piątek, 24 kwietnia 2015

Rozdział 61

Polecam wyjątkowo włączyć tą muzykę
- Nie wiem jak to pani przyjmie, ale panna Marano nie żyje.
*oczami Rossa*
Panna Marano nie żyje.Panna Marano nie żyje. Panna Marano..moment! Jak to: nie żyje??
- Jak to?!- krzyknąłem
- Panna Marano nie żyje- powtórzył beznamiętnie lekarz.
Mój świat całkowicie się załamał. Straciłem Laurę. Całkowicie. Ale dlaczego? Moją Laurę?!
- Którą z sióstr?-  zapytał trzeźwo myślący Ellington.
Nie potrafiłem wyłączyć jednego wspomnienia, które akurat teraz wróciło.
''13 sierpnia 2009
Rodzice zaraz przyjadą do domu. Ciekawe, co nam kupili- myślałem. Nagle zadzwonił telefon. Riker odebrał. Chwilę słuchał, później tylko pokiwał głową i odłożył słuchawkę. 
- Kto dzwonił?- zapytała Rydel
- Jacyś ludzie- poinformował Rik, który stał się dziwnie blady. 
- Co chcieli?- zapytał Ell
- Powiedzieli, że samolot, którym lecieli nasi rodzice miał wypadek. Nikt nie przeżył- wydukał i zaczął płakać.
Dopiero po chwili dotarły do mnie te słowa. Nasi rodzice...nie żyją.''
- To były siostry? A no tak, nazwisko miały te same i przywieziono je w tym samym czasie.- przypomniał sobie lekarz- Jedna jest cała i znajduje się w sali obok. Nie pamiętam, jak się nazywa.
Chciałem jak najszybciej znaleźć się w tej sali. Która z sióstr żyje? Uprzedził mnie Riker i wszedł jako pierwszy. Brat wyszedł załamany.
- Laura czy Van?- zapytałem
Nie odpowiedział. Rocky postanowił się dowiedzieć. Zajrzał do sali i powiedział:
- Vannessa Marano nie żyje.
Czyli Lau jest cała? Gdy się dowie, że Nessy już nie ma to się załamie.
- Laura wie, że jej siostra nie żyje?- zapytała lekarza Rydel
- Jest nieprzytomna więc nie wie.- wyjaśnił
Jak on mógł mówić tak bezdusznie o śmierci? Nie rozumie, że to była nasza Van? Ujrzałem Rikera osuwającego się na podłogę. Podszedłem do niego i po prostu przytuliłem.
- Masz więcej szczęścia niż ja, młody..- odparł i chyba zemdlał.
Postanowiłem wejść do Laury. Niepewnie wszedłem do pomieszczenia. Lau leżała podpięta do różnych kabelków. Na głowie miała bandaż. Nawet z ogromną blizną na lewym policzku wyglądała ślicznie. Ciekawe, kiedy się obudzi.
- Tak Nessa, zaraz zrobię ci tą kanapkę. Bez sera? Okey- szeptała przez sen.
Zaczęła lekko rozchylać powieki. Kilka razy zamrugała i rozejrzała się po pomieszczeniu.
- Ross?- odezwała się zachrypiałym głosem
- Tak, to ja- uśmiechnąłem się
- Gdy szłam do auta, oni mnie zabrali. Potem byłam w takim dziwnym pomieszczeniu. Vanka tam była. Nie pozwoliła mi mówić jak mam na imię. Oni nie wiedzieli która z nas jest którą. Potem chcieli zabić Nessę. Błagałam ich, żeby tego nie robili i wtedy poczułam ból w okolicach brzucha. I ciemność- zakończyła swój monolog.
- Wiesz, że gadałaś przez sen?- zmieniłem temat
- A co gadałam?- zapytała zaciekawiona
- Coś o kanapce dla Nessy. Bez sera- uśmiechnąłem się lekko.
- Gdzie Rydel, Ell, Rocky, Rik i Van?
- Zaraz tu przyjdą. Chodźcie- zawołałem
Wszyscy, oprócz Rikera i oczywiście Van weszli do pomieszczenia. Wszyscy mieli podkrążone oczy z płaczu.
- Co się...
____________________________
Cześć! :)
Chyba jednak mnie nie zabijecie :P
Dziękuję za wszystkie komentarze :D
Jak myślicie, co będzie dalej? Zdradzę jedynie, że mam ostatnio średnią fazę na pisanie ale wiem co może być tak za 2 rozdziały.
Ma ktoś może jakiś pomysł na nazwę dla czytelników tego bloga i jakieś tło nowe na bloga? ;d Ja szukam tła ale nic mi nie wpada do głowy ;/
Komentujcie! <3


wtorek, 14 kwietnia 2015

Rozdział 60.

- Riker dzwonił ze szpitala. Musimy tam jechać, bo.... no właśnie nie wiem, bo mi nie powiedział- wydukał Rocky i zajął się rozmyślaniem.
- Okey, zbieramy się- wstałam
- Delly, we wszystkim wyglądasz pięknie, ale ludzie w szpitalu się zdziwią, jak cię zobaczą w piżamie- zauważył Ratliff
Spojrzałam na swoje ubranie. Rzeczywiście. Piżama. Z garderoby zabrałam najpotrzebniejsze rzeczy i jak najszybciej się przebrałam. Niczym struś pędziwiatr założyłam buty i wybiegłam z domu. Za mną zjawił się zdyszany Ell.
- Wow- powiedział.
Weszłam do samochodu. Gdy Ell i Rocky wskoczyli do samochodu, wyjechałam z niedozwoloną prędkością z posesji. Kilkanaście minut później zaparkowałam pod szpitalem i skierowałam się w stronę wejścia do szpitala. Podczas jazdy do szpitala dowiedziałam się, że Riker ma czekać przy recepcji. Chwilę siłowałam się z drzwiami, na których było napisane ''ciągnąć'', a ja głupia ''pchałam''. W końcu zjawiłam się przy recepcji. Na korytarz siedział Ross. Miał być Riker.
- Ross- krzyknęłam, ale zostałam uciszona przez recepcjonistkę.
Blondyn wstał i lekko się uśmiechnął. Podeszłam do niego i mocno go przytuliłam.
- Jak się czujesz?- zapytał
- Jest dobrze.- odpowiedziałam- Co z dziewczynami?
- Są operowane.- zakomunikował
- A co z tymi kolesiami, których- przełknęłam ślinę- zabiliście?
- Gdy wyszliśmy z tego dziwnego budynku, wszystko wybuchło. Raczej nic z nich nie zostało. Nadal nie umiem sobie wybaczyć, że zabiłem.- spojrzał w ziemię
- Gdybyś tego nie zrobił, wszyscy bylibyśmy już w kostnicy. Uratowałeś nas, Ross. Ty i Riker. Jesteście najlepszymi braćmi o jakich można marzyć.- odparłam
- Na serio tak uważasz?- chciał się upewnić
''- Ellu, to są właśnie moi bracia. To Riker, ma 9 lat, jest najstarszy; ten tu to Rocky, ma 6 lat, a to jest najmłodszy- Ross, ma 5 lat.
- Jestem Ellington.- przedstawił się mój przyjaciel

- Od dzisiaj jest naszym bratem, zrozumiano małpy?- udałam powagę
- Tak jest!- wszyscy zasalutowali i zaczęliśmy się śmiać.''

''- Delly, przepraszam, nie chciałem zniszczyć twojej laki. To był tylko taki test- tłumaczył mi się 7-letni Ross
- Zabiłeś moją kochaną Natalie!- krzyczałam
- Czekaj Ryd. To dla ciebie. To nasza wspólna wina- powiedział Riker i podał mi nową Natalie.
- Kupiliście ją? Dla mnie?- uśmiechnęłam się
- No, tak- odpowiedzieli chórem Riker, Ross, Rocky i Ell
Potem wszyscy bawiliśmy się tą lalką''
- Jestem tego pewna- odrzekłam
- Gdzie Riker?- zapytałam
- Siedzi pod salą i pije kolejną kawę. Jest wykończony, ale nie chce opuścić Vanessy.- wytłumaczył
- Chodźmy do niego- pospieszył Rocky
Ross zaprowadził nas na drugie piętro. Pod salą operacyjną stał Riker, z kubkiem po kawie w ręce. Gdy nas zauważył, odłożył kubek i mocno się we mnie wtulił. W takich chwilach strasznie brakuje mi mamy.
- Rydel, ja zabiłem- szepnął
- Nie myśl już o tym.- poradziłam
Wszyscy usiedliśmy na krzesłach przy sali operacyjnej. Momentalnie wstałam, gdy lekarz wyszedł z tamtego pomieszczenia.
- Ktoś z rodziny tych dziewczyn? Nazwisko...- zapytał lekarz
- Marano- dopowiedziałam- Co z nimi??
- Tak. Chyba skądś cię kojarzę. Nie byłaś tu już przypadkiem?- odezwał się lekarz. Przeczytałam na plakietce, że na nazwisko ma Tyler.
- Tak, byłam dużo razy. Panie Tyler, niech pan gada, co z dziewczynami, które przed chwilą były operowane!!- wykrzyczałam mu to prosto w twarz
- Niech się pani uspokoi..- polecił.
- Proszę mi powiedzieć, co z nimi!- już nad sobą nie panowałam
- Nie wiem jak to pani przyjmie, ale panna Marano nie żyje.
----------------------
Ha ha! Ten rozdział to kompletnie w moim stylu :D
Moment, mam tzw. ''mrówki'' na stopie.
Przepraszam, że musieliście tyle czekać na rozdział ;)
Jak myślicie, czy to koniec?
(złowieszcza mina)
Dowiecie się później
KOMENTUJCIE, BO CHCĘ POZNAĆ WASZĄ OPINIĘ ;)

czwartek, 9 kwietnia 2015

TB 2


Druga nominacja, bo na nominację od Sashy nie miałam pomysłu. Przepraszam, może kiedyś napiszę OS'a na twój temat? Kto wie ;)
Dzięki ktoś ktosiowy za nominację, akurat an to miałam pomysł. To kategoria: Śmierć nas nie rozłączy/zakazana miłość 
Rozdział już niedługo ;*
Nie, nie mogłam. Więc czemu to zrobiłam?
Pewnie chcecie poznać całą historię. Już niedługo nie będzie miał kto jej opowiedzieć.
Jestem Laura Marano. Mam 19 lat, byłam szczęśliwa. Dopóki nie poznałąm JEGO. Spotkałam go w skzole muzycznej, uczyłam się tam od dawna. Był nowym uczniem, ponoć bardzo uzdolnionym. Ja jako jedyna nie miałam pary, więc dorzucili go do mnie. Był miły. Ciemnooki blondyn, w moim wieku. Ciągle uśmiechnięty. Ross Lynch. Zaczęliśmy się dogadywać. Naprawdę, dobrana para z nas była. Zaczęliśmy się przyjaźnić. On potrafił pięknie śpiewać, a ja grać na keyboardzie i gitarze. Później nauczyłam go gry na tych instrumentach. Jendak po jakimś czasie ogłoszono konkurs. Jakaś komisja wybrała jego, otrzymał szansę wybicia się jako piosenkarz. Udało mu się. Po kilku miesiącach ten zwykły chłopak stał się mega gwiazdą. Miał talent. Nie zapomniał o mnie. Nadal się przyjaźniliśmy, ale nie pokazywaliśmy się razem na galach. Ja tego nie chciałam, a on to rozumiał. Wtedy zaczęły się kłopoty. Ross wyruszył w światową trasę koncertową, a ja zostałam w Los Angeles. Moi rodzice zginęli w wypadku. Bardzo to przeżyłam, ale po jakimś czasie pogodziłam się z ich śmiercią.  Niedługo później doszła do mnie wiadomość, że Ross znalazł dziewczynę. Wysoką blondynkę, o niebieskich oczach i plastikowym spojrzeniu. Moje przeciwieństwo. Wtedy dotarło d mnie, że go kocham. On jednak nic do mnie nie czuł. Myślałam o tym przez kilka tygodni. Ross w tym czasie wrócił z trasy. Był tak samo uśmiechnięty jak zawsze. Nie umiałam się z nim pożegnać, powiedzieć że to koniec. Napisałam mu list, który wrzuciłam do skrzynki. Ruszyłam na największy most w LA. Popatrzyłam w szybko płynącą rzekę. Nie przezyję, nie ma szans. Nie umiem pływać. W świetle latarni ujrzałam postać. Czy to był Ross? Miałam na głowie kaptur, pewnie mnie nie rozpozna. Przeszłam przez barierkę, będąc o krok od śmierci.
- Jaki masz powód?- spytał blondyn, robiąc to co ja.
- Chłopak, którego kocham, na pewno nie odwzajemnia moich uczuć, a ty?- powiedziałam. Nie mam nic do stracenia.
- Dziewczyna, którą kocham całym sercem, zabiła się, bo myślała, ż emam inną. Do zobaczenia- uśmiechnął się.
Wyjął nóż z kieszeni i wbił go sobie w serce, opadając do wody.
- Nie, Ross! Nie mogłeś odjeść!- krzyknęłam.
Zaczęłam płakać. On mnie kochał.
Mam nadzieję, że się spotkamy,.
Skoczyłam i tak nastąpił mój koniec. Mam nadzieję, że się spotkamy i na zawsze będziemy razem.

sobota, 4 kwietnia 2015

Rozdział 59

- Moi bracia są mordercami?
- To było wielkie zamieszanie... Nie jestem pewien.- zaczął się jąkać
- Czyli jednak..- stwierdziłam
- Rydel, gdyby nie oni moglibyśmy wszyscy być w kostnicy- bronił moich braci Ellington
- Nie rozumiesz? Miałam ich chronić! Żeby nie zrobili nic głupiego! Jak oni mogli zamordować tych ludzi?!- rozpłakałam się całkowicie.
- Ćśś.. uspokój się, Delly, jesteś dla nich najlepszą siostrą o jakiej mogliby marzyć. Jesteś najlepszą przyjaciółką, wspaniałą kobietą. Bez ciebie nic nie byłoby takie samo. Jesteś dla nas wszystkich ważna. Potrzebujemy cię. Ja cię potrzebuję.- zakończył swój monolog
- Czemu mnie potrzebujesz?- zapytałam
- Bo cię kocham Rydel.
Przestałam płakać i zaczęłam wspominać wszystkie chwile spędzone z Ellem. Nasze poznanie się.
''12 lat temu
- Hej, kim jesteś?- zapytałam chłopaka, którego znalazłam w ogródku. 
- Cześć, jestem Ratliff, Ellington Ratliff. A ty?- odpowiedział chłopak
- Lynch, Rydel Lynch. Skąd się tu wziąłeś? Gdzie twoja mama?- uśmiechnęłam się słodko
- Nie mam mamy- odparł ze smutkiem
- A taty?- odezwałam się
- Też nie. Uciekłem z domu dziecka- poinformował
- Co to ''dom dziecka''?- nie miałam pojęcia co znaczy to słowo
- To taki dom dla dzieci, które nie mają rodziców.- wytłumaczył dziwny chłopiec
- Gdzie jest twój dom?
- Nie mam go.
- Jeśli moja mama i tata pozwolą, zamieszkasz ze mną?
Ell pokiwał głową. Wzięłam go za rękę i poprowadziłam do mojego domu''
Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Później było kolejne:
''- Mamo, to jest Ell, może mieć swój dom u nas?- zapytałam i zrobiłam oczy szczeniaczka
- Co na to jego rodzice?- zapytała mama
- Nie ma rodziców. Uciekł z domu dziecka, bo nikt go nie chciał. Może z nami zamieszkać?- poprosiłam
- Mark, co ty na to?- moja mama uśmiechnęła się do mojego taty
- Ty zdecyduj, kochanie- tata był bardzo szczęśliwy. 
Mama schyliła się do Ellingtona i powiedziała:
- Oto twój nowy dom.
- Mogę mówić do pani 'mamo'?- spytał Ell
- Oczywiście
- Chodź, pokaże ci nasz dom i moich braci- odparłam i uśmiechnęłam się do Ella''
Powróciłam myślami do chwili obecnej. Ell siedział na krześle ze wzrokiem wpatrzonym w podłogę. Przypomniał mi się ten chłopak, którego znalazłam w ogródku. Dotknęłam jego ręki.
- Rozumiem, nic do mnie nie czujesz- szepnął
- Co ty mówisz! Ellington ja też cię kocham!- uśmiechnęłam się, a Rattliff podniósł głowę i spojrzał mi prosto w oczy. Splotłam nasze dłonie. Po chwili dzieliły nas milimetry. Ell złączył nasze usta w delikatnym, namiętnym pocałunku, którego żadne z nas nie chciało przerywać. Mój żołądek wypełniły latające we wszystkie strony motylki. Nigdy czegoś takiego nie czułam.
- Rydel, chcesz herba...przepraszam- tą wspaniałą chwilę przerwał Rocky
Odkleiłam się od Ratliffa.
- Możesz zrobić tą herbatę.- powiedziałam i wraz z Ellingtonem zaczęliśmy się śmiać z zastygnięcia Rocky'ego
- Okey, już idę- powiedział i ulotnił się z pomieszczenia
- Delly, zostaniesz moją dziewczyną?- zapytał Ratliff
- No pewnie, że tak!- szepnęłam i wtuliłam się w mojego chłopaka. Jak to pięknie brzmi.
Nasze szczęście nie miało trwać długo.
- Mam tą herbatę, ale chyba jej nie wypijesz, Ryd- wparował do pokoju Rocky
- Co jest?- zapytałam z niepokojem
- Riker dzwonił ze szpitala. Musimy tam jechać, bo....
__________________________
Hej! Witam Was w ten dziwny dzień- raz słońce, raz deszcz, raz grad, raz śnieg :P Przepraszam za małe opóźnienie,dziękuję za motywujące komentarze :)
Życzę Wam zdrowych, wesołych i pogodnych świąt!
I oczywiście mokrego dyngusa bo jakby inaczej :P
4 głosy były za publikowaniem tego opowiadania na Wattpadzie, więc opublikowałam :D
Macie linka: http://www.wattpad.com/myworks/35919121-wy%C5%9Bcigi-przyja%C5%BA%C5%84-mo%C5%BCe-co%C5%9B-wi%C4%99cej
PS: Nie wiecie może kto mógłby zrobić nagłówek na tego bloga? Bo ten wygląd już mi się trochę znudził :P
Komentujcie! ;)
Miłego dnia ;*