wtorek, 31 marca 2015

TB

Zostałam nominowana przez Abi do TB- Telephone Blog. Nominuje się 8 osób, aby napisały One Shota w kategorii wybranej przez nominowanego. OS musi być napisany na telefonie i nie można poprawiać błędów!
Ja nominuję: 
1. Raura Laura
2. KATHARINA
3. Sisi Marano
4. Tinsley
5. Mary Jane
6. Tajemnicza Dziewczyna
7. Alex Rover
8. Julia Lynch
Kategoria: Dowolne opowiadanie fantastyczne
Macie tydzień :D
Przedstwam mojego oS-a:
Za cznijmy standardowo... nazywam się Laura Marano. Mam dwadzieścia lat i właśnie władowałam się w niezłe gówno. Otóż zapisałam się do wojska, ale tylko na zwykły trening, a okazało się, że... właśnie idę na wojnę. To nie j est zwykłą wojna. To wojna pomiędzy zwykłym ludźmi a wampirami. Te okropne stworzenia zniszczył y moją rodzinę. Zabiły moic h rodziców i siostrę. Teraz ja powybijam je wszystkie lub zginę walcząc. Nie będą się panoszyć po moim Los Angeles.
Razem z ponad setką innych ludzi, zaopatrzonych w kołki i lasery- w końcu żyjemy w XXI wieku, ruszyłam na pole bitwy. Wampiry mia\ly na oko tyle samo żołnierzy co my, jednak mieli jedną przewagę - szybkość.
 Wal ka się zaczęła.
Sprawnie zadźgałam kilka wampirów i pobiegłam dalej. Nagle jeden z nich zaskoczył mnie od tyłu, skacząc na mnie i popychając w stronę urwiska. Szarpałam się ile mogłam. Gdy byłam przy samej krawędzi. coś stało się przeciwniko wi. Martwy Opadł na ziemię. Chwilę później ruszył na mnie kolejny. W jednej chwili, gdy spojrzał mi w oczy, zrezygnował z chęci mord u. Odsunął się i miał zamiar odejść. Złapałam go za ramię w celu spytania dlaczego. On jednak zniknął mi z oczu tak szybko, jak się pojawił.
Godziny mijały, a ja opadałam z sił. Zobaczyłam tego samego wampira, który darował mi życie, walczącego z jednym z  ludzi.
Wzięło mi się na przysługi.
Odrzuciłam człowieka od krwiopijcy. Spojrzał na mnie ze zdziwieniem. Wzruszyłam ramionami i ujrzałam ciemność.
*
Przebudził mnie ból głowy. Delikatnie otworzyłam oczy i kilkakrotniezamrugałam aby wyostrzyc obraz. Od razu się przeraziłam. Nade mną stał TEN sam wampir z blond włosami i czekoladowymi oczami.
- Gdzie jestem? czego ode mnie chcesz? Zabij mnie od razu.- powiedziałam
- Nawet gdybym chciał cię zabić, nie mogę. Jesteś w Akademiku, gdzie przebywają istoty nadnaturalne.
- Czemu?- spytałam
- Nie wiesz kim jesteś? Bo jesteś demonem.- wytłumaczył
Zaczęłam się śmiać.
- Ciebie chyba powaliło. Przecież jestem człowiekiem. Gdybym była demonem, sługą diabła, miałabym ogniste oczy, a mam brązowe.- stwierdziłam
- To spójrz w lustro- podał mi małe lusterko, które przyjełam z niepewnością. Spojrzałam w odbicie i zamarłam.
Miałam ogniste oczy, tak jak w legendach. Nie, nie mogłam być tym czymś!
- Demony są bardzo rzadkie, więc całkiem interesujace jest to, że dziewczyna walcząca z wampirami jest demonem. Chociaż, twoja matka była aniołem, a ojciec wampirem. Mieszanka wybuchowa. I mamy demona- wyszczerzył się
- Moi rodzice byli zwykłymi ludzmi, zabitymi przez twoją rASĘ!- krzyknęłam mu prosto w twarz
- nIe wiesz o nas pewnie tego, ze umiemy dużo dowiedzieć się z krwi istot. Ty na przykład, jesteś Laura Marano, rodzice nie żyją, siostra również. Masz czystą krew demona, z niewielkim wkładem wampira. Patrz zęby.
Dotknęłam palcami zebów i okazało się, z eten wampir miał rację.
- KIm ty w ogóle jesteś?- zapytałam
- Ross Lynch- podał mi rękę, którą niepewnie uścisnęłam- Od pół roku wampir, bez rodziny, którą zamordowały wilkołaki.
Lekko się ukłonił.
- Co z wojną?- przypomniałam sobie o najwaeżnijszym.
- Walczą tylko ci, którzy mają więcej niż 25 lat. Zabrałem cię tutaj, bo uratowałaś mi życie i jesteś ciekawą zagadką, którą zamierzam rozwiązać.
- Czyli co? Mam tutaj z tobą mieszkać? Z wampirem? Demon i wampir? Ty jesteś jakiś nienormalny.
- Raura.- odrzekł chłopak
- Głupie to, ale nazwa kreatywna- skomentowałam
- Wiem, bo moja.
Nie ma to jak nowe życie z wkurzającym wampirem.

czwartek, 26 marca 2015

Rozdział 58.

Prowadzona intuicją, szłam korytarzami, nie natrafiając na nikogo.  Byłam przestraszona, ale moje ciało przeszywała wola walki o przyjaciół. To dziwne. Nigdy nie przypuszczałabym, że razem z braćmi i Ellem będziemy szukać przyjaciółek w opuszczonym budynku. Miałam wielkie obawy, co do powodzenia tej 'misji'. Nie dam rady. Nagle usłyszałam lekki pisk. Jakby znajomy głos.
- Cicho chłopaki- syknęłam
Nadal wsłuchiwałam się szukając źródła dźwięku. Po kilku sekundach pisk powtórzył się. Intuicyjnie skręciłam w lewy korytarz. Zaczęłam biec. Przestałam słyszeć rodzeństwo. Nie miałam pojęcia czy idą za mną. W głowie obijał mi się tylko płacz i jakieś błaganie. Po lewej ujrzałam jakąś salę. Weszłam tam jak najciszej. Z tego pomieszczenia było jeszcze wyjście do drugiego pokoju. Zbliżyłam się do uchylonych drzwi. Zobaczyłam tam Vanessę i Laurę. Van była przywiązana na jakimś krześle. Lau leżała na podłodze. Skojarzyłam sobie fakty. To Laura błagała! Boże, niech ona tylko żyje! W pokoju było jeszcze dwóch facetów. Pierwszy był szatynem, dosyć wysokim. Miał około 40 lat. Drugi napastnik w ręce trzymał pistolet. Brunet, około 28-30 lat. Gdy w końcu się 'ocknęłam', usłyszałam chłopaków za mną.
- Co robimy?- szepnął Rocky do Rika
- Nie róbcie niczego pochopnie.- zaczęłam, ale w tej chwili brunet zaczął z całych sił kopać ledwo żyjącą młodszą Marano. Nie umiałam na to patrzeć- Wchodzimy!
Wbiegłam do sali, gdzie przebywały siostry Marano. Podbiegłam do nich, obracając się na wszystkie strony. Obok mnie po chwili znalazł się brunet. Zaczęłam cofać się do tyłu. W tym momencie napastnik został przewrócony przez Ratliffa. Ell mi pomógł? Potrząsnęłam głową, aby skupić się na przyjaciółkach. Usłyszałam wystrzał z pistoletu. Vanessa opadła na ziemię, a Lau leżała dalej nieprzytomna. Później mężczyzna strzelił jeszcze raz, po czym przewrócił się na ziemię. Z głowy leciała mu krew. Potem wszystko działo się jeszcze szybciej. Przestałam cokolwiek słyszeć. Ross rzucił się na jednego z mężczyzn. Żaden z obu napastników już się nie poruszył. Czy moi bracia przed chwilą zamordowali ludzi? Chwilę później nie widziałam już nic...
*~*
Obudziłam się ze strasznym bólem ręki. Jęknęłam i otworzyłam oczy. Nade mną stał Rocky. Na jego twarzy pojawił się lekki uśmiech. Spróbowałam wstać- bez skutku.
- Gdzie jest reszta?- zapytałam
- Ross i Riker pojechali z dziewczynami do szpitala. My zostaliśmy tutaj- odpowiedział szatyn
- A co z Ellem?
- Tak się o ciebie martwił, że kazałem mu zostać w drugim pokoju. Jeszcze zszedłby na zawał. Podnieść cię?
Przytaknęłam
Teraz już jestem pewna gdzie aktualnie jestem. W naszym domu. Nie tym rodziców, ale w tym gdzie mieszkamy z Lau i Van.
- Zawołasz Ratliffa?- poprosiłam
Chwilę później obok mnie zmaterializował się mój przyjaciel. Może ktoś więcej? Łączy nas tylko przyjaźń. Może coś więcej?
- Jak się czujesz?- zapytał zatroskany Ell
- Fajnie cię widzieć- uśmiechnęłam się słabo
- Ciebie też- powiedział Ell
- To ja was zostawię- odezwał się Rocky i wyszedł z pomieszczenia
- Co z dziewczynami? Są całe? Jak się czują?- resztki adrenaliny odezwały się w moim ciele.
- Stop. Nie jestem w stanie odpowiedzieć na tyle pytań w ciągu sekundy- uśmiechnął się- Laura i Vanessa są w szpitalu. Nie wiem co z nimi. Ross i Rik jeszcze nie dzwonili. Jeszcze jakieś nurtujące pytania?
- Czy chłopaki zabili tych ludzi?- odparłam
Zobaczyłam, jak Ratliff się spina.
- Moi bracia są mordercami?
__________________________________
Heeej!
Rozdziałów dłuższych nie potrafię pisać, znam swoje granice kiedy kończą się dobre pomysły.
Wiem, że znowu nawaliłam, ale nie chcę zawieszać tego bloga i jakoś będę to ciągnąć mam nadzieję z radością :)
Co tam u Was? Jest tu jeszcze ktoś?
Komentujcie, do następnego!

niedziela, 15 marca 2015

Rozdział 57


Rozdział dedykowany: Juli Lynch, ponczkowi54, Anonimkowi, Kindze R5er, Olivii <3, Ani Rudzie, Karci Lynch, Żelko Jadkowi ;*, Agacie Dobrzynieckiej, Dagaa, 
Ryd: Przyjeżdżajcie.
Rik: Będziemy niedługo. Pa
Schowałam telefon do kieszeni. Ręce trzęsły mi się jak galaretka. Kiedy oni przyjadą? Co tak długo? Strasznie się niecierpliwiłam. Kolejne kilka godzin były najdłuższymi w moim życiu. Usłyszawszy dźwięk silnika, wstałam z krzesła i podbiegłam do drzwi. Chłopcy wychodzili już z auta. Otworzyłam drzwi i wpuściłam ich do środka. Wtuliłam się w braci. Potrzebowałam tego. 
- Gdzie jest Laura?- zapytał Ross, rozglądając się po pomieszczeniu
- Nie powiedziałeś mu?- lekko skarciłam Rikera
- Zacząłby szaleć- odpowiedział. Nerwowo potarł włosy- Ross, Laura została porwana, tak samo jak Van. Przynajmniej tak przypuszczamy. Nie rób nic głupiego.
Młodszego blondyna zatkało. 
- Aalle jjak tto?- wydukał
- Wszystko będzie dobrze..- odezwałam się i lekko uścisnęłam prawie najmłodszego brata.
- Co z tym listem?- przypomniał Rik
Podałam mu kartkę. 
- Jaka mafia? Jaki Ryland? Co to ma być!- krzyknął Rocky
- Ale gdzie są Lau i Nessa?- odparł Ell
W tym momencie zdzwonił telefon Rossa. Chłopak odebrał, porozmawiał chwilę, zbladł jeszcze bardziej i wyłączył urządzenie, opadając na sofę. 
- Co jest?- zapytał Rik
- Oni chcą zabić moją Lau. Nie mogę na to pozwolić. Jadę.
- Nigdzie nie pojedziesz!- odrzekł Riker
- Nie rozumiesz. Oni. Chcą. Zabić. Moją. Dziewczynę. Laurę! Muszę. Jechać
- A co z Vanessą? Rozumiem cię doskonale, ale robienie czegokolwiek pochopnie nie jest dobrym pomysłem.- Riker przeważnie był bardziej dojrzały, ale nie podejrzewałam, że aż tak. 
- W liście było coś o jakieś broni. Może warto byłoby przeszukać dom?- zaproponował Ell
- Ok. To szukamy.
Każdy z nas poszedł przeszukiwać inny pokój. Mi przypadła sypialnia rodziców. Pod łóżkiem znalazłam jakieś pistolety, granaty i inne takie. Rodzice trzymali coś takiego w domu? Zabrałam wszystko na dół, do salonu. Reszta rodzinki plus Ratliff miała na podłodze podobne rzeczy do tych, które przytargałam z sypialni. To było co najmniej dziwne.
- Zastanawia mnie to, po co im Lau i Van- pomyślał na głos Rocky
- Gdybyśmy ich nie poznali, nie miałby kłopotów i nie byłyby w niebezpieczeństwie- dopowiedział Rik
Chciałam coś jeszcze powiedzieć, ale przeszkodził mi w tym sygnał sms-a. Odczytałam wiadomość na głos:
- ''Są w starej fabryce kilkaset metrów od domu~przyjaciel''
- Ktoś sobie robi żarty?- odrzekł niepewnie Ell
- Możliwe. Ale idziemy tam. Delly, zostajesz. Nie możemy cię narażać.- powiedział Rik
- To są moje przyjaciółki! Nie mogę ich zostawić!- krzyknęłam.
- No już dobra. 
*~*
Po przygotowaniu sprzętu, wyszliśmy z domu, zamykając go na klucz. Tak dla pewności. Tu nic nie było pewne. Jak w jakimś filmie. Ale to nie film, to życie. Tak jak mówił ''przyjaciel'' kilkaset metrów od naszego domu, znajdowała się stara fabryka o której żadne z nas nie miało pojęcia. 
- Jesteśmy.- poinformował Rocky
- Nie wiem, co będzie dalej, czy stąd wyjdziemy.- odezwał się dotąd milczący Riker
- Będzie dobrze- dodałam reszcie otuchy i pierwsza weszłam do pomieszczenia.
---------------
Cześć! Wiem, znowu nawaliłam ale powoli wena mi wraca. Aktualnie uczę sie  na chemie, biologie i angielski. Masakra. Dzięki za wszystkie komentarze. Dzięki Dagaa za radę, w wolnym czasie na pewno coś poczytam :)
Next spróbuję napisać jak znajdę trochę wolnego czasu, za tydzień mam rekolekcje więc nie będzie tak źle. Do napisania!
Komentujcie ;)
Ps: Natalia odpowiedziałam na Twoją nominację ;)


poniedziałek, 2 marca 2015

Rozdział 56

- Obiecuję- odrzekłam
- Nessa została porwana- odpowiedział Riker
Co się stało? Van? Gdy mój mózg analizował dopiero co zasłyszaną informację, reszta ciała stała w osłupieniu i nie wiedziała co robić. Ocknęłam się dopiero, gdy ktoś zaczął mi machać przed oczami ręką.
- Trzeba coś zrobić!- krzyknęłam.
- Obiecałaś, że nie zrobisz nic głupiego- przypomniał Ratliff
- To jest moja siostra! Nie rozumiesz tego? Muszę coś zrobić! Nie mogę siedzieć z założonymi rękoma i czekać na rozwój wypadków. Oprócz niej nie mam nikogo- powiedziałam i pobiegłam na górę.
*oczami Rydel*
Laura wybiegła. Vanessę porwali. Co się z tym światem dzieje?
- Będziemy musieli stąd wyjechać. A przynajmniej część nas. Rydel, musisz zabrać Laurę i pojechać do tego miejsca, gdzie jeździliśmy z rodzicami. Reszta zostaje tutaj- zarządził Riker.
- Mogę jakoś pomóc tutaj..- powiedziałam
- Nie.
Nie umiałam drugi raz się sprzeciwić. Weszłam na piętro, do pokoju mojego i Lau. Zabrałam torbę i zaczęłam pakować kilka najpotrzebniejszych rzeczy.
- Co robisz?- zapytała Lau
- Wyjeżdżamy. Pakuj się- rozkazałam, a ciemnowłosa zaczęła wykonywać moje polecenie.
Spakowałyśmy się w kilka minut. Po chwili byłyśmy już w moim aucie. Nie pozwoliłam się jej nawet pożegnać z Rossem. Co ze mnie za przyjaciółka. Całą drogę jechałyśmy w ciszy i skupieniu. W końcu dotarłyśmy do miejsca gdzie uwielbiałam przebywać w dzieciństwie. Wyjęłam torbę z bagażnika i ruszyłam w stronę drzwi, wyjmując klucz. Otworzyłam drzwi. Wnętrze było czyste, jednak trochę zakurzone. Nie było mnie tu od pięciu lat.
- Lau, jeśli mogłabyś to zamknij drzwi na klucz i chodź za mną- odparłam
- Gdzie my jesteśmy?- zapytała
- Tutaj przyjeżdżaliśmy z rodzicami. Co to za kartka?- podeszłam do wspomnianej kartki na lodówce.
Otworzyłam ją i zaczęłam czytać.
''Kochane dzieci!
Jeśli któreś z Was czyta ten list, to znaczy, że nas już nie ma. Musimy wytłumaczyć kilka spraw. Jest Was piątka. Była przynajmniej. Wasz najmłodszy brat- Ryland, zaraz po urodzeniu został porwany z naszego domu.  Nie chcieliśmy Wam mówić. To był jakiś gang. Tata postanowił zaopatrzyć naszą rodzinę w jakiś sprzęt. W domu są pochowane bronie. Tutaj też powinny być.  Musicie chronić własnych przyjaciół. Nigdy nie wiadomo, czy ten jakiś gang nie ma Was na oku. Trzymajcie się razem.
Mama i Tata. ''
Upuściłam  torbę. Co to jest? Jak mogli nam nie powiedzieć?! Muszę zadzwonić do Rika.
- Rydel, uspokój się.- odezwała się  Laura.- Zostawiłam w samochodzie MP3 i muszę po nie iść.
I wyszła. A ja nadal stałam niczym słup soli i patrzyłam na idealnie wykaligrafowane litery. Prześliczne pismo mamy...
*kilkanaście minut później*
Laura jeszcze nie wróciła. Zaczęłam się martwić. Wyszłam z domu. Nie ma jej. W samochodzie- nie ma. W ogródku- też pusto. Miałam ją pilnować! Chyba będzie trzeba zadzwonić do reszty. Nerwowo przeszukałam kieszenie, wcześniej wchodząc do domu i zamykając wszystko na klucz. Gdy w końcu znalazłam telefon, wybrałam numer Rikera i dotknęłam zielonej słuchawki. Odebrał po kilku sygnałach.
Rik: Tak Ryd?
Ryd: Nie wiem gdzie jest Laura. Wyszła do samochodu i nie wróciła. Do tego, znalazłam przypadkiem list od rodziców. To ważne, Riker
Rik: Od rodziców? Laurę? Ross, przeszkadzasz mi! Sorki siostra. Musze kończyć. Mamy przyjechać do ciebie czy jak?
________________________
Cześć! Znowu zawaliłam. Niemal czuję, że się wypalam... nie mam już milionów pomysłów, całodobowej chęci i tego czegoś. Dziękuję, że ktoś to czyta. Na razie postaram się cokolwiek pisać, bo nie chcę usuwać bloga.
Do ''zobaczenia'' kochani!
Komentujcie!