piątek, 26 czerwca 2015

Rozdział 70.

  Bo nie ma już tego Rossa. Może mi również uda się zapomnieć? Z lekkim wahaniem, wyjęłam jedną torebkę białego proszku, a resztę schowałam pod łóżko. Zaczęłam wciągać. Po chwili czułam się znacznie lepiej. Życie jest piękne!
*oczami Rossa*
Gdy Ryd zawołała wszystkich na kolację, spokojnie zszedłem do jadalni. Nagle do pomieszczenia wbiegła uradowana ciemnowłosa. Przedtem była załamana, a teraz cieszy się nie wiem z czego? Kobieta zmienną jest. Właśnie dlatego nigdy nie zrozumiem dziewczyn. Wszyscy zasiedliśmy do stołu i każdy zaczął brać jedzenie. Panowała między nami przyjazna cisza.
- Życie jest piękne, no nie?!- krzyknęła Laura. 
Doznałem mini zawału. 
- Ym.. Laura dobrze się czujesz?- ostrożnie spytałem
- No raczej blondi- odparła i zaczęła jeść.
Reszta posiłku wyglądała podobnie. Zdziwiło mnie zachowanie dziewczyny. Zawsze wydawała się spokojna, a teraz? 
*Oczami Laury*
Postanowiłam zrobić coś szallonego! Ruszyłam do pokoju Rikera. Zapukałam i weszłam.
- Masz może krawat, albo pasek do spodni?- zapytałam
Blondyn miał nieco zdziwioną minę.
- Mam, a po co ci?- odparł
- Potrzebuję- uśmiechnęłam się
Chłopak podał mi czerwony krawat i czarny pasek, więc podziękowałam i wyszłam.
*Oczami Rossa*
Wróciłem do swojego pokoju. Od razu znaleźli się tam Rydel, Riker, Rocky i Ell.
- Z Laurą jest coś nie tak. Zachowuje się coraz dziwniej.- powiedział Rik- Była u mnie w pokoju i chciała krawat i pasek. 
- Nigdy tak nie robiła?- zapytałem
- To zachowanie nie jest normalne.
- Dajmy jej czas- polecił Rocky
- To chyba jakieś wyjście- odparłem
- Zawsze można Rossowi przywalić czymś w głowę, to może pamięć mu wróci i Lau będzie szczęśliwa- mruknął Ratliff
- Co?!- zachłysnąłem się powietrzem
Reszta rodzeństwa włączyła się do pytania
- Ell, tobie do reszty odbiło?!- zganiła go Rydel
- Sory, myślałem, że to coś może dać- szepnął szatyn.
- Może zamówimy pizzę?- zaproponował Rocky
- Co to da?- zapytałem
- Pewnie nic, ale zgłodniałem- wyszczerzył się chłopak
- On chyba ma trochę racji. Nic więcej na razie nie zrobimy, ale możemy coś zjeść- odrzekł Ellington
- No dobra- zgodził się Riker
- Jaką pizzę chcecie?- spytała Delly szukając telefonu
Bo to tak bardzo nam pomoże..
*Dwa dni później*
Kilka dni temu Laura szalała, dzisiaj ma jakieś załamanie czy coś. W każdym razie nie wychodziła z pokoju od rana i pewnie nadal tam siedzi. Wpadłem na niegłupi pomysł. Postanowiłem z nią pogadać. Może to coś da. Zapukałem do drzwi pokoju, gdzie pewnie była dziewczyna, jednak nikt mi nie odpowiedział. Kilka minut wahałem się czy wejść. Raz się żyje. Otworzyłem drzwi i nieśmiało wszedłem do pomieszczenia. Widok mnie dogłębnie przeraził.
- Laura!- krzyknąłem
_____________________
Hej! Witam Was już w wakacje, nareszcie chwila wytchnienia :) Ogólnie mój mózg już zasypia i zapominam co miałam napisać :P Pofarbowałam sobie włosy na czerwono xD Podczas wakacji spróbuję więcej rozdziałów napisać, aby już zbliżać się do końca tego bloga
Tak wgl, co jest z komentarzami i wyświetleniami? Co do komów-9 rozumiem, ale coraz mniej osób czyta rozdziały, co jest nie tak?
Głosujcie w ankiecie, to dosyć ważne
Invisible, byłaś blisko, więc Tobie dedykuję ten rozdział :D
Dobra, nie zanudzam już Was, życzę udanych wakacji, do następnego ;*
Komentujcie ;)

piątek, 19 czerwca 2015

Rozdział 69.

Od razu zauważyłem blond czuprynę najstarszego Lyncha. Ruszyłem za Laurą, która przywitała się z chłopakiem przytuleniem. Wsiedliśmy do samochodu. Droga do ''domu'' zajęła nam kilkanaście minut. Rik wjechał na podjazd obok ogromnej willi. Tutaj mieszkam? Zabrałem torbę i udałem się w stronę drzwi. Otworzyła mi blondyna- Rydel. Zdjąłem kurtkę i buty. Przeszedłem do pomieszczenia, które przypominało salon. Ellington i Rocky grali na konsoli w Fifę.
- Ooo, cześć Ross. Zagrasz?- odezwał się Rocky
Pokiwałem głową i dosiadłem się do chłopaków. Gra szła mi całkiem dobrze. Za każdym razem wygrałem z Ratliffem i Rocky'm.
- Znowu Ross was ograł?- zapytała Ryd, wchodząc do salonu
Chłopaki mruknęli coś niewyraźnie.
- Ross, Laura pokaże ci twój pokój- rzuciła i zaczęła kłótnię o pilot.
Wyszedłem z pomieszczenia, szukając szatynki.
- Tutaj!- zawołała, niosąc kartony.
- Co w nich jest?- pokazałem na przedmioty
- To kilka rzeczy mojej siostry, Vanessy. Zmarła jakiś czas temu- spuściła głowę
- Przepraszam.- odparłem i zabrałem kartony z rąk dziewczyny- Gdzie je zanieść?
- Chodź za mną- zaczęła prowadzić mnie przez korytarze i schody. Kilka minut później znaleźliśmy się na strychu. Było tu... duszno. Dosyć dużo rzeczy, które widziałem na oczy pierwszy raz. Odłożyliśmy kartony i przez kilka godzin wynosiliśmy na strych rzeczy siostry Laury.
- Nareszcie skończyliśmy- westchnęła Lau
- To... gdzie mój pokój?- zapytałem
Ciemnowłosa machnęła ręką i poprowadziła mnie do ''mojego'' pokoju. Od razu przypadł mi do gustu. Dziewczyna bez słowa wyszła. Zacząłem się o nią martwić. Co prawda jej nie znam, poprawka: nie pamiętam, ale czuję, że jest mi naprawdę bliska. Usiadłem na łóżku i po raz kolejny zacząłem myśleć i się zastanawiać. Nagle usłyszałem skrzypienie drzwi. Obróciłem głowę. Spojrzałem na Rydel, która nieśmiało weszła do mojego pokoju.
- Masz mętlik.- stwierdziła
- Skąd ty..?- odezwałem się
- Jesteś moim bratem, jako siostra to po prostu wiem- lekko się uśmiechnęła- Co jest?
- Martwię się o Laurę. Czuję, że ją zawiodłem- odparłem
- Jako jedyny z rodzeństwa zawsze byłeś nieco inny.  Jak raz się zakochałeś, nikt nie umiał ci tego wybić z głowy.  Nie odpuszczałeś. I właśnie to jest w tobie wyjątkowe. Nie odpuszczasz i troszczysz się o swoich.- spojrzała mi prosto w oczy.
- Mam wspaniałą siostrę- mruknąłem
- Co do Laury, daj jej czas. Musi sobie wszystko poukładać. Ty pewnie też- puściła mi oko i wyszła.
Znów zostałem sam. Położyłem się na łóżku, myśląc o wszystkim, co mnie do tej pory spotkało.
*Oczami Laury*
Od kilku godzin siedzę w dawnym pokoju Vanessy. Trochę jakby czuć jej obecność. Pod jej łóżkiem znalazłam jeszcze jeden karton, który otworzyłam z czystej ciekawości. Były tam strzykawki i woreczki z podejrzaną substancją.
- Dlatego tak często była dziwnie szczęśliwa- szepnęłam do siebie
Na samym dnie pudła leżała książka. Coś jakby pamiętnik. Otworzyłam go i zaczęłam przerzucać strony. Ostatni wpis. Jakiś czas przed jej śmiercią.
''Drogi pamiętniku,
Nie umiem już tak dłużej. Truję się tym dosyć długo. Daje mi to przedziwną radość, więc nikt nic nie podejrzewa. Nie mogę tak przez całe życie. Mam nadzieję, że Laura mi to kiedyś wybaczy. Kiedyś będę musiała ze sobą skończyć. Lynchowie to naprawdę wymarzona rodzina, ale nie mogę przez całe życie z nimi mieszkać. Kocham Rikera, ale po prostu nie mogę. ''
Nie mogę uwierzyć, moja siostra chciała się zabić. Może to rzeczywiście jakieś wyjście? Laura, ogarnij się Masz już rodzinę i jednocześnie przyjaciół.. i chłopaka który mnie nie pamięta. Ale się stara. Chcesz zniszczyć wszystkie jego nadzieje? Nie zrozumiesz tego. Nic nie pamięta. Kocham go, ale on mnie nie, bo..
--------------------
Hej!
Jak widzicie, pewna tajemnica Van została odkryta :3
Zapraszam do zagłosowania w ankiecie po prawej stronie :D
Dzięki za te 9 komentarzy, mam nadzieję, ze tym razem będzie więcej :P
Do następnego! ♥
Komentujcie, piszcie co Wam przyjdzie na myśl :)

piątek, 12 czerwca 2015

Rozdział 68.

Chyba,  ale nie jestem pewna bo kilka miesięcy temu się pokłóciliście, ale ty ją uratowałeś, zostałeś dawcą nerki i dzięki tobie żyje. Ten tu długowłosy szatyn, to Rocky, jeden z twoich braci. Blondyn to Riker, a ten tu to Ellington Ratliff, jest twoją rodziną tak jakby. Ja jestem Rydel, twoja jedyna siostra. Mieliśmy jeszcze jednego brata, ale został porwany dawno temu.
- Jesteście moim rodzeństwem?- chciałem się upewnić
- Tak- odrzekł blondyn. Riker, tak miał na imię.
Zrobiło mi się po prostu smutno. Nic nie mogłem zrobić, ale było mi żal tych ludzi. Tej ciemnowłosej...Laury. Widziałem to w jej oczach. Akurat zasnęła. To pewnie przez te emocje. Moje niby rodzeństwo wyszło. Rozumiem ich. Przyszli do szpitala, bo dowiedzieli się, że ja i Laura się obudziliśmy. Okazało się, że nic nie pamiętam. Co do Laury.. Nadal śpi. Postanowiłem położyć ją na moim łóżku. Za długo leżałem. Teraz mogę się jej przyjrzeć. Jest naprawdę piękna. Ten Ross musiał mieć szczęście. Niestety. Teraz jestem ja. Kim ja jestem? Zamknąłem oczy, aby pomyśleć. Zamiast tego odwiedziła mnie wizja.
'' Przyjaciel powiedział, że łączy was tak silna więź, której nie można tak po prostu zniszczyć. Jednak coś trzeba zrobić. Zachowacie oboje życie, jeśli jedno z was poświęci się i zostanie mu wymazana pamięć. Nic nie będzie pamiętał. Decyzja należy do ciebie. Ty tracisz pamięć, lub Laura traci pamięć.- ogłosił Rik
- Ta decyzja może zmienić całe twoje życie, więc dobrze się zastanów- poleciła Rydel
- Mi możecie wymazać pamięć. Szkoda, że zapomnę swoje uczucia do Laury i ogólnie wszystko, ale dla niej warto.- powiedziałem stanowczo.''
Boże. Poważnie to zrobiłem! Chyba, że to tylko moja chora wyobraźnia. Ale wyglądało znajomo. Może to tylko jakaś choroba psychiczna? Może ci Lynchowie tylko udają, że są moją rodziną? Może to tylko program telewizyjny? Może są tutaj ukryte kamery? To jest jedno wielkie łał!
Schowałem twarz w dłoniach i próbowałem przypomnieć sobie cokolwiek. Usłyszałem cichy szloch. Spojrzałem na dziewczynę, która widocznie już się obudziła. Nadal leżała, jednak teraz łzy leciały po jej policzkach, a jej oczy spoglądały szczerze mówiąc, nie wiem na co. Położyłem się obok niej. Ta cisza była dziwna, jednak całkiem przyjemna. Chciałem cokolwiek powiedzieć, ale nie wiedziałem co. Obawiałem się, że coś źle zrobię.
- Mam dość. Nie jestem na ciebie zła, bo nie mogę. To nie twoja wina. To wszystko jest dobijające. Mogłam umrzeć i patrzeć na ciebie z góry. Miałbyś przynajmniej wszystkie wspomnienia...- pociągnęła nosem Laura
- Dobrze, że żyjesz. Nie żałuję, że tamten Ross zgodził się na przeszczep. Przynajmniej mogłem w jakimś sensie pomóc. A gdyby to Ross miał taki problem. Dałabyś mu umrzeć?- odezwałem się
- Dzięki, nigdy nie dałabym mu umrzeć.- powiedziała pewnie
- To masz już odpowiedź. On nie dał ci umrzeć. Miałem przedtem taką dziwną wizję...- zacząłem i opowiedziałem dziwne zjawisko.
Laura słuchała w skupieniu. Otworzyła usta i zaniemówiła.
- Ttty.. to zrobiłeś dla mnie?
- Ściślej mówiąc, to ten drugi ja. Widocznie bardzo cię kochał. Lau, wprowadzisz mnie w te wspomnienia i historię Rossa?- zapytałem
- Pewnie. Mogę do ciebie mówić Ross Rossie Lynchu drugi?- lekko się uśmiechnęła
- Tak.
*tydzień później*
Dzisiaj w końcu wychodzimy. Laura codziennie opowiadała mi trochę mojej historii. Właśnie skończyłem pakować do sportowej torby rzeczy.
- Gotowy?- zapytała Laura, wchodząc do pomieszczenia.
Pokiwałem głową i uśmiechnąłem się do dziewczyny.
- Riker ma czekać na parkingu- poinformowała czarnowłosa. Pokiwałem głową- Słuchasz mnie Ross? Co jest?
- Zastanawiam się czy kiedyś będę normalny. Czy moje wspomnienia wrócą? Czy zapomnę na przykład ten moment?- powiedziałem
Wyszliśmy ze szpitala i nareszcie mogłem poczuć świeże, chłodne powietrze, które otrzeźwiło mój umysł.
___________________________
Tym razem nudny rozdział, ale taki był jego zamysł.
Dedykacja rozdziału dla Ktoś Ktosiowy i Olivii<3
Co do koncertu R5 w Polsce... niestety nie jadę, a ktoś z Was jedzie?
Dzięki za wszystkie komentarze :)
Życzę udanego weekendu i do następnego :D
Kurcze, śliczne to zdjęcie <3

Komentujcie, piszcie co Wam przyjdzie na myśl, cokolwiek.

czwartek, 4 czerwca 2015

Rozdział 67.

- Przyjaciel powiedział, że łączy was tak silna więź, której nie można tak po prostu zniszczyć. Jednak coś trzeba zrobić. Zachowacie oboje życie, jeśli jedno z was poświęci się i zostanie mu wymazana pamięć. Nic nie będzie pamiętał. Decyzja należy do ciebie. Ty tracisz pamięć, lub Laura traci pamięć.- ogłosił Rik
- Ta decyzja może zmienić całe twoje życie, więc dobrze się zastanów- poleciła Rydel
- Mi możecie wymazać pamięć. Szkoda, że zapomnę swoje uczucia do Laury i ogólnie wszystko, ale dla niej warto.- powiedziałem stanowczo.
- To szlachetne. Jestem z ciebie dumna- odezwała się Ryd
- Odzyskam kiedyś pamięć?- zapytałem ostatni raz
- Nie wiemy.- odpowiedzieli równocześnie
- Okey. Jestem gotowy. Żegnajcie- lekko się uśmiechnąłem i cały świat zniknął mi przed oczami...
*Oczami Laury*
Obudziłam się w okropnie białym pomieszczeniu. Znowu szpital. Nade mną stał młody lekarz.
- Zadzwońcie do rodziny, dziewczyna się wybudziła.- polecił pielęgniarce
- Co ze mną jest?- zapytałam
- Nerka się przyjęła, pani stan jest w normie, jednak mogą być jakieś problemy w przyszłości.
Rozmawiałam z nim jeszcze kilkanaście minut, do czasu gdy przyjechała moja rodzina. Jak najciszej weszli do pomieszczenia, w którym się znajdowałam.
- Laura!- ucieszyła się Rydel.
Za nią wszedł Riker, Rocky i Ratliff. Podeszli do mnie i przywitali przytuleniem.
- Ile mnie nie było?- zadałam nurtujące pytanie
- Kilka miesięcy, jest teraz maj.- odparła Delly
- Ahaa nieźle, tak w ogóle gdzie jest Ross i jak to się stało, że tak szybko znalazł się dawca? Myślałam, że już po mnie.- odrzekłam
Ujrzałam zmieszanie na ich twarzach. Lekko podniosłam się z pozycji leżącej. Głos zabrał Riker:
- Otóż, dawcą jest Ross. Jeszcze się nie wybudził.
Doznałam szoku. Chciałam coś powiedzieć, ale do sali wparował ten sam lekarz.
- Ross Lynch się wybudził!- i tyle go widziałam.
Zaczęłam wstawać. Jak dobrze znowu być tutaj.
- Laura, nie możesz się przemęczać..- zaczął Rocky
- Nie przesadzaj Rocky, pomóż jej wstać!- skarciła brata Ryd.
Mimowolnie się uśmiechnęłam. Razem z Lynchami i Ellem przechodzimy przez kilka korytarzy, mijamy niezliczone ilości białych drzwi i podchodzimy do sali o numerze 228.  Biorę, głęboki wdech i naciskam zimną klamkę, która cały czas mrozi moje dłonie. W pokoju jest tylko jedno łóżko, w tym szpitalu to chyba norma. Zaciekawiony moją obecnością blondyn spogląda na mnie czekoladowymi oczami.
- Ross, dziękuję ci za wszystko..- podchodzę i mocno go przytulam.
Jednak nie oddaje gestu. Będzie nieciekawie. Wróciłaś! Potem pogadamy. Okey.
- Ja jestem Ross? Dziwne imię. Kim ty jesteś?- zapytał
Myślałam, że mnie wkręca.
- Ross, nie udawaj, nie żartuj.- szczerzę się, ale blondyn ma śmiertelnie poważną minę.
*Oczami Rossa*
Mówiła do mnie nieznajoma dziewczyna. Nie mam pojęcia, kim jest. Po chwili do pokoju wchodzą inni ludzie. Jedna wysoka blondyna i dwóch szatynów.
- Co z nim?- zapytała blond dziewczyna
- On chyba nic nie pamięta..- szatynka lekko się zachwiała.
Odruchowo wstałem i złapałem upadającą dziewczynę. Była całkiem ładna. Urocza była w niej również blizna na policzku. Musiała dużo przejść.
- Dddziękuję- szepnęła i usiadła na krześle.
- Ross, naprawdę nic nie pamiętasz?- odezwał się blondyn
- Wiem tyle, że nazywam się Ross. Nic więcej- odpowiedziałem- Kim wy jesteście?
- Ta dziewczyna tutaj- blondyna wskazała na szatynkę- To Laura Marano. Jest twoją dziewczyną. Chyba.
---------
Hej! Ale się skomplikowało :3
Ten zwrot akcji wymyśliłam już kilka miesięcy temu, ale nie wiedziałam kiedy go dodać, żeby nie było że od kogoś zgapiam fabułę. ;)
Jak Wam się podoba szablon? Moim zdaniem jest wspaniały, mimo iż wyobrażałam go sobie inaczej, efekt jest powalający. To dzieło Moniki4451 z Wonder Templates
Jak tam Wasze średnie? Świadectwa z paskiem nie będzie u mnie, ale oceny są całkiem niezłe.
Następny rozdział zadedykuję 2 osobom, która skomentuje pierwsza i ostatnia :3


Komentujcie, piszcie co Wam przyjdzie na myśl, krytyke, pochwały, cokolwiek. Chętnie z Wami popiszę choćby w komentarzach.
Do następnego ♥