czwartek, 30 lipca 2015

Rozdział 75.

Postanowiłam przygotować zapiekankę. W lodówce znalazłam wiele produktów, które mogły się do niej nadać więc zabrałam je i zaczęłam gotowanie a'la Laura Marano. Po godzinie wielkich rozmiarów gorąca zapiekanka znalazła się na blacie. Jej zapach od razu mnie skusił. Ukroiłam kawałek i przeniosłam na talerz. Nakryłam do stołu i zabierając mój obiad, ruszyłam do pokoju. Skonsumowałam posiłek, który wyszedł mi naprawdę idealnie. Później zabrałam słuchawki, które podłączyłam do telefonu. Dotknęłam opuszkiem palca ekran, włączając muzykę, która zaczęła rozbrzmiewać w moich uszach. Przeszły mnie dreszcze, to wspaniałe uczucie podczas słuchania piosenki i wracania do chwil, które zostały w niej zawarte.
10 sierpnia 2009
- Musicie jechać?- zapytała Nessa
Rodzice stanowczo pokiwali głowami. 
- Róbcie co kochacie ale bez szaleństw- uśmiechnęła się mama.- Lauro, zachowuj się tak,  jak na prawie czternastolatkę przystało.
- Dobrze mamo- westchnęłam i wywróciłam oczyma. 
- Wrócimy za trzy dni. Vanessa, dopilnuj, aby Laura odrobiła zadania domowe- przypomniał ojciec.
- Pa- razem z siostrą pożegnałyśmy rodziców i pomachałyśmy im przez okno.
13 sierpnia 2009
-O boże..- Van upuściła telefon
- Co jest?- spytałam nie odrywając wzroku od katalogu z motorami nadającymi się  do wyścigów. 
Będę się kiedyś ścigać. Będę najlepsza. 
- Rodzice... nie żyją- odparła ze łzami w oczach
Później usłyszałam tylko dźwięk tłuczonej szklanki i upadek gazety.

Potrząsnęłam głową, aby pozbyć się na chwilę tych wspomnień. ''Róbcie co kochacie ale bez szaleństw.'' Vanessa umarła przeze mnie. To na pewno był David. Gdyby nie on... wszystko byłoby inaczej. Miałabym siostrę. Nigdy nie powinnam wkręcić do tego wszystkiego Lynchów. To świetni przyjaciele, ale mogli przez to wszystko zginąć. A tego bym sobie nie wybaczyła do końca życia. Przez to wszystko Ross stracił pamięć. Co to w ogóle znaczy utrata pamięci? Niby wszystko się kasuje, ale jednak ma się jeszcze fizyczne umiejętności jak czytanie, pisanie, taniec  czy śpiew. Znika tylko część ciebie. Życie już nie jest takie samo, ale ty tego nie zauważasz, bo nie pamiętasz przedtem. Nie masz zielonego pojęcia kim jesteś, byłeś i jak wyglądało twoje życie. Czy kogoś kochałeś, miałeś z tą osobą więzi, o których można by tylko pomarzyć. Nagle to wszystko znika. I nie masz nic. Bez jakichkolwiek bliskich jesteś niczym. Dopiero dzięki nim możesz się dowiedzieć kim byłeś, jak się nazywasz, czy masz rodzinę i co stało się w przeszłości. Ale nie pamiętasz jakie towarzyszyły ci wtedy emocje.
Moje rozmyślania przerwało skrzypienie drzwi. Odwróciłam w ich stronę głowę. Stała w nich moja przyjaciółka, teraz już bardziej siostra. Przeszły mnie ciarki na słowo ''siostra''. Potrząsnęłam po raz kolejny głową, Nie myśl o przeszłości! Prawdziwe życie jest tu i teraz! Lekko uśmiechnęłam się do zdziwionej moim zachowaniem Dells, nadal stojącej niepewnie w drzwiach. Gestem ręki pokazałam jej aby weszła. Dziewczyna zamknęła drzwi i usiadła obok mnie.
- Też mam czasami takie momenty, w których wszystko wraca.- zaczęła- To nigdy nie jest proste, bo kilka razy siedziałam cały dzień gapiąc się w ścianę i mając nadzieje, że to wszystko to tylko zły sen. Ale dociera do mnie, że tak nie jest. Mam braci o których muszę się troszczyć z całego serca, bo oni są przy mnie gdy ich potrzebuję. Nie mogę użalać się nad zmarłymi, ponieważ moi bliscy zawsze będą w moim sercu. Ktoś kiedyś powiedział: spieszmy się kochać ludzi, bo tak szybko odchodzą. Miał całkowitą rację. Musimy się cieszyć z tego co mamy i iść dalej.
- Wow- wydusiłam ze zdumienia
Blondyna lekko poczochrała mi włosy i zaśmiała się.
- Jak tam z Rossem?- spytała
- To nie to samo. On mnie nie kocha. Ma teraz inne życie, wolne od przeszłości. Będę musiała wziąć się w garść i zająć czymś innym niż tylko wierzeniem, że jednak doskonale mnie pamięta i czuje to samo, co przedtem.- odparłam.
________________________
Hej! Wybaczcie, że tak długo mnie tu nie było :)
Dzięki za wszystkie komentarze :D
Do następnego! ;*
Komentujcie! <3

_________________________

sobota, 18 lipca 2015

Rozdział 74.

Rozdział dedykuję invisible :)
*Oczami narratora* (pierwszy raz :P)
- Nie możesz ot tak do niego przyjść i mu to powiedzieć. To nie takie proste
- Żartujesz sobie? On się nie może dowiedzieć
- Ma prawo poznać prawdę
- Skoro tak uważasz, nie mam wyboru.
W pomieszczeniu rozległ się strzał a bezwładne ciało osunęło się na ziemię.
*Oczami Laury, następny dzień*
Podejrzenia i przeczucia targały moimi myślami od samego rana. Nie myślałam o niczym innym tylko o wszystkich podejrzanych rzeczach, osobach, chwilach, zdarzeniach. Do czego dochodzi w tym świecie? Siedziałam w pokoju Vanessy- teraz już moim i myślałam, jak uniknąć wyjścia na plażę. Wyjścia na plażę z Niną i Arianą. Brak mi pomysłów. Co by teraz zrobiła Vanessa? Nie myśl o Vanessie, co ty, Laura Marano teraz zrobisz? Mogę uciec! Co prawda okno tego pokoju jest na pierwszym piętrze, ale zawsze można skoczyć i się przekonać. Przebrałam się, spakowałam kilka rzeczy do przetartej torby i doszłam do wniosku, że wypadałoby otworzyć drzwi, aby nie zostały zniszczone przez któregoś z domowników. Otworzyłam drzwi, później okno, do którego podeszłam. Wyjrzałam przez nie, westchnęłam i w głębi serca miałam nadzieję, że jednak nie skoczę. Jak zwykle, zdarzyło się inaczej niż myślałam. Z zamkniętymi oczami wyskoczyłam i spadłam na coś twardego. Ujrzałam przed oczami beton. Czyli jednak żyję. Wszystkie kości strasznie zaczęły mnie boleć, ale zignorowałam to i ruszyłam na tor. Naprawdę dawno tam nie byłam. Droga zajęła mi kilkanaście minut. Kluczem otworzyłam garaż i spojrzałam na nasze cuda. Kolorowe motory w idealnym stanie. Jedynie lekko zakurzone. Dwa żółte, różowy, niebieski, dwa zielone i... pomarańczowy. Maszyna Nessy. Ma nawet złoty grawer Nessi. Więcej nie myśląc o przeszłości wyprowadziłam jednoślada na asfald. Przekręciłam kluczyk i usłyszałam ten piękny dźwięk. Gdybym mogła wybrać sobie odgłos bicia mego serca, wybrałabym dźwięk pracującego motoru. Maszyny, która była jest i będzie częścią mnie. Nie wiem  dlaczego przestałam jeździć. Jak mogłam zapomnieć o tych wspaniałych emocjach, wyścigach i tych wszystkich ludziach, którzy zawsze mi kibicowali. Chyba czas wrócić do starego życia, gdzie nie było problemów, biegania za chłopakami, śmierci. Tak. Ponury, bezwzględny kosiarz zabrał mi resztę rodziny. Teraz już naprawdę nie mam nikogo. Masz Rossa. On mnie nie pamięta. Nie zapominaj, że część tego Rossa, którego pokochałaś nadal w nim jest. Nie wiem czy powinnam mieć jakąkolwiek nadzieję. To już traci sens.
- Cześć Laura!- krzyknął znajomy głos.- Dawno cię tutaj nie było.
Oderwałam się od wycierania kurzu i odwróciłam się w stronę  Mike'a.
- Gdybyś wiedział ile się wydarzyło. Masakra.- odezwałam się
- Widzę. Zawsze gdy coś się działo przychodziłaś tutaj. Mam dobrą wiadomość. Pierwszy wyścig już jutro. Pojedziesz?- spytał
Nie wiedziałam czy mam szansę dać radę, ale musiałam spróbować.
- Pewnie. To cudo zawsze da radę- wskazałam na pojazd.
- W takim razie jutro, punkt 16.- puścił mi oko i poszedł. Wyjechałam na potencjalny początek nowego toru. Adrenalina opanowała moje ciało. Wystartowałam i po kilku sekundach jechałam tak szybko jak jeszcze nigdy. Zaczęłam krzyczeć ze szczęścia.
Tak bardzo mi tego brakowało...
Po kilku godzinach byłam nieźle zmęczona. Postanowiłam pojechać na moim skarbie do domu. W garażu i tak jest dużo miejsca. Ulice Los Angeles były wyjątkowo puste. Jakby to miasto wymierało. Westchnęłam i zaparkowałam na podjeździe. Czas poszukać stroju. Weszłam do domu, nikogo nie było. Zapewne są na plaży. Resztę moich rzeczy przeniosłam z pokoju Ryd do mojego nowego pokoju. Jak to pięknie brzmi. Poukładałam wszystko do szaf i wyprałam żółty strój. Nadal był rozerwany. Ten pamiętny dzień, gdy całkowicie nieznajomy wówczas blondyn przewrócił mnie i moje życie do góry nogami.
Doszłam do wniosku, że lepiej na razie nic nie mówić reszcie o powrocie do wyścigów. Ukryłam strój wraz z kaskiem pod łóżko. Ruszyłam do łazienki. Wzięłam szybki prysznic. Później zaczęłam przyglądać się w lustrze bliźnie. Wyglądam naprawdę obrzydliwie. Zamaskowałam pudrem policzek i po przebraniu się w spodenki i bokserkę, zabrałam się za przygotowanie jakiegoś jedzenia.
-------------------------------
Cześć!
Ostatnio coś mało osób czyta, no cóż...
Co do rozdziału, powrót do wyścigów :3 Kto sie cieszy? :P
KOMENTUJCIE! <3

poniedziałek, 13 lipca 2015

Rozdział 73.

NOTKA!
*Oczami Laury*
Impreza była super. Razem z blondynem ruszyliśmy do jego pokoju. Daleko trzeba było iść, więc, zdecydowałam, że będziemy spać w dawnym pokoju Nessy. Doszliśmy tam i właśnie wtedy urwał mi się film.
*~*
Obudziłam się z okropnym bólem głowy. Rozwalało mi mózg. Otworzyłam oczy i zamrugałam kilkakrotnie, aby wyostrzyć obraz. Doznałam szoku. Obok mnie leżał NAGI Ross okryty tylko kołdrą. Ja również nie miałam żadnych ubrań, więc owinęłam się prześcieradłem. Szturchnęłam chłopaka.
- Ross, obudź się!- krzyknęłam
Blondyn momentalnie otworzył oczy.
- Co my tu robimy? My chyba nie..? Boże, co ja zrobiłem- złapał się za głowę i ukrył twarz w dłoniach.- Pewnie mnie znienawidzisz?
Zastanowiłam się przez chwilę, po czym odpowiedziałam:
- Skąd mogliśmy wiedzieć? Jest okey
Po czym położyłam mu rękę na ramieniu. Tak cholernie go kocham.
- Chodźmy na dół- wstałam, nie opuszczając prześcieradła.
- Może najpierw się ubierzemy?- zaproponował uśmiechnięty blondyn.
Zrobiłam się czerwona i poszukałam jakiś ubrań.
- Odwrócisz się?- poprosiłam
Chłopak westchnął i odwrócił głowę. Szybko przebrałam się w jakieś ubrania i razem z Rossem zeszliśmy na dół, po tym, jak raczył założyć dresy.
- Hej wszystkim- powiedziałam bez entuzjazmu, ale z uśmiechem
W kuchni byli wszyscy domownicy, jednak usłyszałam skrzypienie schodów. Odwróciłam się i ujrzałam dwie nieznajome dziewczyny.
- Jestem Laura Marano- podałam rękę blondynie
- Nina Nesbitt- uśmiechnęła się przyjaźnie
- Ariana Grande- przedstawiła się szatynka
Wszyscy byli dzisiaj w świetnych humorach. Nina i Ari okazały się sympatycznymi osobami. Nina to pewnie przyszła dziewczyna Rikera, jak widać już zapomniał o Vanessie; Ari połączyło z Rockym naprawdę niezłe poczucie humoru.
- Może jutro wybierzemy się wspólnie na plażę?- zaproponował Riker, przytulając do siebie Nesbitt.
Uroczo razem wyglądali.
Pokiwaliśmy zgodnie głowami. Rydel i Ellington mówili sobie czułe słówka i przytulali się prawie cały czas. Wyjątkowo nikt nie przejmował się problemami.
- Musimy już iść- powiedziała Ariana, po czym zwróciła się do Niny- Ojciec jest wściekły
- Wasz ojciec? Trochę nie rozumiem- odparłam
- Jesteśmy przyrodnimi siostrami. Wybaczcie, ale się spieszymy. Pa chłopaki- równocześnie puściły oko Rikerowi i Rocky'emu i ulotniły się z naszego domu.
- Nie chcę być podejrzliwa, ale one są trochę dziwne- odezwałam się
- Lau, co ty gadasz, miłe są i w ogóle. Wszędzie widzisz podstępy.- westchnęła Ryd
- Laura może mieć rację. Dziwnie się zachowywały- poparł mnie Ross.
- Co takiego się stało, że tak dobrze się dogadujecie? Rozumiem, jesteście przyjaciółmi, ale odkąd Ross stracił pamięć, nie byliście tak blisko- odrzekł Rik
Zaczęłam nerwowo spoglądać na Rossa. Chłopak był w tej samej sytuacji co ja. Trzeba coś wymyślić.
- Bo Ross/Laura wymyślił/a świetną piosenkę- odparliśmy jednocześnie- Znaczy razem stworzyliśmy nową piosenkę.
- Może nam ją zagracie?- zaproponował Ratliff
- Yyy zapomniałam wyjąć telefon, ze szklanki... Przepraszam- pobiegłam na górę, unikając spojrzeń reszty.
_______________________
Po 1. Polecam Wam takiego jednego, fantastycznego bloga, genialnej pisarki: http://raura-story.blogspot.com/

Po 2. Dzisiaj jest dokładnie rok od rozpoczęcia tej historii! <3
Chciałam serdecznie podziękować każdemu, kto czyta! Myślę, że rozwinęłam się pisarsko w ciągu tego roku, myślę, że jestem choć trochę rozpoznawalną blogerką w R5Family :P Ten blog  pomógł mi się wielokrotnie oderwać od szarości świata.
Mam taką propozycję. Zadawajcie mi jakiekolwiek pytania w komentarzach i ile chcecie oczywiście, a ja na nie odpowiem w osobnym poście, który będę aktualizować. Pytajcie o cokolwiek! :D
Tak przy okazji: napiszcie co myślicie o rozdziale- Wasza opinia jest dla mnie bardzo ważna, bez Waszych komentarzy pewnie już nie byłoby tego bloga. Życzę miłego dnia! ;*

środa, 8 lipca 2015

Rozdział 72.

Ruszyłem do pokoju szatynki. Otworzyłem drzwi i ujrzałem dziewczynę siedzącą na łóżku.
- Hej- odezwałem się
- Hej- szepnęła
- Chłopaki wybierają się do jakiegoś klubu. Idziesz też?- zapytałem
- Ja na imprezę? Jakoś tego sobie tego nie wyobrażam. To nie moje klimaty.- powiedziała
 Przechyliłem głowę i spojrzałem jej w oczy.
- Proszę. Sam tam przecież nie pójdę- lekko się uśmiechnąłem
Dziewczyna chwilę się zastanawiała, aż w końcu odrzekła:
- W takim razie jak ukryję to- wskazała na bandaże
- Fajnie, że się zgadzasz.
- Jeszcze się nie zgodziłam.
Spojrzałem na nią znacząco.
- No okey- uśmiechnęła się.
- Masz może w szafie jakieś bolerko albo sweter?- spytałem
- Znasz się na częściach damskiej garderoby?- Laura uniosła brew
- Było się tu i tam- wyszczerzyłem się.
Wybrałem Laurze czerwoną bluzkę, krótkie spodenki i skórzaną kurtkę. Dziewczyna była zdziwiona, ale i uśmiechnięta. Taką mógłbym ją oglądać w każdej sekundzie swojego życia. Przekonaliśmy Rydel do wypadu i razem ruszyliśmy w stronę klubu. Zapowiada się naprawdę ciekawie.
Ochroniarze wpuścili nas bez sprawdzania naszego wieku. Od razu poczułem zapach spoconych ludzi, papierosów i jeszcze czegoś.
- Masz mieć oko na Laurę. Spadnie jej włos z głowy i nie żyjesz młody- szepnęła mi na ucho Rydel.
Postanowiłem się jej słuchać. Wzrokiem odnalazłem ciemnowłosą i ruszyłem w jej stronę. Siedziała przy barze i zamawiała sok.
- Proszę to samo- odezwałem się i usiadłem obok dziewczyny.
Uśmiechnęła się w ten swój uroczo lekki sposób.
- Dziwi mnie coś- mruknąłem
- Co?- spytała Laura, pijąc  napój.
- Nie latają wokół ciebie tabuny chłopaków. Zasługujesz na to- przeczesałem włosy.
Zarumieniła się i próbowała to ukryć włosami.
- Dziwne, że wokół ciebie nie latają prześliczne dziewczyny- powiedziała
- Wystarczy mi taka jedna. Siedzi tutaj- wyszczerzyłem się
- Podać coś jeszcze?- zapytał barman
- Dwa razy coś mocniejszego- puściłem oko szatynce.
Drink był naprawdę niezły. Alkohol rozgrzewał moje wnętrze, przez co powoli traciłem jasność umysłu. Postanowiłem poprosić Laurę do tańca.
- Zatańczymy?- podałem jej rękę
Pokiwała głową i ruszyliśmy na parkiet.
Nie powiem, ciemnowłosa tańczyła świetnie. Mężczyźni oglądali się za nią, a tylko ja z nią tańczyłem.
*Oczami Rydel*
Riker i Rocky ulotnili się w poszukiwaniu jakiś dziewczyn. Ross i Laura również zniknęli. Zostałam sama z Ratliffem. Nie żeby mi to przeszkadzało. Całkiem fantastycznie. Od razu ruszyliśmy tańczyć, przerywając tylko aby wypić drinka.
- Wiesz, że jesteś fantastyczna?- zapytał Ell
- Nie jestem- odparłam
Ellington uchwycił mój podbródek, patrząc mi w oczy. Później musnął płatek mojego ucha i namiętnie mnie pocałował. Tak dziko, jak jeszcze nigdy.
Impreza trwała w najlepsze, jednak kiedyś musiała się skończyć. Zaczęliśmy szukać reszty rodzinki. Laura tańczyła cały czas z Rossem. Musieliśmy ich siłą ściągać w stronę wyjścia. Riker i Rocky byli z kimś, nikomu to nie przeszkadzało. Doszliśmy do domu po... jakimś czasie. Każdy poszedł w swoją stronę. Ja i Ratliff do jego pokoju.
____________________________
Hej!
Co tam u Was? Już za 2 dni płyta R5 ♥
Co sądzicie o rozdziale? :)
No to nie przedłużam i do następnego :)
Dziękuję i jednocześnie prosze o komentarze- i właśnie zapomniałam co miałam tutaj napisać :P
Miłej środy! ;*

Kocham to zdjęcie :3


środa, 1 lipca 2015

Rozdział 71.

Podbiegłem do dziewczyny powieszonej na lampie, paskiem Rikera. Podniosłem ją jak najwyżej.
- Pomóżcie! Szybko!- zacząłem krzyczeć na cały dom- Laura błagam, nie możesz mi tego zrobić. Bez ciebie nie dam sobie rady.
Kilkanaście sekund później w pomieszczeniu zjawiła się reszta domowników. Riker pomógł mi zdjąć lekkie ciało dziewczyny. Położyłem ją na łóżku. Sprawdziłem puls. Prawie niewyczuwalny.
- Co to ma być?- zapytał Rocky, podnosząc z ziemi kilka woreczków białego proszku.
- Rydel, dzwoń na karetkę- powiedział Rik
Blondynie tak trzęsły się ręce, nie mogła nawet wybrać numeru. Ratliff przejął telefon i zadzwonił.
- Pogotowie. Ellington Ratliff. Przyjaciółka chyba próbowała się zabić i się powiesiła. Przyjedźcie jak najszybciej! [adres domu Lynchów]. - zakończył  połączenie
- Trzeba ją jak najszybciej znieść na dół- odparłem i zabierając dziewczynę na ręce pobiegłem w stronę schodów.
Karetka przyjechała kilka minut później.
- Jedzie pan z nami?- zapytał jeden z ratowników
Pokiwałem głową i wsiadłem do karetki, trzymając za rękę  nieprzytomną Laurę. Droga strasznie  mi się dłużyła. Gdy w końcu dojechaliśmy, lekarze zabrali ciemnowłosą do szpitala. Ruszyłem za nimi. Zabrali ją na OIOM, niestety nie mogłem tam wejść. Po kilku minutach na korytarz wparowała reszta Lynchów.
- Co z nią?- odezwała się Rydel
- Walczą o jej życie.- mruknąłem i schowałem twarz w dłoniach.
- Będzie dobrze- siostra przytuliła się do mnie.
Pozostało mi mieć nadzieję, że będzie dobrze.
*Kilka godzin później*
- Panna Marano jest w ciężkim stanie, ale na szczęście żyje. Może tam wejść tylko jedna osoba i tylko na kilka minut- poinformował lekarz.
Odetchnęliśmy z ulgą.
- Idź Ross- polecił Riker
Wstałem z niewygodnego krzesła i poszedłem za lekarzem, który wskazał mi pomieszczenie, gdzie znajdowała się Laura. Podszedłem do jej łóżka i zacząłem przyglądać się tej uroczej, niewinnej dziewczynie. Odruchowo zacząłem gładzić jej delikatną dłoń.
- Dlaczego to zrobiłaś? Dlaczego chciałaś się zabić? Jeśli to ja jestem problemem, to mogę odejść i po prostu się zabić.- dziewczyna ścisnęła moją dłoń.- Zależy mi na tobie Lauro. Choć cię nie pamiętam, musiałem mieć szczęście, że spotkałem tak wspaniałą dziewczynę.
Opuściłem pokój ze smutkiem.
- Co z nią?- zapytała Delly
- Śpi- odparłem
- W takim razie jedziemy do domu- poinformował Riker
*Oczami Rydel*
Ross był jakiś nieobecny. To musi mieć związek z Laurą. Może i chłopak nic nie pamięta, ale coś czuję, że razem z szatynką i tak będą kiedyś znowu razem.
- Ross, wszystko okey?- zapytałam chłopaka
- Nic nie jest okej Rydel. Nic nie pamiętam, Laura prawie się zabiła. Moje istnienie jest bez sensu- odszepnął i poszedł do swojego pokoju.
Byli razem idealni. Razem dopełniali się i pomagali sobie. Mieli być razem na wieczność. A teraz co jest? Ross nie pamięta swoich uczuć, a Laura prawie popełniła samobójstwo. Co jest z tym światem?
Po kilku dniach lekarz pozwolił Laurze wyjść ze szpitala. Pojechałam po nią. Nie odezwała się nawet cichym słowem. Milczała niczym grób. To złe porównanie. Vanessa. Ona by coś wymyśliła.
*Oczami Rossa*
- Młody, wybieramy się na imprezę. Idziesz z nami?- zapytał Rocky.
- Nie wiem.- odparłem zgodnie z prawdą
- No weź nie daj się prosić.- błagał Riker.
Wpadłem na pomysł.
- Gdzie ty znowu idziesz?- mruknął Ratliff
______________
Tak, wiem, jestem zbyt przewidywalna xD
Rikeroholic i Olivia <3 miałyście całkowitą rację :P
Rozdział już dzisiaj bo wróciła do mnie pasja do pisania. Skończyłam ''Wróg...'', jeśli jeszcze ktoś nie czytał to tutaj jest link: http://r5ormaranostory.blogspot.com/2015/06/rozdzia-14-koniec_30.html Powiem tyle: jeszcze dużo się wydarzy w następnych rozdziałach :3
Komentujcie :D