czwartek, 28 maja 2015

Rozdział 66.

- Twój umysł jest tutaj, a ciało właśnie przechodzi operację przekazania jednej z twoich nerek Laurze.- wytłumaczył Riker, wchodząc do pomieszczenia
- Masz dużo czasu, ale nie możesz poznać odpowiedzi na wszystkie pytania.- dopowiedział Rocky
- Czasami właściwe pytanie jest cenniejsze niż odpowiedź na nie- podkreślił Ellington
- Po co i dlaczego tu jestem?- zapytałem
- Aby dowiedzieć się więcej- odparł Ell
- Gdzie jest Lau.. umysł Laury?- zwróciłem się do Rydel
- W swoim pokoju umysłu. My jesteśmy wytworem twojej wyobraźni, Laura ma swoje wytwory. Jednak nie może być twoim wytworem, tak jak ty nie możesz być jej, ponieważ oboje jesteście na sali operacyjnej i możecie zdecydować, które życie będzie trwać dalej.
- Czyje życie będzie trwać dalej?- odrzekłem szybko, aby moje rodzeństwo mogło mi przekazać więcej informacji.
- Twoje lub Laury.- poinformował Riker
To zabrzmiało jak wyrok śmierci. Albo ja umrę, albo Laura. Odpowiedź jest prosta.
- Skoro każde z naszej dwójki ma wybór, kto podejmie ostateczną decyzję?
- Zadałeś bardzo dobre pytanie, Rossie.- oświadczył Rocky- Ostateczną decyzję podejmie Przyjaciel.
Zacząłem przeglądać dogłębnie swoją pamięć. Jaki przyjaciel? Już wiem! Porwanie Laury i Vanessy. Przyjaciel powiedział nam, gdzie są porywacze i dziewczyny. Spojrzałem pytająco na Ella, na co on tylko pokiwał głową. Czyli o tego Przyjaciela chodzi.
- Kim jest Przyjaciel?- zadałem kolejne pytanie
- Nie wiemy. To siła wyższa, o której nie mamy pojęcia. Wiemy, jedynie tyle, że to on zdecyduje, co z wami będzie.
Aha.
* tymczasem oczami Laury*
Bez słowa zabrano mnie na salę operacyjną. Wbito mi strzykawkę z czymś usypiającym i.... no właśnie. Otworzyłam oczy w błękitnym pokoju. Z niczym mi się nie kojarzył, jednak było w nim coś znajomego. Podświadomościo, jesteś tam? Cisza. Wyjątkowo chciałabym, żeby zaczęłam mi gadać te swoje mądrości. Nagle z rogu pokoju wyszło kilka dobrze znanych mi osób. Raini, Rydel i czarno-biała Vanessa. Moja kochana siostra.
- Skąd się tu znalazłyście? Gdzie ja jestem?- zaczęłam wypytywać.
- Jesteśmy wytworem twojego mózgu. Jesteś w pokoju umysłu.- wytłumaczyła Vanessa
- Van, błagam, wróć do nas. Bez ciebie nie dam sobie rady.- szepnęłam
- Ja już nie żyję, Lau, ale ty tak. Musisz zdecydować które życie przetrwa. Twoje lub Rossa.- odpowiedziała moja siostra.
- Ross nie może umrzeć! Nie zgadzam się! Gdzie on jest? Nie pożegnałam się z nim. Jeśli mam go już nie zobaczyć, proszę o jeszcze jedno spotkanie.- błagałam
- Jeszcze nic nie wiadomo. Ostateczna decyzja należy do kogoś innego.- poinformowała Rydel
- Twoje ciało ma operację. Ktoś przekazuje ci nerkę. Możesz żyć tak jak przedtem.- odezwała się Raini.
- A Ross? Nie będę mogła z nim być! To moja wina. Nie powinnam na niego krzyczeć bez powodu i być taką..
- Przestań! Ross jest w swoim pokoju umysłu. Rozmawia ze swoimi przewodnikami umysłu. Wszystko będzie dobrze.- powiedziała Ryd
Już to widzę.
*Oczami Rossa*
Siedziałem w ciszy przez długi czas. Nie mam pojęcia, ile to trwało. W ''pokoju umysłu'' nie było reszty rodzeństwa. Mieli iść na jakąś naradę. Po strasznie długim czasie weszli do pokoju chyba przechodząc przez ścianę. Gwałtownie wstałem.
- Przyjaciel zdecydował.- odezwał się Riker
- No mów!- pospieszyłem brata
- Przyjaciel powiedział, że łączy was tak silna więź, której nie można tak po prostu zniszczyć. Jednak coś trzeba zrobić. Zachowacie oboje życie, jeśli...
_______________________
HEJ!
Musiałam dodać coś niecodziennego, bo po prostu taki mam styl :D
Aktualnie jestem trochę chora i postanowiłam dodać rozdział <3
Dzięki za wszystkie 15 komentarzy! ;)
 Jest jeszcze kilka dni na głosowanie gdzie ma być koncert R5, ja jestem za Krakowem, ale najważniejsze żeby zagłosować! http://www.r5rockstheworld.com/#/explore?country=PL

Komentujcie, piszcie co Wam przyjdzie na myśl, krytyke, pochwały, cokolwiek. Chętnie z Wami popiszę choćby w komentarzach.
Do następnego ♥


czwartek, 21 maja 2015

Rozdział 65.

- Zaraz będę.
Wyłączyłem telefon. Wziąłem Lau na ręce, jest strasznie lekka. Schudła strasznie. Kilka minut później przyjechał Riker. W samochodzie siedziała również Rydel. Strasznie się niecierpliwiłem. Nerwowo stukałem palcami o oparcie fotelu.
- Nie możecie jechać szybciej?- zapytałem
- Uspokój się, już jesteśmy- odpowiedział Riker z kamienną twarzą
Wysiadłem z pojazdu i skierowałem się do wejścia do szpitala, cały czas mając na rękach ciemnowłosą. Rydel otworzyła mi drzwi i wparowałem do recepcji.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc?- zapytała mechanicznie kobieta w białym kitlu
- Ta dziewczyna, coś się z nią stało i.. ja nie wiem co jej jest, proszę niech pani pomoże..- odrzekłem jąkając się
- Niech pan wypełni dokumenty..
- Ja je wypełnię- znienacka odezwała się Ryd- Ross, ratuj Laurę
Pobiegłem do najbliższego lekarza. Zabrali dziewczynę na salę. Usiadłem na krześle. Dlaczego ona mi to znowu robi? Po raz kolejny chce odejść..
- Ross, zrozum, z Laurą jesteście niczym dwa magnesy. Nie potraficie długo bez siebie wytrzymać- szepnęła Rydel
Historia lubi się powtarzać. Z pomieszczenia wyszedł lekarz.
- Nerki panny Marano już długo nie wytrzymają. Jest może  tutaj ktoś z rodziny, kto mógłby zostać dawcą?
- Ona straciła niedawno siostrę, nie ma chyba nikogo, kto mógłby..- odparła Delly
Do głowy wpadła mi myśl.
- Ja mogę być dawcą.- powiedziałem
- Jeśli spełni pan wymogi, to może pan uratować pannie Marano życie.
- Mogę jeszcze do niej wejść?- zapytałem
Medyk pokiwał głową. Wszedłem do sali. Laura leżała na jedynym łóżku w tym pokoju.
- Hej- zacząłem rozmowę.
- Hej- odpowiedziała.- Dzięki za uratowanie życia po raz kolejny.
- Dla kogoś tak wspaniałego warto- lekko się uśmiechnąłem
- Czyli teraz umrę?- spojrzała mi prosto w oczy
- Nie umrzesz. Przepraszam cię za naszą dzisiejszą rozmowę. Jak zawsze wszystko spieprzyłem.
- Też przepraszam. Pamiętasz: przyjaciele na zawsze?- uśmiechnęła się
- Zawsze. Muszę iść. Choćby nie wiem co, pamiętaj, że zawsze będę cię kochać- podszedłem do ciemnowłosej i ją pocałowałem.
 Ten pocałunek wyrażał wszystkie nasze emocje. Zdziwienie, szok, strach, przyjaźń, wieczność i MIŁOŚĆ. Trwał wieczność, a może to tylko moja wyobraźnia. Bez żadnego wyjaśnienia opuściłem salę. Udałem się na badania.
*trzy godziny później*
Badania wyszły pozytywnie. Już za chwilę znajdę się na sali. Teraz zrozumiałem. Twierdziłem, że Laura wszystkich od siebie odrzuca. Związek jest, aby być zawsze razem. Ja to zniszczyłem, zamiast z nią być po prostu to zakończyłem. Widzę, że pielęgniarka wbija mi igłę do żyły. Czuję, jak narkoza rozchodzi się po moim ciele i odpływam. Zdążyłem pomyśleć o Laurze.
*~*
Obudziłem się w różowym pokoju. Dziwnym pokoju. Spoglądała na mnie pewna osoba. Nie, nie Laura. Rydel. Zza drzwi wychyliły się trzy głowy: jedna blond i dwie ciemnowłose.
- Jak się czujesz?- zapytała blondyna
- Całkiem nieźle- odezwałem się i jak na zawołanie poczułem straszny ból w okolicach brzucha.-Jednak nie tak nieźle.
- Tak w ogóle, co to za pokój?- odparłem
- Jesteś w swojej wyobraźni.
- Ale jak to: w wyobraźni?- poruszyłem się
- Twój umysł jest tutaj, a ciało właśnie...
___________________________
Witajcie drodzy czytelnicy :D
Serdecznie dziękuję Wam (jak to oficjalnie brzmi xD) za 9 komów pod rozdziałem numer 64. Nie spodziewałam się, że ktokolwiek będzie czytać mojego bloga, ani że obserwatorów będzie aż 28 ♥
Dedykuję ten rozdział Tajemniczej Nieznajomej, Ktosiowi i Insolito (To już niedługo będzie tradycją :P Musimy kiedyś sobie popisać, po prostu jesteś zagadką, która jest warta rozwiązania, że tak powiem.)



Komentujcie, piszcie co Wam przyjdzie na myśl, krytyke, pochwały, cokolwiek. Chętnie z Wami popiszę choćby w komentarzach.
Do następnego ♥

piątek, 15 maja 2015

Rozdział 64.

Wtedy stało się coś nieoczekiwanego...
Lau odwróciła głowę w moją stronę. To zmotywowało mnie do mówienia dalej:
- Pewnie mi nie odpowiesz, ale ja wiem, że coś się dzieje. Jestem pewna, że nie chodzi tylko o śmierć Van. Gdybyś chciała porozmawiać, zawsze możesz na mnie liczyć- lekko się uśmiechnęłam.
Pokiwała głową i wyszła z pokoju. Pierwszy krok za mną. Jednak coś nie dawało mi nadal spokoju. Kartka na łóżku Laury. Ze szpitala. To nie to. Czyli co? Co się dzieje z tą rodziną. Jest już coraz gorzej.
*Oczami Rossa*
Nie umiem uwierzyć, że ja i Laura to już definitywny koniec. Rozumiem, straciła siostrę. Po śmierci Rikera, Rydel czy Rocky'ego też pewnie bym się tak zachowywał. Lecz na pewno nie odrzucałbym każdego od siebie. Związek jest, aby być zawsze razem. Aktualnie siedzę w pokoju. Usłyszałem otwieranie drzwi. Może to Laura? Nie, to koniec. Przestań o niej myśleć! Do mojego pokoju wszedł Rik. Jednak nie oderwałem wzroku od ściany.
- Co jest?- odezwał się
- A co ma być?- prychnąłem
- Pokłóciłeś się z Laurą?- prawie zgadł
- Zerwałem.- szepnąłem, spuszczając głowę
- Ross, ona straciła siostrę...- zaczął
- To nie oznacza, że ma wszystkich od siebie odrzucać.- powiedziałem twardo
*Oczami Rydel*
Słuchałam muzyki, dopóki ktoś nie szturchnął mnie w ramię. Ujrzałam przed sobą twarz Rikera.
- Ross zerwał z Laurą- poinformował.
- Coo? Co ten  chłopak znowu zrobił..- posmutniałam- Oni muszą ze sobą poważnie pogadać
- Widocznie pogadali i zerwali- odparł Rik
- Trzeba spróbować.
*Oczami Rossa*
Zszedłem na dół, przygotować sobie coś do jedzenia. Nikogo nie było, ale jakoś nie miałem ochoty na wielkie gotowanie. Z lodówki wyjąłem masło i ser. Zrobiłem kanapkę z serem. Nie smakowała zbyt dobrze. W tym domu tylko Rydel i Laura umieją robić przepyszne kanapki. Tajna moc dziewczyn. Z mojego transu wyrwała mnie Delly.
- Musicie ze sobą pogadać!- krzyknęła mi prosto w twarz
- Pogadaliśmy już- odezwałem się smętnie
- To pogadacie jeszcze raz. W tej chwili won mi z domu!- powiedziała wskazując drzwi.
- No dobra. To gdzie jest Marano?- zapytałem
- Czeka na ciebie na dworze.- odpowiedziała
Moja własna siostra wyrzuca mnie z domu. Westchnąłem i wyszedłem z domu. Laura miała na sobie ciemny płaszcz i resztę ubrań w tym samym kolorze. Wyglądała pięknie.
- Idziemy?- odezwałem się
Pokiwała głową i ruszyliśmy na spacer. Po kilkunastu minutach Lau przerwała nieprzyjemną ciszę.
- Rydel jest z Ellem, tak?
- Tak.- odpowiedziałem- Zastanawiam się, czemu kazała nam iść i pogadać.
- Chce, żebyśmy znowu byli razem.- wytłumaczyła
- Ale ty nie chcesz.- zauważyłem- I tak pewnie by nam nie wyszło
-  Powiem ci coś Ross: Przeszłość jest po to, żeby czerpać z niej wnioski, a nie żeby nią żyć. Przemyśl to sobie.- powiedziała
Zacząłem myśleć nad jej słowami. Muszę jej przyznać. Umie wymyślać mądre zagadki i teksty. Chciałem o coś zapytać, ale nie zauważyłem  ciemnowłosej obok mnie. W ułamku sekundy ujrzałem upadającą dziewczynę. W ostatnim momencie udało mi się ją złapać.
- Laura, Laura obudź się!- krzyknąłem.
Nie poruszyła się. Z kieszeni wyjąłem telefon. Wybrałem numer Rikera.
- Riker, jesteśmy kilka ulic od domu, obok tego nowego sklepu. Przyjedź jak najszybciej samochodem.
- Co się stało?
- Laura zemdlała, czy coś. Nie wiem. Przyjedź!
_______________________
Cześć!
Spodziewał sie ktoś rozdziału tak wcześnie? Piszę rozdziały na zapas, a Wasze komentarze strasznie mnie zmotywowały, było ich aż 12!♥
Polecam Wam film: Avengers Czas Ultrona- byłam w środę na 3D z dubbingiem i było super. Tyle emocji <3
Tym razem rozdział dedykuję Insolito Galen. Polecam Wam jej bloga: http://przezcierniedogwiazd2historie.blogspot.com/. Dziękuję Ci za szczerą opinię, do tego okulisty pójdziemy razem- mi też się przyda :P Co do slangu, zawsze była to moja pięta Achillesa, ale staram się coś z tym robić :3
Do następnego! <3
Komentujcie, piszcie co Wam przyjdzie na myśl, krytyke, pochwały, cokolwiek. Chętnie z Wami popiszę choćby w komentarzach.

poniedziałek, 11 maja 2015

Rozdział 63.

- Vanessa była wspaniałą dziewczyną, siostrą, przyjaciółką. Bez niej nic nie będzie takie samo- chciałam coś jeszcze powiedzieć, jednak mi przerwano.
Usłyszałam cichy głos Laury;
- Gdyby tamtego dnia Van nie zapisała mnie na wyścig, nie poznałabym wspaniałych przyjaciół, na których nie zasługuję. Przepraszam, że byłam tak beznadziejną siostrą. Żegnaj.
I najzwyczajniej w świecie poszła. To złe słowo. Uciekła. Pożegnaliśmy ostatni raz Vanessę i wróciliśmy do domu. Laura już pewnie wróciła. W domu jej jednak nie było.
- Zapomniałem! W szpitalu dano mi list. Jeszcze go nie otworzyłem.- powiedział Ross, podając  białą kopertę.
Drżącymi rękami otworzyłam i zaczęłam czytać na głos;
- Po wykonaniu badań stwierdzono, że panna Laura Marano ma niewydolność nerek w stadium zaawansowanym. Badania powtarzano kilkakrotnie.- zbladłam.
- Że co?- ''obudził'' się Ross
- Trzeba ją szybko znaleźć- powiedziałam.
Usłyszałam trzaśnięcie drzwi. Młodszy blondyn opuścił dom.
Mijały godziny, a żaden z chłopaków nie dzwonił. Było już po 23.00.
Tylko ja zostałam w domu, gdyby Laura wróciła.
*Oczami Rossa*
Szukałem Lau w całym LA. Nigdzie jej nie było. Aktualnie przechodzę przez park. Zauważyłem coś na jednej z ławek. Coś przykrytego czarnym płaszczem takim samym, jaki ma Laura. Odsunąłem ciemny materiał i ujrzałem śpiącą dziewczynę. Jej policzek był cały w bliznach, które nie chciały się zagoić. Blizny się nie goją. Rany się goją. Co w takim razie robią blizny? Lekko ją szturchnąłem, jednak nie zareagowała. Postanowiłem wziąć ją na ręce. Wcześniej zadzwoniłem do Rydel;
R; Tak Ross?
Ja; Znalazłem Laurę. Za chwilę będę w domu, zadzwoń do chłopaków.
R; Okey, pa!
Trasa do domu byłą mega długa. Było czuć jesień. Drzwi otworzył  mi Rocky. Laurę położyłem na kanapie. Ryd przyniosła herbatę i położyła ją na stoliku.
- Chodźmy spać.- poradził Riker i poszedł na górę.
Poszedłem za jego przykładem i odpłynąłem do krainy Morfeusza..
*oczami Laury*
Obudziłam się w salonie. Jak sie tu znalazłam? Ostatnie co pamiętam, to  park. I pogrzeb Van. To nie mogło się stać! Spojrzałam na zegar na ścianie. Wskazywał 7:30.  Pora wstawać. Lekko się przeciągnęłam i w końcu wstałam. Ale zimno! Stałam chwilę w bezruchu, aż usłyszałam kroki. Ktoś schodził ze schodów. Obróciłam się w tamtą stronę i ujrzałam kogo? Oczywiście Rossa. Jakby inaczej.
- Hej- powiedział, przecierając oczy
Nie odpowiedziałam.
- Czemu nie mówisz? Co ja ci takiego zrobiłem? Myślałem, że wszystko będziemy znosić razem, ale jednak ty robisz inaczej. Związek polega na tym, żeby się wspierać, a nie oddalać. Kocham cię, ale dla ciebie to widocznie nic nie znaczy. Najwyraźniej nie jesteśmy sobie przeznaczeni. Wybacz, ale to koniec.- zakończył swój monolog, a ja poczułam ukłucie w sercu.
 Nie spodziewałam się tego po nim. Spuściłam głowę, a z moich oczy poleciały łzy. Jestem słaba. Blondyn zauważył to i podszedł, jednak odsunęłam się i uciekłam na górę, do pokoju który dzielę z Rydel. Dziewczyna spała. Usiadłam na łóżku. Moją uwagę przykuła kartka leżąca na komodzie. Zabrałam ją i zaczęłam czytać.  Łzy nadal leciały z moich oczu. W pewnym momencie zastygłam w miejscu. Niewydolność nerek? Życie właśnie wbija mi kolejny gwóźdź do serca. Skuliłam się i zaczęłam cicho szlochać.
*Oczami Rydel*
Obudził mnie płacz. Kilkakrotnie zamrugałam oczami. Laura była w pokoju. Patrzyła się w ścianę, jakby chciała coś z niej wyczytać.
- Laura..- zaczęłam
Byłam pewna, że będzie mnie ignorować.
Wtedy stało się coś nieoczekiwanego...
_______________-
Dedykuję ten rozdział Tajemniczej Nieznajomej, Twój komentarz strasznie podniósł mnie na duchu :)
Zamierzam pisać rozdziały naprzód, żeby później je wstawiać gdy zacznie mi weny brakować :D
Był może ktoś w kinie na Avengers Czas Ultrona? Ja jadę z klasą w środę :>
Dziękuję za te 8 komentarzy!
Komentujcie, piszcie co Wam przyjdzie na myśl, krytyke, pochwały, cokolwiek. Chętnie z Wami popiszę choćby w komentarzach.
Ps; Zamówiłam szablon na bloga, będzie za jakiś czas :)
Sashy, odpowiedziałam na Twoją nominację, jak chcesz, to poczytaj odpowiedzi :P
Zamierzam pozmieniać trochę w zakładce spam, już niedługo i będą efekty ;)

poniedziałek, 4 maja 2015

Rozdział 62.

-Co się wam stało?- zapytała przerażona Laura
- Jeszcze jej nie powiedziałeś?- zapytała Ryd
- O czym?- odezwała się Lau
- No bo wiesz, Laura, jest taka jedna rzecz o której powinnaś wiedzieć..- zacząłem, ale nie mogłem mówić dalej wiedząc, że zaraz zniknie całe poczucie szczęścia Laury
- Ross chciał powiedzieć, że twoja siostra, Vanessa nie żyje- dopowiedział Rocky
-  Ale sobie żarty robicie, nie no takie śmieszne- powiedziała sarkastycznie Lau
Gdy zobaczyła poważne miny wszystkich zrobiła wielkie oczy.
- Ryd, to prawda?
Siostra tylko pokiwała głową i wybuchnęła głośnym płaczem.
- Nie, to nie może być prawda. Vanessa zaraz tu przyjdzie i  będzie się śmiać. Wszyscy się będziemy śmiać...- odparła młodsza Marano
* oczami Laury*
- Nie będziemy- odrzekł Rocky
-Aaalee jak to?! Vanessa nie mogła umrzeć. Nie mogła! Nie, to nie jest prawda!-zaczęłam głośno płakać.
 Ile jeszcze osób stracę? Najpierw mama i tata, a teraz Nessa. Czemu Ross mi od razu nie powiedział?! Rozejrzałam się po całym pokoju, ale moja wizja była bardzo rozmazana przez łzy płynące niczym niekończący się strumień. Zorientowałam się, co się stało. Moja siostra, moje oparcie, najlepsza przyjaciółka, zastępująca mi rodziców nie żyje. Nie będzie mi już kibicować podczas wyścigów, nie będzie już ze mną jeździć. Nie będę mogła się cieszyć szczęściem jej i Rikera. Nie będzie już na mnie krzyczeć, pomagać mi w wyborze strojów. Już nigdy nie założy swojego ulubionego kostiumu. Nie pojedzie na swoim kochanym motorze. Nie wygra już żadnego wyścigu. Nie pojedzie już z nami na zakupy. Nie będzie mnie wysłuchiwać, pocieszać. Nie ożeni się z Rikerem i nie będą mieć gromadki dzieci. Miałyśmy być siostrami na zawsze.
Poczułam, jak moje serce pęka na miliony kawałków. To dzięki Van jestem kim jestem, nie siedzę cały czas w pokoju odizolowana od świata. Dzięki niej Ross tego jednego dnia wszedł do mojego pokoju i po prostu ze mną porozmawiał. Gdyby nie ona nie miałabym żadnych przyjaciół. Nie poznałabym tych niecodziennych przyjaciół i ich charakterów.
*Oczami Rydel, kilka dni później*
Dzisiaj wypuszczają Laurę. Ross przychodził do niej codziennie, ona jednak przez cały czas siedziała i patrzyła się w okno. Dzisiaj jest również pogrzeb Vanessy. Nikt z nas nie potrafi pogodzić się z jej śmiercią. Właśnie jadę taksówką razem z Rocky'm i Ellem  na cmentarz. Ratliff nie pozwolił mi prowadzić w tym stanie. Ross ma przyjechać z Laurą, a Rik już tam jest. Raini i Calum nie mogli przyjechać. Gdy weszłam na cmentarz, poczułam nicość. Ci wszyscy ludzie, którzy tutaj leżą i ich rodzina, która przeżywała to co my teraz. Odeszli na zawsze. Złapałam Ellingtona i Rocky'ego za ręce i wspólnie ''wspięliśmy się'' po schodach, z każdą sekundą zbliżając się do miejsca gdzie teraz jest Nessa. Ujrzałam Rikera patrzącego się na ciało Van leżące w jasnej trumnie. Wyglądała niczym porcelanowa lalka, z zamkniętymi oczyma i pomalowanymi na czerwono ustami wyróżniającymi się na tle białej twarzy.  Kątem oka zobaczyłam dwie znajome postacie zbliżające się do nas. Ross i Laura. Szli ramię w ramię, jednak nie trzymali się za ręce. Wszystko się sypie. Chciałam przytulić młodszą Marano, jednak ta się odsunęła i z czerwoną różą w dłoni poszła w stronę trumny. Spojrzałam pytająco na Rossa- może od niego się cokolwiek dowiem.
- Nie odezwała się ani słowem. Jest nieobecna. Próbuję to zrozumieć, ale nie potrafię. Powinniśmy się trzymać razem..- spuścił głowę.
Przytuliłam go. Po kilkunastu minutach przyszło jeszcze kilka osób, których znałam z widzenia. Trzymali kaski i czerwone róże- ulubione kwiaty Nessy. Zamknięto trumnę. Przeniesiono ją w stronę dziury i zaczęto spuszczać. Vanessa opuszcza nas na zawsze. Zaczęto rzucać kwiaty na trumnę.
- Laura, chcesz coś powiedzieć?- zapytał nieśmiało Ell
Ciemnowłosa zadrżała, ale w końcu nic nie powiedziała.
- Vanessa była wspaniałą dziewczyną, siostrą, przyjaciółką. Bez niej nic nie będzie takie samo- chciałam coś jeszcze powiedzieć, jednak mi przerwano.

_______________________________
Czeeeść! <3
Co tam u Was? Przepraszam, że dodaję dopiero teraz, ale jakoś nie miałam czasu. W środę jade na wycieczkę, może złapię trochę weny :)
Co się dzieje z komentarzami? Normalnie było koło 10, a ostatnio tylko 7. Rozumiem że ten blog niejest specjalnie super, ale staram się. 
KOMENTUJCIE, BO WAŻNA JEST DLA MNIE WASZA OPINIA :)