wszystkie komentarze ♥ jesteście cudowni! Mogłoby być tyle komów pod każdym rozdziałem do samego końca? Dużo już tego nie zostało;)
Do następnego! :*




sobota, 19 września 2015

Rozdział 82.

- Walker upomniał się o przysługę.- wydusił
- Jaka jest?- Ross przełknął ślinę.
- Kazał mi zabić Laurę Marano.- odpowiedział i wypuścił głośno powietrze.
Zakrztusiłam się zimną herbatą.
- Mam nadzieję, że się nie zgodziłeś- upewnił się Rocky
- Za kogo ty mnie uważasz?- zdenerwował się Riker.
- Nie ma jakiegoś innego wyjścia?- odezwałam się
- Niestety nie- westchnął Rik
- Chyba nie musimy się tym aż tak przejmować. Gdyby chcieli, zaczailiby się na Lau choćby wczoraj. Musimy uważać, ale bez przesady- zaproponował Ratliff
- Masz rację- przyznała Ryd
Mój telefon zaczął wibrować. Odblokowałam go i odebrałam połączenie:
- Dzisiaj jest jeden z ważniejszych wyścigów. Musisz przyjść. Jako oryginalna Laura Marano.
Ja: Mike, nie wiem, czy mogę
- Laur, jesteś dorosła, sama za siebie decydujesz.
Ja: To nie takie proste. Dam ci znać sms-em.
- Spytaj Rydel Lynch, czy też w o wchodzi
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i zobaczyłam wszystkie spojrzenia skierowane na mnie.
- Mike pyta, czy Rydel weźmie udział w dzisiejszym wyścigu- zakomunikowałam
- Też możesz- odpowiedział na nie zadane pytanie Rik
- Napisz mu, że będziemy na 17.- Ryd puściła mi oko, a ja wykonałam jej polecenie.
Kilka godzin później razem z Delly byłyśmy gotowe i przebrane w swoje stroje (Ryd różowy, Lau żółty~od aut.). Pojechaliśmy na tor, ludzi było znacznie więcej niż wczoraj. Poszłyśmy po nasze maszyny i wyprowadziłyśmy je na start.
- Trasa ma być trudniejsza niż wczoraj, ale na koniec macie przyjechać tutaj.- wyjaśnił Ellington
Przytuliłam Ross'a i wsiadłam na motor.
- Pamiętasz jak się poznałyśmy? Jechałyśmy razem- przypomniałam blondynce
- Powodzenia, młoda- odparła Ryd
- Vice versa, stara- powiedziałam
*Oczami Rossa*
Stałem razem z braćmi i Ellem na dobrych miejscach, aby obserwować cały wyścig. Rattliff miał ze sobą tablet i wymieniał spostrzeżenia z Rocky'm. Riker był niepewny.
- Witamy wszystkich na jednym z ważniejszych wyścigów dziewczyn! Widzimy oficjalny powrót Laury Marano i Rydel Lynch. Laski, pokażcie co potraficie!- usłyszałem z głośników.
Po chwili wystartowały. Rydel i Laura jechały bardziej obok siebie, będąc jak najbliżej prowadzących dziewczyn. W pewnym momencie do Lau podjechała zawodniczka na czerwonym motorze, po chwili ją wyprzedziła.
- Laura nie potrafi zapanować nad motorem!- krzyknął Riker do Ella.
Po chwili motor ciemnowłosej zaczął wariować, dziewczyna nie umiała nic z tym zrobić. Pojazd zrobił kilka wywrotek i przewrócił się zaraz po upadku Marano. Przeskoczyłem przez barierkę i popędziłem ile sił w nogach do Laury. Rydel zawróciła i podjechała do niej. Nagle zakręciło mi się w głowie. Wszystkie wspomnienia, zaczęły wracać. Podniosłem bezwładne ciało Lau i jak najszybciej zdjąłem jej kask.
- Laura, nie rób mi tego. Dasz radę. Popatrz na mnie- poprosiłem- Otwórz oczy!
Zostałem odciągnięty przez obcych mężczyzn, z moim rodzeństwem zrobiono tak samo. Co to byli za ludzie?!
_____________
Witam drogich Czytelników!
Co tam u Was?
Co raz trudniej dodaje mi się rozdziały, bo każdy rozdział przybliża koniec. Niewiele już zostało. Ten rozdział dedykuję Abi,
Tak w ogóle dzięki za wszytskie komy, naprawdę dają mi weny na to, co planuję w następnym 'projekcie'. Proszę Was, niech KAŻDY skomentuje ten post, to serio ważne. Choćby zwykła kropka (nie mam na myśli zadnego spamu). To już nie zanudzam i do nexta! ♥

sobota, 12 września 2015

Rozdział 81.

- Dokończymy w domu?- upewnił się, na co pokiwałam głową.- Jesteś najlepsza na świecie.
- Też cię kocham, ale musimy znaleźć wszystkich i wracać. Ty znajdziesz Rocky'ego i Rikera- zakomunikowałam i ruszyłam na poszukiwania.
 Kilkanaście metrów dalej natknęłam się na Rossa, siedzącego przy barze ze spuszczoną głową.
- Młody, zbieramy się. Gdzie Laura?- zdziwiło mnie, dlaczego nie są razem.
- Szczerze? Jak na razie mam to gdzieś- zawiadomił
Czyli znowu się pokłócili.
- Jeśli coś jej się stało? Nie rusza cię to? Co jeśli w tym momencie jakiś obleśny facet się do niej dobiera? Ona cię potrzebuje, a ty potrzebujesz jej- oświadczyłam
Kątem oka ujrzałam ciemnowłosą kilka metrów od nas. Szła w naszą stronę. To złe określenie. Toczyła się w naszą stronę, ledwo trzymając równowagę. Prawie przede mną upadła, na szczęście Ross miał refleks i złapał ją gdy była już przy ziemi. Bez słowa zaczęłam przedzierać się między nieźle wstawionymi ludźmi. W naszym samochodzie siedziała już reszta. Usiadłam za kierownicą, a Ross wpakował się z Lau na tył. Jako najbardziej trzeźwa, jechałam w miarę spokojnie. Na podjeździe Ross i Ratliff pomogli zanieść do salonu Rik'a i Rocks'a. Blondyn wziął śpiącą Marano an ręce i ruszył do jej pokoju, wcześniej szepcąc:
- Miałaś rację.
Uśmiechnęłam się do siebie i weszłam do pokoju. Wzięłam prysznic, założyłam piżamę i zasnęłam.
*Oczami Rossa*
Otworzyłem drzwi pokoju szatynki, oświeciłem światło i położyłem ją delikatnie na łóżku. Zdjąłem jej buty, zauważyłem, że  ubrania ciemnowłosej nie są w najlepszym stanie, więc rozebrałem ją do bielizny. Okryłem ją kocem i poszedłem się wykąpać. Założyłem bokserki i zahaczając do kuchni, po tabletki, dwie szklanki i butelkę wody, wróciłem do dziewczyny. Leżała jak przedtem. Na szafce nocnej położyłem wszystkie rzeczy. Po raz kolejny mogłem się jej dokładnie przyjrzeć. Nie mam pojęcia, jak mogłem zapomnieć o takiej dziewczynie. Warto było się dla niej poświecić. Cóż, oczarowała mnie od pierwszej chwili, nie tylko wyglądem, a bogatą i kruchą osobowością.
- Proszę, zostań ze mną.- mruczała przez sen i mimowolnie złapała mnie za rękę. Poczułem przyjemne dreszcze. Westchnąłem, zgasiłem światło i położyłem się obok dziewczyny.
*Oczami Laury*
Zbudził mnie piekielny ból głowy. Otworzyłam oczy, kilkakrotnie mrugając. Od razu wypatrzyłam tabletkę i szklankę, a obok butelkę wody. Chciałam po nią sięgnąć, jednak z głośnym trzaskiem spadłam z łóżka na zimne panele. Zobaczyłam czyjeś stopy na panelach. Podniosłam głowę i ujrzałam Rossa w samej bieliźnie. Pisnęłam i wróciłam na łóżko. Spojrzałam na siebie- miałam na sobie tylko stanik i majtki! Przykryłam się kołdrą aż po samą głowę.
- Proszę cię, przecież widziałem cię taką przez całą noc.- odezwał się
- Jak to?- spytałam, odsłaniając głowę- Ostatnie co pamiętam, to jak się pokłóciliśmy.
- Upiłaś się do nieprzytomności, tak jak reszta oprócz Rydel i mnie, przywieźliśmy was tutaj, twoje ubrania nie były w dobrym stanie więc je zdjąłem i położyłem cię na łóżku- wytłumaczył
- Gdzie spałeś?- zapytałam groźnie
- Obok ciebie- wzruszył ramionami, nalał do szklanki wody i podał mi ją razem z tabletką.
Podziękowałam i połknęłam tabletkę popijając wodą.
- Przepraszam- szepnęłam, patrząc blondynowi w oczy.
Gdy ujrzałam jego uśmiech, byłam pewna, że już mi wybaczył.
- Może w końcu zejdziemy na dół?- odparł chłopak
- Jasne- uśmiechnęłam się i wyszliśmy z pokoju, spotykając Rydel
- Jak się spało?- zapytała ze zboczonym uśmiechem
Śmiejąc się pokręciłam głową i całkiem szczęśliwa ruszyłam na dół. Ell, Rocky i Riker grali na konsoli. Usiedliśmy na krzesłach w kuchni, patrząc na ich poczynania.
Nagle zadzwonił telefon Rikera. Chłopak oderwał się od gry i przepraszając, odebrał. Z każdą sekundą jego mina była zdziwiona, później lekko przerażona.
- Nigdy tego nie zrobię. Zapomnij.- odparł i się rozłączył.
- O co chodzi?- spytała Dells
______________
Cześć!
Dziś nie mam nic do dodania. Ten rozdział nawet mi się podoba :D
Rikerochoic, odpowiadam na Twoje pytanie: raczej mam zamiar coś jeszcze pisać, ale na razie to tylko wstępny projekt. Jeszcze nic nie jest pewne :)

czwartek, 3 września 2015

Rozdział 80.

Akurat dziś nie wyprowadzą mnie z równowagi.
- Czyżby to była Laura Marano? Gdyby nie twoja sławna siostra, byłabyś nikim. Pewnie jej to nie zdziwi, gdy jej młodsza siostra znowu przegra. Nic nowego- usłyszałam prawdopodobnie głos Anderson.
Zacisnęłam dłonie na kierownicy. Nie daj się ponieść emocjom Lau! Nie zamierzam.
- Anderson? Co to za nazwisko? Kojarzysz mi się wyłącznie z tlenionym ananasem z puszki- uśmiechnęłam się na docinki Rydel, która stanęła w mojej obronie.
- Pogadamy sobie po wyścigu, Lynch- powiedziała z jadem w głosie dziewczyna.
Właśnie w tym momencie usłyszeliśmy dźwięk rozpoczęcia wyścigu. Od początku pokazałam na co mnie stać, unikając zaciekle goniącego mnie czerwonego motoru i jego kierowcy. Pod koniec buzowała we mnie ogromna dawka adrenaliny połączonej ze wściekłością i zacietością, która pozwoliła mi wygrać. Nie miałam tej ogromnej satysfakcji, co zwykle. Byłam wręcz wyprana z emocji. Nie włożyłaś w to serca, chciałaś tylko wygrać, nie sprawiało ci to żadnej radości.
- Lau, co jest, nie cieszysz się?- spytał Rocky
- Nie włożyłam w to serca- mruknęłam
Bez słowa opuściłam Lynchów i poszłam się przebrać. Doprowadziłam moje włosy do względnego stanu, ruszyłam zobaczyć pozostałe dwa wyścigi. Nie były zbyt emocjonujące, publiczności również nie było zbyt wiele, lecz teraz może zacząć się prawdziwa impreza. After party wyścigów. Byłam na nim zaledwie kilka razy, ponieważ gdy byłam jeszcze niepełnoletnia, Vanessa nie pozwalała mi na 'imprezy dla dorosłych', na których musiała mnie mieć na oku. Tym razem zamierzałam wykorzystać ten wieczór.
- To co będzie, gdy ponownie zaczniesz z tego czerpać ogromną radość?- usłyszałam retoryczne pytanie Rossa, które wyrwało mnie z zamyślenia. Spojrzałam na niego, jednak nic nie odpowiedziałam, bo kolejny raz zatonęłam w jego hipnotyzujących oczach.- Przejdę się po coś do picia. Nie ruszaj się stąd.- ach, ten jego uśmiech.
Stop! Laura ogarnij się!
- Nieźle wyglądasz Marano. Poza tym wyścig świetny. Taka piękna i jednocześnie samotna? Lepiej nie mogłem trafić- odezwał się Ash, jeden z byłych mojej siostry.
- Tak się składa, że Laura jest tu ze mną- usłyszałam i poczułam objęcie w talii
- A kim ty niby jesteś?- zadrwił ciemnowłosy.
- Ross Lynch, a co?
- Z tych Lynchów? W takim razie wybacz mistrzu- zaczął się podlizywać i zniknął nam z oczu jak najszybciej.
- Naprawdę panie Lynch?- spytałam z udawaną powagą
- O co chodzi, panno Marano?- blondyn jak zwykle nie odpuszczał
- Dziękuję, Ross- odparłam
- Wiem, jak możesz mi to wynagrodzić- szepnął tajemniczo, a mnie przeszły dreszcze.- Nie to, o czym myślisz, Lau. Nie jestem taki.
- Jesteś facetem i kiedyś w końcu się to stanie. Świadomie- stwierdziłam
- Pomimo wszystko, nie zrobię nic, na co byś nie pozwoliła.- oznajmił.
Mogłam mieć tą pewność? David mówił tak samo. Każdy facet mówi tak samo. Skąd mogę wiedzieć, że ten Ross nie prowadzi swoich gierek, wiedząc, że mu ufam i go kocham?
- Chciałem tylko abyś ze mną zatańczyła- wytłumaczył i poszedł.
Pół godziny szukałam go w tłumie tańczących, przy barze, nawet przy stolikach. Po raz kolejny zniszczyłam to, co zbudowałam. Musisz mieć więcej zaufania. Łatwo podpowiadać komuś, trudniej uczynić samemu. Usiadłam przy barze i poprosiłam o jednego z mocniejszych drinków.
- Coś się stało- zauważył barman
Machnęłam ręką.
- Powiedz o co chodzi. Barman jak ksiądz, a mogę jakoś pomóc- odrzekł mężczyzna- Dave
- Laura
*Oczami Rydel*
Jest już późno. Trzeba się już zbierać.
- Ell, proszę, ogarnij się- skarciłam mojego chłopaka, który rozbierał mnie wzrokiem
--------------------
Cześć! Jak tam Wasz początek roku? :D U mnie całkiem spoko, jak zwykle :)
Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba :>. Niestety, zasmucę Was, ta historia niedługo się skończy...
Ale jeszcze trwa! Dziekuję za wszystkie komentarze pomimo beznadziejności poprzedniego rozdziału :D
Dedykuję ten rozdział Mitniss ;*
KOMENTUJCIE!!
Pozdrawiam :)

piątek, 28 sierpnia 2015

Rozdział 79.

Ratliff stał obok niego i trzymał tablet z mapką trasy i kolorowymi kropkami oznaczającymi  samochody zawodników, których było dziesięciu. Niebieska kropka oznaczała Lyncha. Zawodnicy ustawili się na pozycje. Rydel mocno zaciskała kciuki. Ross stał obok niej, widziałam w nim to napięcie, połączone z euforią. Magia wyścigów. Usłyszeliśmy start. Zerknęłam na tablet Ella. Riker był piąty, jak na razie. Chwilę później była już druga połowa wyścigu. Zostało 150 metrów. 100. Dlaczego nie przyspiesza? Zaczęłam się denerwować.

- Wie co robi- odparł Mike- To Lynch. Oni mają swoje metody.
- Miło cię widzieć- odparłam.
- Rogers jest niezłym zawodnikiem, tak się składa, że jego laska startuje w następnym wyścigu.- poinformował
- Jak się nazywa?- zapytałam
- Anderson. Stosuje nielegalne metody, żeby wygrać. Trzymaj się z daleka od czerwonego motoru.- polecił.
W tym momencie nadjechali zawodnicy. Podbiegłam o Rik'a.
- Wygrałem! Udało mi się!- krzyczał z radości- Rocks, jesteś genialny!
- Taki już mój urok- odezwał się szatyn.
Na szyję najstarszego blondyna rzuciła się Rydel.
- Laura, idź się przygotować. Pogadam jeszcze z Lynchami- odrzekł Mike- Powodzenia
Przebrałam się w strój, pod rękę wzięłam kask i wróciłam do mojej wspaniałej 'rodziny'.
- Dasz radę.
Podjechałam na start, w uszach dźwięczały mi słowa ''Dasz radę''. Czułam, że dam radę. Vanessa była mistrzynią, teraz musi mieć godną zastępczynię. Nie mogę pozwolić, aby pokonała mnie jakaś Anderson. Będę następczynią Nessie.
Wszystkie zawodniczki były podenerwowane, a ja ze stoickim spokojem skupiłam się na samym zwycięstwie. Zawody dziewczyn czy kobiet są zawsze bardziej emocjonujące, bo mężczyźni mają plan i się go trzymają, a laski burzę w mózgu i kierują się emocjami. Ze mną jest pół na pół. Akurat dziś...
____________________________
Tak, wiem. Z góy przepraszam, że taki krótki!
Ochrzaniajcie mnie w komentarzach, pozdrawiam! :D
KOMENTUJCIE! ♥

czwartek, 20 sierpnia 2015

Rozdział 78.

 Riker i Rocky szybko znaleźli się w samochodzie i ruszyliśmy na umówione miejsce. Będzie można spróbować czegoś nowego. Po dotarciu na prywatny tor, wysiedliśmy z samochodu i zaczekaliśmy na Rydellington. Zjawili się kilka minut później. Riker obgadał wszystko z jakimś zastępcą Walkera.
Czekały na nas trzy samochody. Najlepszej jakości. Co jak co, ale gość zna się na rzeczy.
- Zamawiam środkowy!- krzyknęłam i pobiegłam do czerwonego pojazdu.
Gdy weszłam do środka, ze zdziwienia zaniemówiłam. To było najlepsze auto do wyścigów jakie widziałam w życiu!
- Ross, wchodź!- zawołałam blondyna, który chwilę później siedział obok mnie.
- To co Lau, ścigamy się?- spytał Rocky
- Z tobą zawsze!- odparłam
Do późna szaleliśmy na torze, bawiąc się jak nigdy. Może i samochody to zabawki dla facetów, ale od zawsze miałam do nich słabość, czasami nawet bardziej niż nie jeden chłopak. Moim kochankiem jest  motor, ale nie pogardziłabym dobrym samochodem.
Wracając do domu, zahaczyliśmy o Starbucks'a, do domu dotarliśmy po 1.00. Wszyscy od razu poszliśmy spać.
Następnego dnia byliśmy na zakupach, później pojechaliśmy sprawdzić stan techniczny naszych pojazdów, dokonując ewentualnych napraw.
Nadszedł dzień pierwszego dosyć poważnego wyścigu Rikera. Miałam też startować, jednak wyjątkowo w czarnym stroju, który spakowałam do torby.
- Lau, w co się ubieramy? Musimy jakoś wyglądać, w końcu to wielki powrót Lynchów- uśmiechnęła się blondynka.
- Chyba mam coś na taką okazję..- przypomniałam sobie i zaczęłam przekopywać szafę. Przebrałam się w oryginalny kostium w panterkę.


- Wow- wydusiła Rydel-  Musisz w tym koniecznie pójść!
Dells znalazła coś mniej więcej podobnego.
- Dziewczyny, idziecie już?!-usłyszałyśmy wołanie chłopaków
Zaśmiałyśmy się i ruszyłyśmy na dół.
Trochę się stresowałam, co powiedzą na nasz wygląd, co powie Ross. Kocham go, ale znów tracę nadzieję, że jeszcze wróci mój dawny chłopak. Rydel pociągnęła mnie za rękę, widząc moją niepewność. Do moich uszu doszły gwizdy, które lekko podniosły mnie na duchu.
- Wow- wydukał Rocky
- Tego się nie spodziewałem... wyglądacie świetnie!- odezwał się Riker
- Pięknie wyglądasz- powiedział blondyn stojący za mną. Odwróciłam się i napotkawszy jego wzrok, moje policzki zaczęły się czerwienić. Spuściłam głowę- Nie ukrywaj tych rumieńców, dodają ci uroku.
Założył mi kosmyk włosów za ucho. Gdy skóra jego dłoni zetknęła się z moich uchem, poczułam dreszcze.
- Idziecie, zakochańce?- przerwał Riker
Speszyłam się i założyłam buty, kompletnie ignorując Ross'a. Pomijając cały proces dojeżdżania na miejscu byliśmy pół godziny przed czasem. Nowy samochód Rikera stał przy starcie. Wszędzie było bardzo dużo ludzi, kilka znajomych twarzy. Ruszyliśmy całą grupą w stronę garaży. Mój pojazd wspaniale lśnił, aż miło było popatrzeć. W oddali ujrzałam Mik'a rozmawiającego z Jacobem (pojawił się jako sędzia w 1 rozdziale).
- Idziemy później  na after party?- zapytał Rocky
Pokiwałam głową.
Gdy nadszedł czas wyścigu Rikera, postanowiłam podejść i powiedzieć mu jeszcze parę słów.
- Trzymaj się bardziej prawego boku, kiedy będziesz około dwieście metrów przed metą, wyjedź na środek i wymiń wszystkich. Wygrasz to- powiedziałam- Zapnij pasy.
- Dzięki Lau- puścił mi oko i zamknął szybę.
Szybko odnalazłam resztę. Wyścig Rikera nie miał być długi. W połowie trasy miał być zakręt i powrót na start. Rocky miał słuchawki z wbudowanym mikrofonem, będzie pilotował blondyna. Ratliff...   


---------------------------------------
Cześć!
Nie mam za bardzo pomysłów na notkę, więc dzisiaj krótko. Polecam tego bloga: http://ross-r5-chloe-laura.blogspot.com/. Dzięki za komentarze :)
Komentujcie :D

środa, 12 sierpnia 2015

Rozdział 77.

Dla Mitniss & Invisible <3 ♥
- Dlaczego miałbym to robić?- wyszczerzył się i uciekł, puszczając torby.
Złapałam je, ale przez ciężar upadłam na tyłek.
- Przepraszam, ja na serio nie chciałem!- blondyn wrócił do kuchni i zabrał siatki, chowając produkty do wyznaczonych szafek. Po chwili zreflektował się i podając rękę, pomógł mi wstać.
*Tymczasem na dworze, oczami Rikera*
Gadaliśmy sobie z Rocky'm o tym, jakie auto moglibyśmy sobie kupić. Usłyszeliśmy chrząknięcie. Rocky odwrócił głowę, a ja wyszedłem spod samochodu. Przed nami stało dwóch kolesi w skórzanych kurtkach.
- Riker Lynch, prawda?- spytał jeden z nich.
Pokiwałem głową, podając rękę. Facet odwzajemnił gest i powiedział:
- Justin Walker. Słyszałem, że kiedyś nieźle jeździłeś w wyścigach. Proponuję udział w wyścigach samochodowych. Mogę zapewnić ci niezłe auto.
- Co ty będziesz z tego miał?- zapytałem podejrzliwie
- Kiedyś mi się odwdzięczysz. I tyle. Mała przysługa- odparł Walker.- Zgadzasz się?
- Muszę to przemyśleć.
- Nie myśl za długo. Jeśli się zdecydujesz, dzwoń- podał mi kartkę z zapisanym numerem i odszedł.
- Czy ty to słyszałeś?- upewnił się Rocky- Bracie, taka szansa trafia się raz na milion!
- Trzeba to obgadać z resztą. W końcu mamy inne problemy.- powiedziałem.
Ruszyłem do domu. Czeka mnie ciężka rozmowa.
*Oczami Laury*
Zabrałyśmy się z Dells za gotowanie obiadu. Oczywiście Ross nie miał wyboru i musiał pomóc. Luźną rozmowę przerwał Riker, a razem z nim Rocky.
- Musimy pogadać- powiedział
- Znowu?- zdziwiła się Rydel- Co znowu?
Wszyscy zebraliśmy się przy kuchennej wyspie.
- Przeszedł do mnie Justin Walker i- zaczął mówić
- Ten Justin Walker?- przerwałam mu- Co chciał?
- Kto to jest?- spytał Ross
- Koleś ma wpływy przy wyścigach. Jest bardzo znany- wyjaśnił Rocky
- I przystojny- dokończyła Ryd
- Dacie mi dojść do słowa?- zapytał lekko zdenerwowany Riker- Zaproponował mi udział w wyścigach samochodowych, może mi nawet auto załatwić. Za jakąś przysługę kiedyś.
- Mam nadzieję, że się zgodziłeś- odparłam- No co? Takiej okazji nie można zaprzepaścić.
- Nie wiem czy to dobry pomysł- stwierdziła Delly
- A my moglibyśmy spróbować?- zapytał Ratliff, a Ross go poparł.
- Nie wiem, ale go zapytam. Mam do niego dzwonić?- zadał ostateczne pytanie Rik
- Dobra. Spróbować nie zaszkodzi- stwierdziła Dells.
Najstarszy poszedł zadzwonić, a my zaczęliśmy zaciętą dyskusję.
- Moglibyśmy wszyscy powrócić do wyścigów. W końcu nasze maszyny się kurzą w garażu przy torze. - zaproponował Rocky
- Tor jest nowy- odezwałam się
- Skąd wiesz?- zaciekawiła się Rydel
- Czytałam w necie.- odpowiedziałam wymijająco.
W tym czasie wrócił najstarszy.
- Pojutrze mam pierwszy wyścig, a spróbować możemy dzisiaj. Za pół godziny jedziemy- uśmiechnął się
Widziałam w jego oczach ile to dla niego znaczy. To naprawdę wielka szansa. On robi to dla nas. Teraz już wszystko będzie dobrze. Przebrałam się i wsiadłam do samochodu. Rydel i Ell mieli jechać motorem Rik'a. Usiadłam z tyłu, obok Rossa. Chłopak lekko uśmiechnął się na mój widok. Małe kroki i będzie okey. Wróciłaś? Nareszcie. Mam nadzieję, że twoje rady na coś się zdadzą. Co teraz czułam? Radość, bo moi bliscy, moja jedyna rodzina ma szansę na jeszcze lepsze życie i zalepienie pustki przeszłości nowym dniem.
Riker i Rocky...
______________________
Hej, na wstępie, chciałam Was bardzo zachęcić i polecić jednego bloga, świetnej pisarki: http://ross-r5-chloe-laura.blogspot.com/. Moim zdaniem czyta go za mało osób, a talent autorki jest ogromny :)
Widzę, że wielu osobom spodobał się powrót do wyścigów :D Fajnie, że się Wam podoba :3 Rozdział trochę do kitu, ale to jeden z ważniejszych biorąc pod uwagę że dużo już tego nie zostało. W blogu miesiąca mamy 2 miejsce, jest zajebiście ♥ Dzięki za głosy (chyba sie powtarzam)
Tak dla ogólnego przypomnienia... za 3 tygodnie szkoła :P (Nie musicie dziękować za przypomnienie)
Takie pytanie: Jakie są Wasze ulubione książki? [po prostu ciekawa jestem]


piątek, 7 sierpnia 2015

Rozdział 76.

Dla Insolito Galen, Tajemniczej Nieznajomej i ponczka54
- Nie myśl tak. Rozmawiałam z nim. On nie chce ciebie ranić, ale dobrze wie, że właściwie to nie wie co czuje. Byłam ostatnio u lekarza Rossa. Powiedział, ze jest jakaś mała szansa, że twój Ross odzyska pamięć i będzie tak jak dawniej.
- Wiesz, że nic nie będzie tak jak dawniej. Niepotrzebnie was w to wszystko mieszałam. Ta cała sprawa z Davidem. Czuję, że to nie koniec. Ja muszę odejść. Nie mogę was narażać. Przeze mnie jesteście zagrożeni.- zakomunikowałam
- Jesteśmy rodziną, a rodziny się nie rozdziela. Dostałaś od niego kolejny list?- bardziej stwierdziła niż zapytała Ryd
Pokiwałam głową i bez słowa podałam jej kartkę.
- Tak nie może być! Nawet ta zabawa musi sie kiedyś skończyć?! Już niedługo??Idziemy na dół w tej chwili!- krzyknęła dziewczyna i pobiegła w stronę schodów.
 Pospiesznie ruszyłam za nią. W salonie byli wszyscy. Rozłożyliśmy sie na kanapach i fotelach.
- Laura chce odejść.- zakomunikowała.
Wszyscy spojrzeli na mnie, więc zaczęłam mówić:
- Nie chcę was narażać. Uwielbiam was, ale nie mogę pozwolić, aby coś sie wam stało.
- Czy wy- Rydel przerwała mi i wskazała palcem na kazdego z kolei- Chcecie się w to mieszać, czy nie? Ta gra już niedługo ma się skończyć. Przynajmniej tak twierdzi David. Rocky, co ty o tym myślisz?
- Musimy się trzymać razem.- odezwał sie szatyn.
- Riker, Ell?
- Wchodzimy w to- odparli zgodnie
- Ross?- teraz nerwowo spojrzałam na chłopaka.
- Może i nie jestem w stu procentach sprawny na umyśle, ale to chyba jasne, że jestem za.
Odetchnęłam z ulgą. Nie chciałam ich narażać, jednak cieszę się, że są ze mną. Jaki ten świat jest powalony.
Mój telefon zawibrował w kieszeni. Wyjęłam go i przeczytałam wiadomość. Wyścig jest dzisiaj! Mam tylko kilkanaście minut. Zerwałam się z kanapy i popędziłam do pokoju. Zabrałam strój, kask i po założeniu butów wybiegłam z domu nie zważając na innych. Na miejscu byłam kilka minut przed czasem. Przebrałam się w szatni w mój ukochany strój, do którego miałam ogromny sentyment. Podbiegłam na start i wsiadłam na mój motor. Gdy flaga znalazła się przy ziemi wystartowałam. Te niesamowite emocje we mnie wręcz buzowały. Lekko zakręciło mi się w  głowie ale tym razem nie mogę odpuścić. Przeciwniczka jeździła słabo ale miała niesamowity pojazd. Tuż przy mecie wyminęłam ją i z okrzykiem radości wygrałam wyścig. Wszędzie było pełno skąpo ubranych kobiet i postawnych mężczyzn.
- Wróciłaś do formy, panno Marano- skomplementował jeden mężczyzna.
Uśmiechnęłam się do niego lekko i ruszyłam na imprezę.
Kilka godzin później byłam już senna, więc wsiadłam na pojazd i ruszyłam do domu. Na szczęście nie spotkałam policji, bo miałabym przerąbane. Jak najciszej weszłam do pokoju, wcześniej przebierając się w poprzedni strój.Po chwili znalazłam się w krainie Morfeusza.
*~*
Zbudził mnie hałas na dworze. Wstałam, uderzając głową o półkę. Pocierając obolałą czaszkę z ciekawości ruszyłam na dwór. Riker leżał pod samochodem, zapewne go naprawiał, przy okazji gadając z Rocky'm. W salonie Ratliff grał na konsoli.
- Gdzie Dells?- spytałam
- Poszła z Rossem do sklepu. W końcu musi mieć kogoś do noszenia tych wszystkich rzeczy.- odpowiedział nie przerywając gry.
Pokiwałam głową i postanowiłam coś zjeść. Do pomieszczenia w którym się znajdowałam wparowała Ryd.
- Na koncie pojawiło się znikąd kilka tysięcy więc trzeba było zrobić zakupy! Cześć Lau!- krzyknęła.
Lekko jej pomachałam.  Kilka tysięcy... jak na jeden wyścig to nawet dużo. Uśmiechnęłam sie do siebie. Gdy do kuchni niczym tragarz wszedł Ross, Rydel wybuchnęła śmiechem. Po chwili jej mina przeszła w niepokój.
- Nic nie stłukłeś, no nie?- spytała z podejrzliwą miną.
-------------
Siema! Co tam u Was?
Ale ciepło... :P
Co do blogu miesiąca, jak na razie jest 2 miejsce. Dziękuję za każdy głos ♥

sobota, 1 sierpnia 2015

Bardzo ważne!

Hej, to nie rozdział, a dosyć ważna notka. Ten blog jest nominowany do blogu miesiąca lipiec. Po prawej będzie za chwilę ankieta, w której możecie zagłosować. Jeśli podoba się Wam mój blog, to proszę, zagłosujcie na niego. Wiem, że nie wygram, ale nie chcę mieć jednego z ostatnich miejsc. Błagam <3
Tu jest link do ankiety: http://sonda.hanzo.pl/sondy,249202,zKY8.html

czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 75.

Postanowiłam przygotować zapiekankę. W lodówce znalazłam wiele produktów, które mogły się do niej nadać więc zabrałam je i zaczęłam gotowanie a'la Laura Marano. Po godzinie wielkich rozmiarów gorąca zapiekanka znalazła się na blacie. Jej zapach od razu mnie skusił. Ukroiłam kawałek i przeniosłam na talerz. Nakryłam do stołu i zabierając mój obiad, ruszyłam do pokoju. Skonsumowałam posiłek, który wyszedł mi naprawdę idealnie. Później zabrałam słuchawki, które podłączyłam do telefonu. Dotknęłam opuszkiem palca ekran, włączając muzykę, która zaczęła rozbrzmiewać w moich uszach. Przeszły mnie dreszcze, to wspaniałe uczucie podczas słuchania piosenki i wracania do chwil, które zostały w niej zawarte.
10 sierpnia 2009
- Musicie jechać?- zapytała Nessa
Rodzice stanowczo pokiwali głowami. 
- Róbcie co kochacie ale bez szaleństw- uśmiechnęła się mama.- Lauro, zachowuj się tak,  jak na prawie czternastolatkę przystało.
- Dobrze mamo- westchnęłam i wywróciłam oczyma. 
- Wrócimy za trzy dni. Vanessa, dopilnuj, aby Laura odrobiła zadania domowe- przypomniał ojciec.
- Pa- razem z siostrą pożegnałyśmy rodziców i pomachałyśmy im przez okno.
13 sierpnia 2009
-O boże..- Van upuściła telefon
- Co jest?- spytałam nie odrywając wzroku od katalogu z motorami nadającymi się  do wyścigów. 
Będę się kiedyś ścigać. Będę najlepsza. 
- Rodzice... nie żyją- odparła ze łzami w oczach
Później usłyszałam tylko dźwięk tłuczonej szklanki i upadek gazety.

Potrząsnęłam głową, aby pozbyć się na chwilę tych wspomnień. ''Róbcie co kochacie ale bez szaleństw.'' Vanessa umarła przeze mnie. To na pewno był David. Gdyby nie on... wszystko byłoby inaczej. Miałabym siostrę. Nigdy nie powinnam wkręcić do tego wszystkiego Lynchów. To świetni przyjaciele, ale mogli przez to wszystko zginąć. A tego bym sobie nie wybaczyła do końca życia. Przez to wszystko Ross stracił pamięć. Co to w ogóle znaczy utrata pamięci? Niby wszystko się kasuje, ale jednak ma się jeszcze fizyczne umiejętności jak czytanie, pisanie, taniec  czy śpiew. Znika tylko część ciebie. Życie już nie jest takie samo, ale ty tego nie zauważasz, bo nie pamiętasz przedtem. Nie masz zielonego pojęcia kim jesteś, byłeś i jak wyglądało twoje życie. Czy kogoś kochałeś, miałeś z tą osobą więzi, o których można by tylko pomarzyć. Nagle to wszystko znika. I nie masz nic. Bez jakichkolwiek bliskich jesteś niczym. Dopiero dzięki nim możesz się dowiedzieć kim byłeś, jak się nazywasz, czy masz rodzinę i co stało się w przeszłości. Ale nie pamiętasz jakie towarzyszyły ci wtedy emocje.
Moje rozmyślania przerwało skrzypienie drzwi. Odwróciłam w ich stronę głowę. Stała w nich moja przyjaciółka, teraz już bardziej siostra. Przeszły mnie ciarki na słowo ''siostra''. Potrząsnęłam po raz kolejny głową, Nie myśl o przeszłości! Prawdziwe życie jest tu i teraz! Lekko uśmiechnęłam się do zdziwionej moim zachowaniem Dells, nadal stojącej niepewnie w drzwiach. Gestem ręki pokazałam jej aby weszła. Dziewczyna zamknęła drzwi i usiadła obok mnie.
- Też mam czasami takie momenty, w których wszystko wraca.- zaczęła- To nigdy nie jest proste, bo kilka razy siedziałam cały dzień gapiąc się w ścianę i mając nadzieje, że to wszystko to tylko zły sen. Ale dociera do mnie, że tak nie jest. Mam braci o których muszę się troszczyć z całego serca, bo oni są przy mnie gdy ich potrzebuję. Nie mogę użalać się nad zmarłymi, ponieważ moi bliscy zawsze będą w moim sercu. Ktoś kiedyś powiedział: spieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą. Miał całkowitą rację. Musimy się cieszyć z tego co mamy i iść dalej.
- Wow- wydusiłam ze zdumienia
Blondyna lekko poczochrała mi włosy i zaśmiała się.
- Jak tam z Rossem?- spytała
- To nie to samo. On mnie nie kocha. Ma teraz inne życie, wolne od przeszłości. Będę musiała wziąć się w garść i zająć czymś innym niż tylko wierzeniem, że jednak doskonale mnie pamięta i czuje to samo, co przedtem.- odparłam.
________________________
Hej! Wybaczcie, że tak długo mnie tu nie było :)
Dzięki za wszystkie komentarze :D
Do następnego! ;*
Komentujcie! <3

_________________________

sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 74.

Rozdział dedykuję invisible :)
*Oczami narratora* (pierwszy raz :P)
- Nie możesz ot tak do niego przyjść i mu to powiedzieć. To nie takie proste
- Żartujesz sobie? On się nie może dowiedzieć
- Ma prawo poznać prawdę
- Skoro tak uważasz, nie mam wyboru.
W pomieszczeniu rozległ się strzał a bezwładne ciało osunęło się na ziemię.
*Oczami Laury, następny dzień*
Podejrzenia i przeczucia targały moimi myślami od samego rana. Nie myślałam o niczym innym tylko o wszystkich podejrzanych rzeczach, osobach, chwilach, zdarzeniach. Do czego dochodzi w tym świecie? Siedziałam w pokoju Vanessy- teraz już moim i myślałam, jak uniknąć wyjścia na plażę. Wyjścia na plażę z Niną i Arianą. Brak mi pomysłów. Co by teraz zrobiła Vanessa? Nie myśl o Vanessie, co ty, Laura Marano teraz zrobisz? Mogę uciec! Co prawda okno tego pokoju jest na pierwszym piętrze, ale zawsze można skoczyć i się przekonać. Przebrałam się, spakowałam kilka rzeczy do przetartej torby i doszłam do wniosku, że wypadałoby otworzyć drzwi, aby nie zostały zniszczone przez któregoś z domowników. Otworzyłam drzwi, później okno, do którego podeszłam. Wyjrzałam przez nie, westchnęłam i w głębi serca miałam nadzieję, że jednak nie skoczę. Jak zwykle, zdarzyło się inaczej niż myślałam. Z zamkniętymi oczami wyskoczyłam i spadłam na coś twardego. Ujrzałam przed oczami beton. Czyli jednak żyję. Wszystkie kości strasznie zaczęły mnie boleć, ale zignorowałam to i ruszyłam na tor. Naprawdę dawno tam nie byłam. Droga zajęła mi kilkanaście minut. Kluczem otworzyłam garaż i spojrzałam na nasze cuda. Kolorowe motory w idealnym stanie. Jedynie lekko zakurzone. Dwa żółte, różowy, niebieski, dwa zielone i... pomarańczowy. Maszyna Nessy. Ma nawet złoty grawer Nessi. Więcej nie myśląc o przeszłości wyprowadziłam jednoślada na asfald. Przekręciłam kluczyk i usłyszałam ten piękny dźwięk. Gdybym mogła wybrać sobie odgłos bicia mego serca, wybrałabym dźwięk pracującego motoru. Maszyny, która była jest i będzie częścią mnie. Nie wiem  dlaczego przestałam jeździć. Jak mogłam zapomnieć o tych wspaniałych emocjach, wyścigach i tych wszystkich ludziach, którzy zawsze mi kibicowali. Chyba czas wrócić do starego życia, gdzie nie było problemów, biegania za chłopakami, śmierci. Tak. Ponury, bezwzględny kosiarz zabrał mi resztę rodziny. Teraz już naprawdę nie mam nikogo. Masz Rossa. On mnie nie pamięta. Nie zapominaj, że część tego Rossa, którego pokochałaś nadal w nim jest. Nie wiem czy powinnam mieć jakąkolwiek nadzieję. To już traci sens.
- Cześć Laura!- krzyknął znajomy głos.- Dawno cię tutaj nie było.
Oderwałam się od wycierania kurzu i odwróciłam się w stronę  Mike'a.
- Gdybyś wiedział ile się wydarzyło. Masakra.- odezwałam się
- Widzę. Zawsze gdy coś się działo przychodziłaś tutaj. Mam dobrą wiadomość. Pierwszy wyścig już jutro. Pojedziesz?- spytał
Nie wiedziałam czy mam szansę dać radę, ale musiałam spróbować.
- Pewnie. To cudo zawsze da radę- wskazałam na pojazd.
- W takim razie jutro, punkt 16.- puścił mi oko i poszedł. Wyjechałam na potencjalny początek nowego toru. Adrenalina opanowała moje ciało. Wystartowałam i po kilku sekundach jechałam tak szybko jak jeszcze nigdy. Zaczęłam krzyczeć ze szczęścia.
Tak bardzo mi tego brakowało...
Po kilku godzinach byłam nieźle zmęczona. Postanowiłam pojechać na moim skarbie do domu. W garażu i tak jest dużo miejsca. Ulice Los Angeles były wyjątkowo puste. Jakby to miasto wymierało. Westchnęłam i zaparkowałam na podjeździe. Czas poszukać stroju. Weszłam do domu, nikogo nie było. Zapewne są na plaży. Resztę moich rzeczy przeniosłam z pokoju Ryd do mojego nowego pokoju. Jak to pięknie brzmi. Poukładałam wszystko do szaf i wyprałam żółty strój. Nadal był rozerwany. Ten pamiętny dzień, gdy całkowicie nieznajomy wówczas blondyn przewrócił mnie i moje życie do góry nogami.
Doszłam do wniosku, że lepiej na razie nic nie mówić reszcie o powrocie do wyścigów. Ukryłam strój wraz z kaskiem pod łóżko. Ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Później zaczęłam przyglądać się w lustrze bliźnie. Wyglądam naprawdę obrzydliwie. Zamaskowałam pudrem policzek i po przebraniu się w spodenki i bokserkę, zabrałam się za przygotowanie jakiegoś jedzenia.
-------------------------------
Cześć!
Ostatnio coś mało osób czyta, no cóż...
Co do rozdziału, powrót do wyścigów :3 Kto sie cieszy? :P
KOMENTUJCIE! <3

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 73.

NOTKA!
*Oczami Laury*
Impreza była super. Razem z blondynem ruszyliśmy do jego pokoju. Daleko trzeba było iść, więc, zdecydowałam, że będziemy spać w dawnym pokoju Nessy. Doszliśmy tam i właśnie wtedy urwał mi się film.
*~*
Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Rozwalało mi mózg. Otworzyłam oczy i zamrugałam kilkakrotnie, aby wyostrzyć obraz. Doznałam szoku. Obok mnie leżał NAGI Ross okryty tylko kołdrą. Ja również nie miałam żadnych ubrań, więc owinęłam się prześcieradłem. Szturchnęłam chłopaka.
- Ross, obudź się!- krzyknęłam
Blondyn momentalnie otworzył oczy.
- Co my tu robimy? My chyba nie..? Boże, co ja zrobiłem- złapał się za głowę i ukrył twarz w dłoniach.- Pewnie mnie znienawidzisz?
Zastanowiłam się przez chwilę, po czym odpowiedziałam:
- Skąd mogliśmy wiedzieć? Jest okey
Po czym położyłam mu rękę na ramieniu. Tak cholernie go kocham.
- Chodźmy na dół- wstałam, nie opuszczając prześcieradła.
- Może najpierw się ubierzemy?- zaproponował uśmiechnięty blondyn.
Zrobiłam się czerwona i poszukałam jakiś ubrań.
- Odwrócisz się?- poprosiłam
Chłopak westchnął i odwrócił głowę. Szybko przebrałam się w jakieś ubrania i razem z Rossem zeszliśmy na dół, po tym, jak raczył założyć dresy.
- Hej wszystkim- powiedziałam bez entuzjazmu, ale z uśmiechem
W kuchni byli wszyscy domownicy, jednak usłyszałam skrzypienie schodów. Odwróciłam się i ujrzałam dwie nieznajome dziewczyny.
- Jestem Laura Marano- podałam rękę blondynie
- Nina Nesbitt- uśmiechnęła się przyjaźnie
- Ariana Grande- przedstawiła się szatynka
Wszyscy byli dzisiaj w świetnych humorach. Nina i Ari okazały się sympatycznymi osobami. Nina to pewnie przyszła dziewczyna Rikera, jak widać już zapomniał o Vanessie; Ari połączyło z Rockym naprawdę niezłe poczucie humoru.
- Może jutro wybierzemy się wspólnie na plażę?- zaproponował Riker, przytulając do siebie Nesbitt.
Uroczo razem wyglądali.
Pokiwaliśmy zgodnie głowami. Rydel i Ellington mówili sobie czułe słówka i przytulali się prawie cały czas. Wyjątkowo nikt nie przejmował się problemami.
- Musimy już iść- powiedziała Ariana, po czym zwróciła się do Niny- Ojciec jest wściekły
- Wasz ojciec? Trochę nie rozumiem- odparłam
- Jesteśmy przyrodnimi siostrami. Wybaczcie, ale się spieszymy. Pa chłopaki- równocześnie puściły oko Rikerowi i Rocky'emu i ulotniły się z naszego domu.
- Nie chcę być podejrzliwa, ale one są trochę dziwne- odezwałam się
- Lau, co ty gadasz, miłe są i w ogóle. Wszędzie widzisz podstępy.- westchnęła Ryd
- Laura może mieć rację. Dziwnie się zachowywały- poparł mnie Ross.
- Co takiego się stało, że tak dobrze się dogadujecie? Rozumiem, jesteście przyjaciółmi, ale odkąd Ross stracił pamięć, nie byliście tak blisko- odrzekł Rik
Zaczęłam nerwowo spoglądać na Rossa. Chłopak był w tej samej sytuacji co ja. Trzeba coś wymyślić.
- Bo Ross/Laura wymyślił/a świetną piosenkę- odparliśmy jednocześnie- Znaczy razem stworzyliśmy nową piosenkę.
- Może nam ją zagracie?- zaproponował Ratliff
- Yyy zapomniałam wyjąć telefon, ze szklanki... Przepraszam- pobiegłam na górę, unikając spojrzeń reszty.
_______________________
Po 1. Polecam Wam takiego jednego, fantastycznego bloga, genialnej pisarki: http://raura-story.blogspot.com/

Po 2. Dzisiaj jest dokładnie rok od rozpoczęcia tej historii! <3
Chciałam serdecznie podziękować każdemu, kto czyta! Myślę, że rozwinęłam się pisarsko w ciągu tego roku, myślę, że jestem choć trochę rozpoznawalną blogerką w R5Family :P Ten blog  pomógł mi się wielokrotnie oderwać od szarości świata.
Mam taką propozycję. Zadawajcie mi jakiekolwiek pytania w komentarzach i ile chcecie oczywiście, a ja na nie odpowiem w osobnym poście, który będę aktualizować. Pytajcie o cokolwiek! :D
Tak przy okazji: napiszcie co myślicie o rozdziale- Wasza opinia jest dla mnie bardzo ważna, bez Waszych komentarzy pewnie już nie byłoby tego bloga. Życzę miłego dnia! ;*

środa, 8 lipca 2015

Rozdział 72.

Ruszyłem do pokoju szatynki. Otworzyłem drzwi i ujrzałem dziewczynę siedzącą na łóżku.
- Hej- odezwałem się
- Hej- szepnęła
- Chłopaki wybierają się do jakiegoś klubu. Idziesz też?- zapytałem
- Ja na imprezę? Jakoś tego sobie tego nie wyobrażam. To nie moje klimaty.- powiedziała
 Przechyliłem głowę i spojrzałem jej w oczy.
- Proszę. Sam tam przecież nie pójdę- lekko się uśmiechnąłem
Dziewczyna chwilę się zastanawiała, aż w końcu odrzekła:
- W takim razie jak ukryję to- wskazała na bandaże
- Fajnie, że się zgadzasz.
- Jeszcze się nie zgodziłam.
Spojrzałem na nią znacząco.
- No okey- uśmiechnęła się.
- Masz może w szafie jakieś bolerko albo sweter?- spytałem
- Znasz się na częściach damskiej garderoby?- Laura uniosła brew
- Było się tu i tam- wyszczerzyłem się.
Wybrałem Laurze czerwoną bluzkę, krótkie spodenki i skórzaną kurtkę. Dziewczyna była zdziwiona, ale i uśmiechnięta. Taką mógłbym ją oglądać w każdej sekundzie swojego życia. Przekonaliśmy Rydel do wypadu i razem ruszyliśmy w stronę klubu. Zapowiada się naprawdę ciekawie.
Ochroniarze wpuścili nas bez sprawdzania naszego wieku. Od razu poczułem zapach spoconych ludzi, papierosów i jeszcze czegoś.
- Masz mieć oko na Laurę. Spadnie jej włos z głowy i nie żyjesz młody- szepnęła mi na ucho Rydel.
Postanowiłem się jej słuchać. Wzrokiem odnalazłem ciemnowłosą i ruszyłem w jej stronę. Siedziała przy barze i zamawiała sok.
- Proszę to samo- odezwałem się i usiadłem obok dziewczyny.
Uśmiechnęła się w ten swój uroczo lekki sposób.
- Dziwi mnie coś- mruknąłem
- Co?- spytała Laura, pijąc  napój.
- Nie latają wokół ciebie tabuny chłopaków. Zasługujesz na to- przeczesałem włosy.
Zarumieniła się i próbowała to ukryć włosami.
- Dziwne, że wokół ciebie nie latają prześliczne dziewczyny- powiedziała
- Wystarczy mi taka jedna. Siedzi tutaj- wyszczerzyłem się
- Podać coś jeszcze?- zapytał barman
- Dwa razy coś mocniejszego- puściłem oko szatynce.
Drink był naprawdę niezły. Alkohol rozgrzewał moje wnętrze, przez co powoli traciłem jasność umysłu. Postanowiłem poprosić Laurę do tańca.
- Zatańczymy?- podałem jej rękę
Pokiwała głową i ruszyliśmy na parkiet.
Nie powiem, ciemnowłosa tańczyła świetnie. Mężczyźni oglądali się za nią, a tylko ja z nią tańczyłem.
*Oczami Rydel*
Riker i Rocky ulotnili się w poszukiwaniu jakiś dziewczyn. Ross i Laura również zniknęli. Zostałam sama z Ratliffem. Nie żeby mi to przeszkadzało. Całkiem fantastycznie. Od razu ruszyliśmy tańczyć, przerywając tylko aby wypić drinka.
- Wiesz, że jesteś fantastyczna?- zapytał Ell
- Nie jestem- odparłam
Ellington uchwycił mój podbródek, patrząc mi w oczy. Później musnął płatek mojego ucha i namiętnie mnie pocałował. Tak dziko, jak jeszcze nigdy.
Impreza trwała w najlepsze, jednak kiedyś musiała się skończyć. Zaczęliśmy szukać reszty rodzinki. Laura tańczyła cały czas z Rossem. Musieliśmy ich siłą ściągać w stronę wyjścia. Riker i Rocky byli z kimś, nikomu to nie przeszkadzało. Doszliśmy do domu po... jakimś czasie. Każdy poszedł w swoją stronę. Ja i Ratliff do jego pokoju.
____________________________
Hej!
Co tam u Was? Już za 2 dni płyta R5 ♥
Co sądzicie o rozdziale? :)
No to nie przedłużam i do następnego :)
Dziękuję i jednocześnie prosze o komentarze- i właśnie zapomniałam co miałam tutaj napisać :P
Miłej środy! ;*

Kocham to zdjęcie :3


środa, 1 lipca 2015

Rozdział 71.

Podbiegłem do dziewczyny powieszonej na lampie, paskiem Rikera. Podniosłem ją jak najwyżej.
- Pomóżcie! Szybko!- zacząłem krzyczeć na cały dom- Laura błagam, nie możesz mi tego zrobić. Bez ciebie nie dam sobie rady.
Kilkanaście sekund później w pomieszczeniu zjawiła się reszta domowników. Riker pomógł mi zdjąć lekkie ciało dziewczyny. Położyłem ją na łóżku. Sprawdziłem puls. Prawie niewyczuwalny.
- Co to ma być?- zapytał Rocky, podnosząc z ziemi kilka woreczków białego proszku.
- Rydel, dzwoń na karetkę- powiedział Rik
Blondynie tak trzęsły się ręce, nie mogła nawet wybrać numeru. Ratliff przejął telefon i zadzwonił.
- Pogotowie. Ellington Ratliff. Przyjaciółka chyba próbowała się zabić i się powiesiła. Przyjedźcie jak najszybciej! [adres domu Lynchów]. - zakończył  połączenie
- Trzeba ją jak najszybciej znieść na dół- odparłem i zabierając dziewczynę na ręce pobiegłem w stronę schodów.
Karetka przyjechała kilka minut później.
- Jedzie pan z nami?- zapytał jeden z ratowników
Pokiwałem głową i wsiadłem do karetki, trzymając za rękę  nieprzytomną Laurę. Droga strasznie  mi się dłużyła. Gdy w końcu dojechaliśmy, lekarze zabrali ciemnowłosą do szpitala. Ruszyłem za nimi. Zabrali ją na OIOM, niestety nie mogłem tam wejść. Po kilku minutach na korytarz wparowała reszta Lynchów.
- Co z nią?- odezwała się Rydel
- Walczą o jej życie.- mruknąłem i schowałem twarz w dłoniach.
- Będzie dobrze- siostra przytuliła się do mnie.
Pozostało mi mieć nadzieję, że będzie dobrze.
*Kilka godzin później*
- Panna Marano jest w ciężkim stanie, ale na szczęście żyje. Może tam wejść tylko jedna osoba i tylko na kilka minut- poinformował lekarz.
Odetchnęliśmy z ulgą.
- Idź Ross- polecił Riker
Wstałem z niewygodnego krzesła i poszedłem za lekarzem, który wskazał mi pomieszczenie, gdzie znajdowała się Laura. Podszedłem do jej łóżka i zacząłem przyglądać się tej uroczej, niewinnej dziewczynie. Odruchowo zacząłem gładzić jej delikatną dłoń.
- Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego chciałaś się zabić? Jeśli to ja jestem problemem, to mogę odejść i po prostu się zabić.- dziewczyna ścisnęła moją dłoń.- Zależy mi na tobie Lauro. Choć cię nie pamiętam, musiałem mieć szczęście, że spotkałem tak wspaniałą dziewczynę.
Opuściłem pokój ze smutkiem.
- Co z nią?- zapytała Delly
- Śpi- odparłem
- W takim razie jedziemy do domu- poinformował Riker
*Oczami Rydel*
Ross był jakiś nieobecny. To musi mieć związek z Laurą. Może i chłopak nic nie pamięta, ale coś czuję, że razem z szatynką i tak będą kiedyś znowu razem.
- Ross, wszystko okey?- zapytałam chłopaka
- Nic nie jest okej Rydel. Nic nie pamiętam, Laura prawie się zabiła. Moje istnienie jest bez sensu- odszepnął i poszedł do swojego pokoju.
Byli razem idealni. Razem dopełniali się i pomagali sobie. Mieli być razem na wieczność. A teraz co jest? Ross nie pamięta swoich uczuć, a Laura prawie popełniła samobójstwo. Co jest z tym światem?
Po kilku dniach lekarz pozwolił Laurze wyjść ze szpitala. Pojechałam po nią. Nie odezwała się nawet cichym słowem. Milczała niczym grób. To złe porównanie. Vanessa. Ona by coś wymyśliła.
*Oczami Rossa*
- Młody, wybieramy się na imprezę. Idziesz z nami?- zapytał Rocky.
- Nie wiem.- odparłem zgodnie z prawdą
- No weź nie daj się prosić.- błagał Riker.
Wpadłem na pomysł.
- Gdzie ty znowu idziesz?- mruknął Ratliff
______________
Tak, wiem, jestem zbyt przewidywalna xD
Rikeroholic i Olivia <3 miałyście całkowitą rację :P
Rozdział już dzisiaj bo wróciła do mnie pasja do pisania. Skończyłam ''Wróg...'', jeśli jeszcze ktoś nie czytał to tutaj jest link: http://r5ormaranostory.blogspot.com/2015/06/rozdzia-14-koniec_30.html Powiem tyle: jeszcze dużo się wydarzy w następnych rozdziałach :3
Komentujcie :D


piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 70.

  Bo nie ma już tego Rossa. Może mi również uda się zapomnieć? Z lekkim wahaniem, wyjęłam jedną torebkę białego proszku, a resztę schowałam pod łóżko. Zaczęłam wciągać. Po chwili czułam się znacznie lepiej. Życie jest piękne!
*oczami Rossa*
Gdy Ryd zawołała wszystkich na kolację, spokojnie zszedłem do jadalni. Nagle do pomieszczenia wbiegła uradowana ciemnowłosa. Przedtem była załamana, a teraz cieszy się nie wiem z czego? Kobieta zmienną jest. Właśnie dlatego nigdy nie zrozumiem dziewczyn. Wszyscy zasiedliśmy do stołu i każdy zaczął brać jedzenie. Panowała między nami przyjazna cisza.
- Życie jest piękne, no nie?!- krzyknęła Laura. 
Doznałem mini zawału. 
- Ym.. Laura dobrze się czujesz?- ostrożnie spytałem
- No raczej blondi- odparła i zaczęła jeść.
Reszta posiłku wyglądała podobnie. Zdziwiło mnie zachowanie dziewczyny. Zawsze wydawała się spokojna, a teraz? 
*Oczami Laury*
Postanowiłam zrobić coś szallonego! Ruszyłam do pokoju Rikera. Zapukałam i weszłam.
- Masz może krawat, albo pasek do spodni?- zapytałam
Blondyn miał nieco zdziwioną minę.
- Mam, a po co ci?- odparł
- Potrzebuję- uśmiechnęłam się
Chłopak podał mi czerwony krawat i czarny pasek, więc podziękowałam i wyszłam.
*Oczami Rossa*
Wróciłem do swojego pokoju. Od razu znaleźli się tam Rydel, Riker, Rocky i Ell.
- Z Laurą jest coś nie tak. Zachowuje się coraz dziwniej.- powiedział Rik- Była u mnie w pokoju i chciała krawat i pasek. 
- Nigdy tak nie robiła?- zapytałem
- To zachowanie nie jest normalne.
- Dajmy jej czas- polecił Rocky
- To chyba jakieś wyjście- odparłem
- Zawsze można Rossowi przywalić czymś w głowę, to może pamięć mu wróci i Lau będzie szczęśliwa- mruknął Ratliff
- Co?!- zachłysnąłem się powietrzem
Reszta rodzeństwa włączyła się do pytania
- Ell, tobie do reszty odbiło?!- zganiła go Rydel
- Sory, myślałem, że to coś może dać- szepnął szatyn.
- Może zamówimy pizzę?- zaproponował Rocky
- Co to da?- zapytałem
- Pewnie nic, ale zgłodniałem- wyszczerzył się chłopak
- On chyba ma trochę racji. Nic więcej na razie nie zrobimy, ale możemy coś zjeść- odrzekł Ellington
- No dobra- zgodził się Riker
- Jaką pizzę chcecie?- spytała Delly szukając telefonu
Bo to tak bardzo nam pomoże..
*Dwa dni później*
Kilka dni temu Laura szalała, dzisiaj ma jakieś załamanie czy coś. W każdym razie nie wychodziła z pokoju od rana i pewnie nadal tam siedzi. Wpadłem na niegłupi pomysł. Postanowiłem z nią pogadać. Może to coś da. Zapukałem do drzwi pokoju, gdzie pewnie była dziewczyna, jednak nikt mi nie odpowiedział. Kilka minut wahałem się czy wejść. Raz się żyje. Otworzyłem drzwi i nieśmiało wszedłem do pomieszczenia. Widok mnie dogłębnie przeraził.
- Laura!- krzyknąłem
_____________________
Hej! Witam Was już w wakacje, nareszcie chwila wytchnienia :) Ogólnie mój mózg już zasypia i zapominam co miałam napisać :P Pofarbowałam sobie włosy na czerwono xD Podczas wakacji spróbuję więcej rozdziałów napisać, aby już zbliżać się do końca tego bloga
Tak wgl, co jest z komentarzami i wyświetleniami? Co do komów-9 rozumiem, ale coraz mniej osób czyta rozdziały, co jest nie tak?
Głosujcie w ankiecie, to dosyć ważne
Invisible, byłaś blisko, więc Tobie dedykuję ten rozdział :D
Dobra, nie zanudzam już Was, życzę udanych wakacji, do następnego ;*
Komentujcie ;)

piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 69.

Od razu zauważyłem blond czuprynę najstarszego Lyncha. Ruszyłem za Laurą, która przywitała się z chłopakiem przytuleniem. Wsiedliśmy do samochodu. Droga do ''domu'' zajęła nam kilkanaście minut. Rik wjechał na podjazd obok ogromnej willi. Tutaj mieszkam? Zabrałem torbę i udałem się w stronę drzwi. Otworzyła mi blondyna- Rydel. Zdjąłem kurtkę i buty. Przeszedłem do pomieszczenia, które przypominało salon. Ellington i Rocky grali na konsoli w Fifę.
- Ooo, cześć Ross. Zagrasz?- odezwał się Rocky
Pokiwałem głową i dosiadłem się do chłopaków. Gra szła mi całkiem dobrze. Za każdym razem wygrałem z Ratliffem i Rocky'm.
- Znowu Ross was ograł?- zapytała Ryd, wchodząc do salonu
Chłopaki mruknęli coś niewyraźnie.
- Ross, Laura pokaże ci twój pokój- rzuciła i zaczęła kłótnię o pilot.
Wyszedłem z pomieszczenia, szukając szatynki.
- Tutaj!- zawołała, niosąc kartony.
- Co w nich jest?- pokazałem na przedmioty
- To kilka rzeczy mojej siostry, Vanessy. Zmarła jakiś czas temu- spuściła głowę
- Przepraszam.- odparłem i zabrałem kartony z rąk dziewczyny- Gdzie je zanieść?
- Chodź za mną- zaczęła prowadzić mnie przez korytarze i schody. Kilka minut później znaleźliśmy się na strychu. Było tu... duszno. Dosyć dużo rzeczy, które widziałem na oczy pierwszy raz. Odłożyliśmy kartony i przez kilka godzin wynosiliśmy na strych rzeczy siostry Laury.
- Nareszcie skończyliśmy- westchnęła Lau
- To... gdzie mój pokój?- zapytałem
Ciemnowłosa machnęła ręką i poprowadziła mnie do ''mojego'' pokoju. Od razu przypadł mi do gustu. Dziewczyna bez słowa wyszła. Zacząłem się o nią martwić. Co prawda jej nie znam, poprawka: nie pamiętam, ale czuję, że jest mi naprawdę bliska. Usiadłem na łóżku i po raz kolejny zacząłem myśleć i się zastanawiać. Nagle usłyszałem skrzypienie drzwi. Obróciłem głowę. Spojrzałem na Rydel, która nieśmiało weszła do mojego pokoju.
- Masz mętlik.- stwierdziła
- Skąd ty..?- odezwałem się
- Jesteś moim bratem, jako siostra to po prostu wiem- lekko się uśmiechnęła- Co jest?
- Martwię się o Laurę. Czuję, że ją zawiodłem- odparłem
- Jako jedyny z rodzeństwa zawsze byłeś nieco inny.  Jak raz się zakochałeś, nikt nie umiał ci tego wybić z głowy.  Nie odpuszczałeś. I właśnie to jest w tobie wyjątkowe. Nie odpuszczasz i troszczysz się o swoich.- spojrzała mi prosto w oczy.
- Mam wspaniałą siostrę- mruknąłem
- Co do Laury, daj jej czas. Musi sobie wszystko poukładać. Ty pewnie też- puściła mi oko i wyszła.
Znów zostałem sam. Położyłem się na łóżku, myśląc o wszystkim, co mnie do tej pory spotkało.
*Oczami Laury*
Od kilku godzin siedzę w dawnym pokoju Vanessy. Trochę jakby czuć jej obecność. Pod jej łóżkiem znalazłam jeszcze jeden karton, który otworzyłam z czystej ciekawości. Były tam strzykawki i woreczki z podejrzaną substancją.
- Dlatego tak często była dziwnie szczęśliwa- szepnęłam do siebie
Na samym dnie pudła leżała książka. Coś jakby pamiętnik. Otworzyłam go i zaczęłam przerzucać strony. Ostatni wpis. Jakiś czas przed jej śmiercią.
''Drogi pamiętniku,
Nie umiem już tak dłużej. Truję się tym dosyć długo. Daje mi to przedziwną radość, więc nikt nic nie podejrzewa. Nie mogę tak przez całe życie. Mam nadzieję, że Laura mi to kiedyś wybaczy. Kiedyś będę musiała ze sobą skończyć. Lynchowie to naprawdę wymarzona rodzina, ale nie mogę przez całe życie z nimi mieszkać. Kocham Rikera, ale po prostu nie mogę. ''
Nie mogę uwierzyć, moja siostra chciała się zabić. Może to rzeczywiście jakieś wyjście? Laura, ogarnij się Masz już rodzinę i jednocześnie przyjaciół.. i chłopaka który mnie nie pamięta. Ale się stara. Chcesz zniszczyć wszystkie jego nadzieje? Nie zrozumiesz tego. Nic nie pamięta. Kocham go, ale on mnie nie, bo..
--------------------
Hej!
Jak widzicie, pewna tajemnica Van została odkryta :3
Zapraszam do zagłosowania w ankiecie po prawej stronie :D
Dzięki za te 9 komentarzy, mam nadzieję, ze tym razem będzie więcej :P
Do następnego! ♥
Komentujcie, piszcie co Wam przyjdzie na myśl :)

piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział 68.

Chyba,  ale nie jestem pewna bo kilka miesięcy temu się pokłóciliście, ale ty ją uratowałeś, zostałeś dawcą nerki i dzięki tobie żyje. Ten tu długowłosy szatyn, to Rocky, jeden z twoich braci. Blondyn to Riker, a ten tu to Ellington Ratliff, jest twoją rodziną tak jakby. Ja jestem Rydel, twoja jedyna siostra. Mieliśmy jeszcze jednego brata, ale został porwany dawno temu.
- Jesteście moim rodzeństwem?- chciałem się upewnić
- Tak- odrzekł blondyn. Riker, tak miał na imię.
Zrobiło mi się po prostu smutno. Nic nie mogłem zrobić, ale było mi żal tych ludzi. Tej ciemnowłosej...Laury. Widziałem to w jej oczach. Akurat zasnęła. To pewnie przez te emocje. Moje niby rodzeństwo wyszło. Rozumiem ich. Przyszli do szpitala, bo dowiedzieli się, że ja i Laura się obudziliśmy. Okazało się, że nic nie pamiętam. Co do Laury.. Nadal śpi. Postanowiłem położyć ją na moim łóżku. Za długo leżałem. Teraz mogę się jej przyjrzeć. Jest naprawdę piękna. Ten Ross musiał mieć szczęście. Niestety. Teraz jestem ja. Kim ja jestem? Zamknąłem oczy, aby pomyśleć. Zamiast tego odwiedziła mnie wizja.
'' Przyjaciel powiedział, że łączy was tak silna więź, której nie można tak po prostu zniszczyć. Jednak coś trzeba zrobić. Zachowacie oboje życie, jeśli jedno z was poświęci się i zostanie mu wymazana pamięć. Nic nie będzie pamiętał. Decyzja należy do ciebie. Ty tracisz pamięć, lub Laura traci pamięć.- ogłosił Rik
- Ta decyzja może zmienić całe twoje życie, więc dobrze się zastanów- poleciła Rydel
- Mi możecie wymazać pamięć. Szkoda, że zapomnę swoje uczucia do Laury i ogólnie wszystko, ale dla niej warto.- powiedziałem stanowczo.''
Boże. Poważnie to zrobiłem! Chyba, że to tylko moja chora wyobraźnia. Ale wyglądało znajomo. Może to tylko jakaś choroba psychiczna? Może ci Lynchowie tylko udają, że są moją rodziną? Może to tylko program telewizyjny? Może są tutaj ukryte kamery? To jest jedno wielkie łał!
Schowałem twarz w dłoniach i próbowałem przypomnieć sobie cokolwiek. Usłyszałem cichy szloch. Spojrzałem na dziewczynę, która widocznie już się obudziła. Nadal leżała, jednak teraz łzy leciały po jej policzkach, a jej oczy spoglądały szczerze mówiąc, nie wiem na co. Położyłem się obok niej. Ta cisza była dziwna, jednak całkiem przyjemna. Chciałem cokolwiek powiedzieć, ale nie wiedziałem co. Obawiałem się, że coś źle zrobię.
- Mam dość. Nie jestem na ciebie zła, bo nie mogę. To nie twoja wina. To wszystko jest dobijające. Mogłam umrzeć i patrzeć na ciebie z góry. Miałbyś przynajmniej wszystkie wspomnienia...- pociągnęła nosem Laura
- Dobrze, że żyjesz. Nie żałuję, że tamten Ross zgodził się na przeszczep. Przynajmniej mogłem w jakimś sensie pomóc. A gdyby to Ross miał taki problem. Dałabyś mu umrzeć?- odezwałem się
- Dzięki, nigdy nie dałabym mu umrzeć.- powiedziała pewnie
- To masz już odpowiedź. On nie dał ci umrzeć. Miałem przedtem taką dziwną wizję...- zacząłem i opowiedziałem dziwne zjawisko.
Laura słuchała w skupieniu. Otworzyła usta i zaniemówiła.
- Ttty.. to zrobiłeś dla mnie?
- Ściślej mówiąc, to ten drugi ja. Widocznie bardzo cię kochał. Lau, wprowadzisz mnie w te wspomnienia i historię Rossa?- zapytałem
- Pewnie. Mogę do ciebie mówić Ross Rossie Lynchu drugi?- lekko się uśmiechnęła
- Tak.
*tydzień później*
Dzisiaj w końcu wychodzimy. Laura codziennie opowiadała mi trochę mojej historii. Właśnie skończyłem pakować do sportowej torby rzeczy.
- Gotowy?- zapytała Laura, wchodząc do pomieszczenia.
Pokiwałem głową i uśmiechnąłem się do dziewczyny.
- Riker ma czekać na parkingu- poinformowała czarnowłosa. Pokiwałem głową- Słuchasz mnie Ross? Co jest?
- Zastanawiam się czy kiedyś będę normalny. Czy moje wspomnienia wrócą? Czy zapomnę na przykład ten moment?- powiedziałem
Wyszliśmy ze szpitala i nareszcie mogłem poczuć świeże, chłodne powietrze, które otrzeźwiło mój umysł.
___________________________
Tym razem nudny rozdział, ale taki był jego zamysł.
Dedykacja rozdziału dla Ktoś Ktosiowy i Olivii<3
Co do koncertu R5 w Polsce... niestety nie jadę, a ktoś z Was jedzie?
Dzięki za wszystkie komentarze :)
Życzę udanego weekendu i do następnego :D
Kurcze, śliczne to zdjęcie <3

Komentujcie, piszcie co Wam przyjdzie na myśl, cokolwiek.

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 67.

- Przyjaciel powiedział, że łączy was tak silna więź, której nie można tak po prostu zniszczyć. Jednak coś trzeba zrobić. Zachowacie oboje życie, jeśli jedno z was poświęci się i zostanie mu wymazana pamięć. Nic nie będzie pamiętał. Decyzja należy do ciebie. Ty tracisz pamięć, lub Laura traci pamięć.- ogłosił Rik
- Ta decyzja może zmienić całe twoje życie, więc dobrze się zastanów- poleciła Rydel
- Mi możecie wymazać pamięć. Szkoda, że zapomnę swoje uczucia do Laury i ogólnie wszystko, ale dla niej warto.- powiedziałem stanowczo.
- To szlachetne. Jestem z ciebie dumna- odezwała się Ryd
- Odzyskam kiedyś pamięć?- zapytałem ostatni raz
- Nie wiemy.- odpowiedzieli równocześnie
- Okey. Jestem gotowy. Żegnajcie- lekko się uśmiechnąłem i cały świat zniknął mi przed oczami...
*Oczami Laury*
Obudziłam się w okropnie białym pomieszczeniu. Znowu szpital. Nade mną stał młody lekarz.
- Zadzwońcie do rodziny, dziewczyna się wybudziła.- polecił pielęgniarce
- Co ze mną jest?- zapytałam
- Nerka się przyjęła, pani stan jest w normie, jednak mogą być jakieś problemy w przyszłości.
Rozmawiałam z nim jeszcze kilkanaście minut, do czasu gdy przyjechała moja rodzina. Jak najciszej weszli do pomieszczenia, w którym się znajdowałam.
- Laura!- ucieszyła się Rydel.
Za nią wszedł Riker, Rocky i Ratliff. Podeszli do mnie i przywitali przytuleniem.
- Ile mnie nie było?- zadałam nurtujące pytanie
- Kilka miesięcy, jest teraz maj.- odparła Delly
- Ahaa nieźle, tak w ogóle gdzie jest Ross i jak to się stało, że tak szybko znalazł się dawca? Myślałam, że już po mnie.- odrzekłam
Ujrzałam zmieszanie na ich twarzach. Lekko podniosłam się z pozycji leżącej. Głos zabrał Riker:
- Otóż, dawcą jest Ross. Jeszcze się nie wybudził.
Doznałam szoku. Chciałam coś powiedzieć, ale do sali wparował ten sam lekarz.
- Ross Lynch się wybudził!- i tyle go widziałam.
Zaczęłam wstawać. Jak dobrze znowu być tutaj.
- Laura, nie możesz się przemęczać..- zaczął Rocky
- Nie przesadzaj Rocky, pomóż jej wstać!- skarciła brata Ryd.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Razem z Lynchami i Ellem przechodzimy przez kilka korytarzy, mijamy niezliczone ilości białych drzwi i podchodzimy do sali o numerze 228.  Biorę, głęboki wdech i naciskam zimną klamkę, która cały czas mrozi moje dłonie. W pokoju jest tylko jedno łóżko, w tym szpitalu to chyba norma. Zaciekawiony moją obecnością blondyn spogląda na mnie czekoladowymi oczami.
- Ross, dziękuję ci za wszystko..- podchodzę i mocno go przytulam.
Jednak nie oddaje gestu. Będzie nieciekawie. Wróciłaś! Potem pogadamy. Okey.
- Ja jestem Ross? Dziwne imię. Kim ty jesteś?- zapytał
Myślałam, że mnie wkręca.
- Ross, nie udawaj, nie żartuj.- szczerzę się, ale blondyn ma śmiertelnie poważną minę.
*Oczami Rossa*
Mówiła do mnie nieznajoma dziewczyna. Nie mam pojęcia, kim jest. Po chwili do pokoju wchodzą inni ludzie. Jedna wysoka blondyna i dwóch szatynów.
- Co z nim?- zapytała blond dziewczyna
- On chyba nic nie pamięta..- szatynka lekko się zachwiała.
Odruchowo wstałem i złapałem upadającą dziewczynę. Była całkiem ładna. Urocza była w niej również blizna na policzku. Musiała dużo przejść.
- Dddziękuję- szepnęła i usiadła na krześle.
- Ross, naprawdę nic nie pamiętasz?- odezwał się blondyn
- Wiem tyle, że nazywam się Ross. Nic więcej- odpowiedziałem- Kim wy jesteście?
- Ta dziewczyna tutaj- blondyna wskazała na szatynkę- To Laura Marano. Jest twoją dziewczyną. Chyba.
---------
Hej! Ale się skomplikowało :3
Ten zwrot akcji wymyśliłam już kilka miesięcy temu, ale nie wiedziałam kiedy go dodać, żeby nie było że od kogoś zgapiam fabułę. ;)
Jak Wam się podoba szablon? Moim zdaniem jest wspaniały, mimo iż wyobrażałam go sobie inaczej, efekt jest powalający. To dzieło Moniki4451 z Wonder Templates
Jak tam Wasze średnie? Świadectwa z paskiem nie będzie u mnie, ale oceny są całkiem niezłe.
Następny rozdział zadedykuję 2 osobom, która skomentuje pierwsza i ostatnia :3


Komentujcie, piszcie co Wam przyjdzie na myśl, krytyke, pochwały, cokolwiek. Chętnie z Wami popiszę choćby w komentarzach.
Do następnego ♥

czwartek, 28 maja 2015

Rozdział 66.

- Twój umysł jest tutaj, a ciało właśnie przechodzi operację przekazania jednej z twoich nerek Laurze.- wytłumaczył Riker, wchodząc do pomieszczenia
- Masz dużo czasu, ale nie możesz poznać odpowiedzi na wszystkie pytania.- dopowiedział Rocky
- Czasami właściwe pytanie jest cenniejsze niż odpowiedź na nie- podkreślił Ellington
- Po co i dlaczego tu jestem?- zapytałem
- Aby dowiedzieć się więcej- odparł Ell
- Gdzie jest Lau.. umysł Laury?- zwróciłem się do Rydel
- W swoim pokoju umysłu. My jesteśmy wytworem twojej wyobraźni, Laura ma swoje wytwory. Jednak nie może być twoim wytworem, tak jak ty nie możesz być jej, ponieważ oboje jesteście na sali operacyjnej i możecie zdecydować, które życie będzie trwać dalej.
- Czyje życie będzie trwać dalej?- odrzekłem szybko, aby moje rodzeństwo mogło mi przekazać więcej informacji.
- Twoje lub Laury.- poinformował Riker
To zabrzmiało jak wyrok śmierci. Albo ja umrę, albo Laura. Odpowiedź jest prosta.
- Skoro każde z naszej dwójki ma wybór, kto podejmie ostateczną decyzję?
- Zadałeś bardzo dobre pytanie, Rossie.- oświadczył Rocky- Ostateczną decyzję podejmie Przyjaciel.
Zacząłem przeglądać dogłębnie swoją pamięć. Jaki przyjaciel? Już wiem! Porwanie Laury i Vanessy. Przyjaciel powiedział nam, gdzie są porywacze i dziewczyny. Spojrzałem pytająco na Ella, na co on tylko pokiwał głową. Czyli o tego Przyjaciela chodzi.
- Kim jest Przyjaciel?- zadałem kolejne pytanie
- Nie wiemy. To siła wyższa, o której nie mamy pojęcia. Wiemy, jedynie tyle, że to on zdecyduje, co z wami będzie.
Aha.
* tymczasem oczami Laury*
Bez słowa zabrano mnie na salę operacyjną. Wbito mi strzykawkę z czymś usypiającym i.... no właśnie. Otworzyłam oczy w błękitnym pokoju. Z niczym mi się nie kojarzył, jednak było w nim coś znajomego. Podświadomościo, jesteś tam? Cisza. Wyjątkowo chciałabym, żeby zaczęłam mi gadać te swoje mądrości. Nagle z rogu pokoju wyszło kilka dobrze znanych mi osób. Raini, Rydel i czarno-biała Vanessa. Moja kochana siostra.
- Skąd się tu znalazłyście? Gdzie ja jestem?- zaczęłam wypytywać.
- Jesteśmy wytworem twojego mózgu. Jesteś w pokoju umysłu.- wytłumaczyła Vanessa
- Van, błagam, wróć do nas. Bez ciebie nie dam sobie rady.- szepnęłam
- Ja już nie żyję, Lau, ale ty tak. Musisz zdecydować które życie przetrwa. Twoje lub Rossa.- odpowiedziała moja siostra.
- Ross nie może umrzeć! Nie zgadzam się! Gdzie on jest? Nie pożegnałam się z nim. Jeśli mam go już nie zobaczyć, proszę o jeszcze jedno spotkanie.- błagałam
- Jeszcze nic nie wiadomo. Ostateczna decyzja należy do kogoś innego.- poinformowała Rydel
- Twoje ciało ma operację. Ktoś przekazuje ci nerkę. Możesz żyć tak jak przedtem.- odezwała się Raini.
- A Ross? Nie będę mogła z nim być! To moja wina. Nie powinnam na niego krzyczeć bez powodu i być taką..
- Przestań! Ross jest w swoim pokoju umysłu. Rozmawia ze swoimi przewodnikami umysłu. Wszystko będzie dobrze.- powiedziała Ryd
Już to widzę.
*Oczami Rossa*
Siedziałem w ciszy przez długi czas. Nie mam pojęcia, ile to trwało. W ''pokoju umysłu'' nie było reszty rodzeństwa. Mieli iść na jakąś naradę. Po strasznie długim czasie weszli do pokoju chyba przechodząc przez ścianę. Gwałtownie wstałem.
- Przyjaciel zdecydował.- odezwał się Riker
- No mów!- pospieszyłem brata
- Przyjaciel powiedział, że łączy was tak silna więź, której nie można tak po prostu zniszczyć. Jednak coś trzeba zrobić. Zachowacie oboje życie, jeśli...
_______________________
HEJ!
Musiałam dodać coś niecodziennego, bo po prostu taki mam styl :D
Aktualnie jestem trochę chora i postanowiłam dodać rozdział <3
Dzięki za wszystkie 15 komentarzy! ;)
 Jest jeszcze kilka dni na głosowanie gdzie ma być koncert R5, ja jestem za Krakowem, ale najważniejsze żeby zagłosować! http://www.r5rockstheworld.com/#/explore?country=PL

Komentujcie, piszcie co Wam przyjdzie na myśl, krytyke, pochwały, cokolwiek. Chętnie z Wami popiszę choćby w komentarzach.
Do następnego ♥