czwartek, 19 lutego 2015

Rozdział 55.

Machnąłem ręką i z nową energią postanowiłem spróbować jeszcze raz. Wbiegłem na piętro, kierując się do pokoju Laury i Rydel. Zapukałem. Usłyszałem głos Rydel mówiący 'Proszę'. Wszedłem na palcach do pomieszczenia. Delly siedziała na łóżku obok mojej Lau. Ciemnowłosa była zapłakana, miała zaczerwienione oczy i potargane włosy.
- To ja was zostawię samych- odezwała się Ryd i wyszła z pokoju.
- Laura, ja..- zacząłem
- Ross?- dziewczyna odwróciła się i spojrzała na mnie tymi ślicznymi oczami, w których można zatonąć.
- Tak to ja- odparłem
Laura zrobiła coś nieoczekiwanego. Wtuliła się we mnie i zaczęła szlochać w moją koszulkę. Gdy płakała, moje serce pękało.
- Ciii, nie płacz. Proszę- powiedziałem- Co się stało?
- Czekaj.- odsunęła się- Mam ci coś ważnego do powiedzenia
- Ja też. Mów pierwsza- zachęciłem
- Chciałam cię przeprosić, za to, jak cię nazwałam. Za te wszystkie słowa, które wtedy powiedziałam. Uwierz, ja tak nie myślę.- odrzekła
- Mogę pożyczyć gitarę?- dziewczyna zgodziła się.-Teraz ja. Przepraszam za wszystko. Bez ciebie nie dałbym rady żyć.
Zacząłem grać i śpiewać jednocześnie. Potem dołączyła się Laura i śpiewaliśmy to samo, nie znając kompletnie tekstu. Słowa wychodziły po prostu z nas.

I think about you
Every morning when I open my eyes
I think about you
Every evening when I turn off the lights
I think about you
Every moment every day of my life
You're on my mind all the time, it's true

I think about you, you you, you you
I think about you, you you, you you

Would you know what to say
If I saw you today
Would you let it all crumble to pieces
'Cause I know that I should
Forget you if I could
I can yet there's so many reasons

I think about you
Every morning when I open my eyes
I think about you
Every evening when I turn out the lights
I think about you
Every moment every day of my life
You're on my mind all the time, it's true

I think about you, you you, you you
I think about you, you you, you you

How long till I stop pretending
What we have is never ending
Oh ohh
If all we are is just a moment
Don't forget me 'cause I won't and
I can't help myself

I think about you ooohh
I think about you ooohh

I think about you
Every morning when I open my eyes
I think about you
Every evening when I turn out the lights
I think about you
Every moment every day of my life
You're on my mind all the time, it's true

I think about you, you you, you you
I think about you, you you, you you


- Laura, zostaniesz moją dziewczyną po raz drugi?- zapytałem
Pokiwała głową i ponownie mnie przytuliła.
- Powiesz co się stało?- spojrzałem na szatynkę wyczekująco.
- Znalazłam pracę w kawiarence. Pierwszego dnia było okey, dzisiaj już nie bardzo. Mój szef, on.. mi to zrobił- wydusiła
- Zgwałcił cię?- chciałem się upewnić
Przytaknęła.
- Zabiję go! Nikt nie ma prawa cię krzywdzić!- powiedziałem.- Zaraz wracam.
Wybiegłem z pokoju. Trzeba się naradzić  z chłopakami. Na korytarzu spotkałem Rydel.
- I jak?-zapytała
- Idź do Lau- rozkazałem, a sam zbiegłem na dół.
W salonie siedzieli Riker, Rocky i Ell.
- Jest problem. Mam plan- zacząłem i opowiedziałem wymyślony plan działania i zemsty.
*oczami Laury*
Zaczęłam się zastanawiać, co wymyślił Ross. Lekko mnie to przeraża. Nigdy nie wiadomo na jaki pomysł wpadnie. Oby tylko nie wpakował się w jakieś kłopoty. Do pokoju  weszła Rydel. Zaczęła mnie o wszystko wypytywać. Opowiedziałam jej.
- Powiem tak: Macie na siebie dobry wpływ.- odparła
Uśmiechnęłam się. Szczerze. Co ja bym zrobiła bez mojego kochanego blondyna? Byłabyś załamana i z nikim nie chciałabyś rozmawiać. To było pytanie retoryczne. Niech ci będzie. Z moich rozważań wyrwał mnie huk. Niczym torpeda wybiegłam z pokoju, kierując się na parter, do salonu.
- Co się stało?- krzyknęłam
W salonie stali chłopcy. Riker był strasznie blady. To zapowiadało kłopoty.
- Mów co się stało- rozkazałam
- Powiedz jej- doradził Ell
- Ale obiecaj, że nie wpadniesz w szał i nie będziesz robić nic głupiego- powiedział Rocky
- Obiecuję- odrzekłam
- ....
CDN.
___________________________-
Nie mam pojęcia kiedy next, przyszły tydzień mam cały zawalony. Wybaczcie.
Dziękuję za wszystkie komentarze ;*

wtorek, 10 lutego 2015

Rozdział 54.

- Hej- odezwałam się
- Cześć. Podwieźć cię?- zapytał
Przytaknęłam. Zjadłam kanapkę przygotowaną przez blondyna i wsiadłam do auta Van. Siostra zostawiła je swojemu kochanemu Rikusiowi. I dobrze. W kawiarni natknęłam się na szefa.
- Dzień dobry- powiedziałam, zwracając na siebie uwagę.
- Witam- odpowiedział- Gdy skończysz pracę, wpadnij do mojego gabinetu, musimy porozmawiać.
Pokiwałam głową i zajęłam się obsługiwaniem klientów. Moja zmiana minęła strasznie szybko. Zapukałam do drzwi gabinetu szefa. Po usłyszeniu 'proszę' weszłam do środka. Poczułam odór papierosów. Ohyda.
- Chciał mnie pan widzieć- odparłam
- Tak- powiedział.
Wstał, zamknął drzwi na klucz i przyszpilił mnie do ściany.
- Teraz czas się zabawić.
- Nie..proszę- odrzekłam.
Mężczyzna wygiął mi ręce, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Zaczął zdejmować ze mnie ubrania. Zaczęłam się miotać na wszystkie strony i krzyczeć. Oberwałam za to w twarz. Usta zakleił mi taśmą. Po chwili byłam naga. Coś trzeba zrobić. Jak uciec?! Moje serce zaczęło mocno walić. Zacisnęłam powieki, wiedziałam co zaraz nastąpi. Nie chciałam tego. Nic nie mogłam zrobić. Wszedł we mnie szybko i boleśnie dla mnie. Poczułam straszny, przeszywający ból. Przed oczami pojawił się David. Poziom adrenaliny wzrósł. Kopnęłam mężczyznę w krocze i popchnęłam na stół. Przewrócił się na niego i chyba zemdlał. Szybko założyłam ubrania i odkleiłam taśmę z ust. Zaczął się budzić. Drżącymi rękami przekręciłam klucz i uciekłam z tego piekielnego miejsca. Dotarłam do domu z rozmazanym makijażem i zalana łzami. Nie przejmując się nikim, wbiegłam do pokoju i trzasnęłam drzwiami. Teraz do mnie naprawdę dotarło. On mnie zgwałcił. Schowałam się pod kołdrą w obawie, że zaraz mnie znajdzie i zrobi to jeszcze raz. Kolejny raz zaczęłam płakać...
*oczami Rossa*
Postanowiłem wrócić do domu. Przemyślałem. Dotarło do mnie, że naprawdę kocham Laurę, pomimo tamtej kłótni. Wszedłem do posiadłości. Drzwi były otwarte. Przy schodach stał Ell, Riker, Rocky i Rydel.
- Yyy... cześć?- zwróciłem na siebie uwagę.
Delly wpadła i wtuliła się we mnie.
-Coś się stało.- stwierdziłem.
Gdy moja siostra się uspokoiła, zaczęła swój monolog:
- Vanessa wyjechała, Calum i Raini też. Laura przed chwilą wbiegła do domu i uciekła do swojego pokoju. Płakała. Coś poważnego musiało się stać.- skończyła mówić.
Postanowiłem pójść do ciemnowłosej. Zapukałem do drzwi pokoju Ryd i Lau. Odpowiedziała mi cisza. Otworzyłem drzwi. Na łóżku leżała zakopana w kołdrę Laura. Płakała. Nie widziała mnie.
- Idźcie sobie. Sama sobie dam radę!- krzyknęła.
Przestraszyłem się. Wybiegłem z pokoju i zacząłem analizować sytuację. To musiało być coś naprawdę poważnego. Zdołowany wróciłem do salonu i usiadłem na kanapie.
- Co jest, brat?- zapytał Riker
- Szkoda gadać- odparłem i tymi słowami zakończyłem naszą konwersację.
- Cokolwiek by się działo, warto próbować- odezwał się Rocky
- Rocky! Ty jesteś genialny! Powiedziałeś coś mądrego!- krzyknąłem
- Że co?- odrzekł
_____________________
Jak widać po rozdziale mój nastrój jest jakiś taki beznadziejny. Za chwile jadę robić projekt edukacyjny. Są ferie, a ja napisałam tylko ten jeden rozdział. Kompletna pustka. Nie wiem czy nie zawiesić albo usunąć tego bloga. Przepraszam. Zadźgajcie mnie kołkiem albo czymś. Whatever.



poniedziałek, 2 lutego 2015

Rozdział 53

Przed nami ukazało się to:

Wysiadłam z samochodu. Przy drzwiach stali Raini i Calum. Wyglądali super. Raini była w niebieskiej sukience, Cal w granatowym garniturze.
- Hej!- przywitałam przyjaciół
- Cześć- odpowiedzieli jednocześnie
- Idziecie jako para?- zapytałam z lekkim uśmiechem.
- Chyba już możemy powiedzieć?- zapytał Calum
- Moja mama ożeniła się z jego ojcem. Teraz jesteśmy ''rodzeństwem''.- odezwała się Raini.
Zatkało mnie.
- A gdzie Ross?- odparł Calum
- Wyjechał gdzieś. Pokłóciliśmy się i już nie jesteśmy razem.- odrzekłam
- Sorki..
- Nic się nie stało.- uśmiechnęłam się sztucznie.- Co macie takie miny?
- Jutro wyjeżdżamy. Do Nowego Yorku. Na stałe- powiedziała Rodriguez.
Moje serce rozpadało się na miliony kawałeczków. Najpierw Ross, potem Van, a teraz jeszcze Cal i Raini.
- Samolot mamy o 6:30.- dopowiedział Calum.- Przyjdziesz się z nami pożegnać?
- Tak. Vanessa wylatuje o 6:00. Do Londynu.- powiedziałam.
- Chodźmy na tą imprezę, póki tu jesteśmy!- krzyknął Worthy.
Pokiwałam głową i weszliśmy na ogromną salę. Jedna jej połowa była ''zasypana'' stołami, druga była przeznaczona do tańczenia. Wzrokiem zaczęłam szukać Lynchów, Ratliffa i Van. Ujrzałam ich siedzących przy najdalej stojącym stole. Podeszłam i usiadłam na wolnym miejscu. Było jeszcze jedno. Pewnie dla Rossa. Podczas całej uroczystości niewiele zjadłam, nie tańczyłam wcale. Siedziałam i gapiłam się w najbliższą ścianę. Vanessa tańczyła wtulona w Rikera, Rydel w Ellingtona, a Rocky w jakąś nowo poznaną dziewczynę. Raini tańczyła z Calumem. Moment... co?! Raini Rodriguez z Calumem Worthy?? Już nic mnie nie zdziwi. Impreza trwała do 3:30. Wróciliśmy do domu, aby zabrać spakowane rzeczy Van i pojechać znowu na lotnisko. Na lotnisku nie było wielu osób. To chyba z powodu wczesnej pory. Jako ostatnia podeszłam do siostry. Wtuliłam się w nią.
- Zaopiekuj się moim Rikusiem- powiedziała.- Wszystko się ułoży
I odeszła. Po prostu. W oddali ujrzałam Caluma i Raini.
- Chodźcie pożegnać ich- pokazałam na dwójkę przyjaciół
- Okey- powiedziała bezbarwnie Rydel.
- Nie pozabijajcie  się z Calumem- odparłam- A ty masz być dla Raini jak brat.
Oboje pokiwali głowami i zrobiliśmy grupowy uścisk. Musieli iść. Rodriguez pomachała i zniknęli w małym tłumie ludzi kierujących się w stronę tego samolotu. Było mi smutno. Straciłam chłopaka, przyjaciela, siostra wyjechała, a dwójka przyjaciół też. Przypomniałam sobie o pracy. Rydel podwiozła mnie pod kawiarenkę. Byłam skonana po nieprzespanej nocy, ale nie miałam wyboru.
*~*
Pierwszy dzień w pracy nie był taki zły. Co prawda mam dość. Ale przynajmniej mam pracę. Weszłam do domu. Poczułam zapach pizzy. Awww! Zabrałam się za jedzenie. Gdy zaspokoiłam głód, udałam się do salonu, gdzie byli Ellington, Rydel i Rocky. A gdzie Riker?
-Cześć wszystkim- powiedziałam
- Jak pierwszy dzień w pracy?- zapytała Delly
- Masakra- odparłam- A gdzie Riker?
- Jeszcze pracuje. Idź lepiej spać, jest już późno- poradziła blondyna.
Dowlokłam się do pokoju. Wzięłam prysznic i poszłam spać. To był długi dzień.
*~*
Obudził mnie telefon. Nie odebrałam, ale spojrzałam na zegar wiszący na ścianie. 7:30. Czas wstawać. Szybko się ogarnęłam. Zbiegłam na dół. W kuchni siedział Riker.
________________-
Wie, rozdział nudny i dodatkowo tak długo go nie było ;/ Nie mam już na nic zbytnio czasu, ale nie chcę zawieszać bloga, więc rozdziały będą raz na tydzień. Przepraszam. Możecie mnie zabić, utopić, spalić albo cokolwiek
Wyżyjcie się na mnie w komentarzach ;), czyli jak zwykle:
Komentujcie :D