piątek, 25 września 2015

Rozdział 83.


Ktoś zabrał Laurę i wpakował ją do ciemnego samochodu, który nie wiadomo skąd wziął się na torze. Wyrwałem się mężczyźnie i pobiegłem do podejrzanego auta. Nim dotknąłem drzwi, pojazd ruszył. Odjechał nim się obejrzałem. Rodzeństwo podbiegło do mnie. Od razu wtuliłem się w Rydel.  Kątem oka widziałem, że Riker pobiegł na parking. Wystartował za czarnym samochodem.
- Mike pożyczy nam samochód. Chodźmy. Nic tu po nas- odparł Rocky
- Alee..- chciałem zaprostestować
- Tak jej nie pomożesz- stwierdził Ratliff
Posłusznie poszedłem za nim i wsiadłem do czerwonego Audi A9. Trzeba przyznać, ma facet gust.
Droga do domu strasznie mi się dłużyła. Mijaliśmy znane mi ulice w całkowitej ciszy. Gdy w końcu znaleźliśmy się w domu, głos zabrała Rydel
- Nie zadręczaj się tak, Ross. Riker ją znajdzie. Szkoda, że nie pamiętasz jak uratowałeś nam życie. Wtedy też byliśmy w krytycznej sytuacji
- Pamiętam to- przerwałem siostrze
- Co?! Od kiedy? Pamięć ci wróciła?!- Dells od razu się podekscytowała i zaczęła zasypywać mnie pytaniami
- Kiedy Laura upadła.- szepnąłem
Ciszę przerwało trzaśnięcie drzwiami. Od razu odwróciłem głowę w stronę nadchodzącego Rikera.
- Gdzie Lau?- spytałem
(Muzyka dodaje nastroju: https://www.youtube.com/watch?v=ZFRMOG82SF0)
- Zgubiłem ich po pięciu kilometrach. Nie mam pojęcia gdzie teraz może być.- poinformował
Resztki mojej nadziei znikły niczym bańka mydlana. Już jej nie odnajdziemy. Nie będzie happy endu. Nie powiem jej, jaka jest piękna. To tylko dlatego, że jakiś koleś chciał mieć zabawę.
Powoli dowlokłem się do swojego pokoju. Granie zawsze pomagało mi dać upust emocjom. Może tym razem również pomoże? Wyjąłem gitarę spod biurka i zacząłem wylewać myśli na struny.

- It almost feels like it was just a dream
All these memories of you end me
Blown away  in the summer breeze
It almost feels like we just never were
All the time we spent was just a blur
Now it's just me and a melody
So what am I
Supposed to do
'Cause all these plans we made in the sand are through

Wihout you
I'm on my own
Am I gonna be alone?
And if it's only; me, myself and I
Will I be fine?

It almost feels like it was just a dream
All these memories of you and me*- skończyłem
- To było piękne- usłyszałem za sobą
Momentalnie się odwróciłem i ujrzałem Rydel ze łzami w oczach. Mocno ją do siebie przytuliłem.
- Jakoś ją znajdziemy. Jeszcze będziecie tutaj siedzieć szczęśliwi, a Rocky będzie narzekał, że  nie ma jeszcze dziewczyny. Obiecuję- powiedziała
- Nie składaj obietnic, których nie możesz spełnić- odparłem i odsunąłem się od siostry.
- Zacznij wierzyć. Laura wierzyła, że odzyskasz pamięć, choć szanse były prawie zerowe- chciałem jej przerwać- Wiem, co chesz powiedzieć. Też powątpiewała, ale jestem pewna, że wierzy nadal.
- Może umrzeć z myślą, że nadal nic nie pamiętam- to wydawało się straszne
- Nie Ross. Z wiarą, że odzyskasz siebie.
Blondynka wyszła z pomieszczenia zostawiając mnie z wieloma niewiadomymi i jeszcze większą ilością pytań, na które nie znałem odpowiedzi. Westchnąłem i odłożywszy gitarę poszedłem spać.
Obudziły mnie krzyki i wystrzał z pistoletu. Zerwałem się z łóżka i pobiegłem na dół. Rydel jak gdyby nigdy nic piekła naleśniki, Riker z zapałem szukał czegoś w internecie, na kolanach trzymając laptop. Skierowałem się do salonu. Ellington spał na kanapie, a Rocky oglądał film o mafii. Stąd ten wystrzał. Wróciłem do kuchni, z szafki wyjąłem szklankę, a z lodówki sok. Nalałem napoju i wypiłem zawartość szklanki. Moje myśli miały różne kierunki, a ja nie potrafiłem skierować ich na właściwy tor. Co do toru...
- Co się stanie z motorem Laury?- zapytałem znienacka
- Mike powiedział, że spróbuje go naprawić, bo na szczęście nie był aż tak zniszczony- odezwał się Rik, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa. Na nosie miał okulary, a jego włosy wyglądały jak po przejściu tornada.
- Wyglądasz podobnie blondynko- szepnął mi do ucha Ratliff
- Co? Skąd ty to..?- potrząsnąłem głową, odrywając się od myśli.
- Gapisz się na niego z wytrzeszczonymi oczami, to trudno się nie domyślić.- wyjaśnił
- Twoje spodnie dawno nie widziały pralki- cicho się zaśmiałem na reakcję szatyna. Spojrzał czy Ryd na niego nie patrzy i sprintem pobiegł na górę, omal nie wywracając się na schodach. Po chwili..
______________
*Ross Lynch- On My Own

Cześć!
Naprawdę dziękuję za te wszystkie komentarze ♥ jesteście cudowni! Mogłoby być tyle komów pod każdym rozdziałem do samego końca? Dużo już tego nie zostało;)
Do następnego! :*




sobota, 19 września 2015

Rozdział 82.

- Walker upomniał się o przysługę.- wydusił
- Jaka jest?- Ross przełknął ślinę.
- Kazał mi zabić Laurę Marano.- odpowiedział i wypuścił głośno powietrze.
Zakrztusiłam się zimną herbatą.
- Mam nadzieję, że się nie zgodziłeś- upewnił się Rocky
- Za kogo ty mnie uważasz?- zdenerwował się Riker.
- Nie ma jakiegoś innego wyjścia?- odezwałam się
- Niestety nie- westchnął Rik
- Chyba nie musimy się tym aż tak przejmować. Gdyby chcieli, zaczailiby się na Lau choćby wczoraj. Musimy uważać, ale bez przesady- zaproponował Ratliff
- Masz rację- przyznała Ryd
Mój telefon zaczął wibrować. Odblokowałam go i odebrałam połączenie:
- Dzisiaj jest jeden z ważniejszych wyścigów. Musisz przyjść. Jako oryginalna Laura Marano.
Ja: Mike, nie wiem, czy mogę
- Laur, jesteś dorosła, sama za siebie decydujesz.
Ja: To nie takie proste. Dam ci znać sms-em.
- Spytaj Rydel Lynch, czy też w o wchodzi
Nacisnęłam czerwoną słuchawkę i zobaczyłam wszystkie spojrzenia skierowane na mnie.
- Mike pyta, czy Rydel weźmie udział w dzisiejszym wyścigu- zakomunikowałam
- Też możesz- odpowiedział na nie zadane pytanie Rik
- Napisz mu, że będziemy na 17.- Ryd puściła mi oko, a ja wykonałam jej polecenie.
Kilka godzin później razem z Delly byłyśmy gotowe i przebrane w swoje stroje (Ryd różowy, Lau żółty~od aut.). Pojechaliśmy na tor, ludzi było znacznie więcej niż wczoraj. Poszłyśmy po nasze maszyny i wyprowadziłyśmy je na start.
- Trasa ma być trudniejsza niż wczoraj, ale na koniec macie przyjechać tutaj.- wyjaśnił Ellington
Przytuliłam Ross'a i wsiadłam na motor.
- Pamiętasz jak się poznałyśmy? Jechałyśmy razem- przypomniałam blondynce
- Powodzenia, młoda- odparła Ryd
- Vice versa, stara- powiedziałam
*Oczami Rossa*
Stałem razem z braćmi i Ellem na dobrych miejscach, aby obserwować cały wyścig. Rattliff miał ze sobą tablet i wymieniał spostrzeżenia z Rocky'm. Riker był niepewny.
- Witamy wszystkich na jednym z ważniejszych wyścigów dziewczyn! Widzimy oficjalny powrót Laury Marano i Rydel Lynch. Laski, pokażcie co potraficie!- usłyszałem z głośników.
Po chwili wystartowały. Rydel i Laura jechały bardziej obok siebie, będąc jak najbliżej prowadzących dziewczyn. W pewnym momencie do Lau podjechała zawodniczka na czerwonym motorze, po chwili ją wyprzedziła.
- Laura nie potrafi zapanować nad motorem!- krzyknął Riker do Ella.
Po chwili motor ciemnowłosej zaczął wariować, dziewczyna nie umiała nic z tym zrobić. Pojazd zrobił kilka wywrotek i przewrócił się zaraz po upadku Marano. Przeskoczyłem przez barierkę i popędziłem ile sił w nogach do Laury. Rydel zawróciła i podjechała do niej. Nagle zakręciło mi się w głowie. Wszystkie wspomnienia, zaczęły wracać. Podniosłem bezwładne ciało Lau i jak najszybciej zdjąłem jej kask.
- Laura, nie rób mi tego. Dasz radę. Popatrz na mnie- poprosiłem- Otwórz oczy!
Zostałem odciągnięty przez obcych mężczyzn, z moim rodzeństwem zrobiono tak samo. Co to byli za ludzie?!
_____________
Witam drogich Czytelników!
Co tam u Was?
Co raz trudniej dodaje mi się rozdziały, bo każdy rozdział przybliża koniec. Niewiele już zostało. Ten rozdział dedykuję Abi,
Tak w ogóle dzięki za wszytskie komy, naprawdę dają mi weny na to, co planuję w następnym 'projekcie'. Proszę Was, niech KAŻDY skomentuje ten post, to serio ważne. Choćby zwykła kropka (nie mam na myśli zadnego spamu). To już nie zanudzam i do nexta! ♥

sobota, 12 września 2015

Rozdział 81.

- Dokończymy w domu?- upewnił się, na co pokiwałam głową.- Jesteś najlepsza na świecie.
- Też cię kocham, ale musimy znaleźć wszystkich i wracać. Ty znajdziesz Rocky'ego i Rikera- zakomunikowałam i ruszyłam na poszukiwania.
 Kilkanaście metrów dalej natknęłam się na Rossa, siedzącego przy barze ze spuszczoną głową.
- Młody, zbieramy się. Gdzie Laura?- zdziwiło mnie, dlaczego nie są razem.
- Szczerze? Jak na razie mam to gdzieś- zawiadomił
Czyli znowu się pokłócili.
- Jeśli coś jej się stało? Nie rusza cię to? Co jeśli w tym momencie jakiś obleśny facet się do niej dobiera? Ona cię potrzebuje, a ty potrzebujesz jej- oświadczyłam
Kątem oka ujrzałam ciemnowłosą kilka metrów od nas. Szła w naszą stronę. To złe określenie. Toczyła się w naszą stronę, ledwo trzymając równowagę. Prawie przede mną upadła, na szczęście Ross miał refleks i złapał ją gdy była już przy ziemi. Bez słowa zaczęłam przedzierać się między nieźle wstawionymi ludźmi. W naszym samochodzie siedziała już reszta. Usiadłam za kierownicą, a Ross wpakował się z Lau na tył. Jako najbardziej trzeźwa, jechałam w miarę spokojnie. Na podjeździe Ross i Ratliff pomogli zanieść do salonu Rik'a i Rocks'a. Blondyn wziął śpiącą Marano an ręce i ruszył do jej pokoju, wcześniej szepcąc:
- Miałaś rację.
Uśmiechnęłam się do siebie i weszłam do pokoju. Wzięłam prysznic, założyłam piżamę i zasnęłam.
*Oczami Rossa*
Otworzyłem drzwi pokoju szatynki, oświeciłem światło i położyłem ją delikatnie na łóżku. Zdjąłem jej buty, zauważyłem, że  ubrania ciemnowłosej nie są w najlepszym stanie, więc rozebrałem ją do bielizny. Okryłem ją kocem i poszedłem się wykąpać. Założyłem bokserki i zahaczając do kuchni, po tabletki, dwie szklanki i butelkę wody, wróciłem do dziewczyny. Leżała jak przedtem. Na szafce nocnej położyłem wszystkie rzeczy. Po raz kolejny mogłem się jej dokładnie przyjrzeć. Nie mam pojęcia, jak mogłem zapomnieć o takiej dziewczynie. Warto było się dla niej poświecić. Cóż, oczarowała mnie od pierwszej chwili, nie tylko wyglądem, a bogatą i kruchą osobowością.
- Proszę, zostań ze mną.- mruczała przez sen i mimowolnie złapała mnie za rękę. Poczułem przyjemne dreszcze. Westchnąłem, zgasiłem światło i położyłem się obok dziewczyny.
*Oczami Laury*
Zbudził mnie piekielny ból głowy. Otworzyłam oczy, kilkakrotnie mrugając. Od razu wypatrzyłam tabletkę i szklankę, a obok butelkę wody. Chciałam po nią sięgnąć, jednak z głośnym trzaskiem spadłam z łóżka na zimne panele. Zobaczyłam czyjeś stopy na panelach. Podniosłam głowę i ujrzałam Rossa w samej bieliźnie. Pisnęłam i wróciłam na łóżko. Spojrzałam na siebie- miałam na sobie tylko stanik i majtki! Przykryłam się kołdrą aż po samą głowę.
- Proszę cię, przecież widziałem cię taką przez całą noc.- odezwał się
- Jak to?- spytałam, odsłaniając głowę- Ostatnie co pamiętam, to jak się pokłóciliśmy.
- Upiłaś się do nieprzytomności, tak jak reszta oprócz Rydel i mnie, przywieźliśmy was tutaj, twoje ubrania nie były w dobrym stanie więc je zdjąłem i położyłem cię na łóżku- wytłumaczył
- Gdzie spałeś?- zapytałam groźnie
- Obok ciebie- wzruszył ramionami, nalał do szklanki wody i podał mi ją razem z tabletką.
Podziękowałam i połknęłam tabletkę popijając wodą.
- Przepraszam- szepnęłam, patrząc blondynowi w oczy.
Gdy ujrzałam jego uśmiech, byłam pewna, że już mi wybaczył.
- Może w końcu zejdziemy na dół?- odparł chłopak
- Jasne- uśmiechnęłam się i wyszliśmy z pokoju, spotykając Rydel
- Jak się spało?- zapytała ze zboczonym uśmiechem
Śmiejąc się pokręciłam głową i całkiem szczęśliwa ruszyłam na dół. Ell, Rocky i Riker grali na konsoli. Usiedliśmy na krzesłach w kuchni, patrząc na ich poczynania.
Nagle zadzwonił telefon Rikera. Chłopak oderwał się od gry i przepraszając, odebrał. Z każdą sekundą jego mina była zdziwiona, później lekko przerażona.
- Nigdy tego nie zrobię. Zapomnij.- odparł i się rozłączył.
- O co chodzi?- spytała Dells
______________
Cześć!
Dziś nie mam nic do dodania. Ten rozdział nawet mi się podoba :D
Rikerochoic, odpowiadam na Twoje pytanie: raczej mam zamiar coś jeszcze pisać, ale na razie to tylko wstępny projekt. Jeszcze nic nie jest pewne :)

czwartek, 3 września 2015

Rozdział 80.

Akurat dziś nie wyprowadzą mnie z równowagi.
- Czyżby to była Laura Marano? Gdyby nie twoja sławna siostra, byłabyś nikim. Pewnie jej to nie zdziwi, gdy jej młodsza siostra znowu przegra. Nic nowego- usłyszałam prawdopodobnie głos Anderson.
Zacisnęłam dłonie na kierownicy. Nie daj się ponieść emocjom Lau! Nie zamierzam.
- Anderson? Co to za nazwisko? Kojarzysz mi się wyłącznie z tlenionym ananasem z puszki- uśmiechnęłam się na docinki Rydel, która stanęła w mojej obronie.
- Pogadamy sobie po wyścigu, Lynch- powiedziała z jadem w głosie dziewczyna.
Właśnie w tym momencie usłyszeliśmy dźwięk rozpoczęcia wyścigu. Od początku pokazałam na co mnie stać, unikając zaciekle goniącego mnie czerwonego motoru i jego kierowcy. Pod koniec buzowała we mnie ogromna dawka adrenaliny połączonej ze wściekłością i zacietością, która pozwoliła mi wygrać. Nie miałam tej ogromnej satysfakcji, co zwykle. Byłam wręcz wyprana z emocji. Nie włożyłaś w to serca, chciałaś tylko wygrać, nie sprawiało ci to żadnej radości.
- Lau, co jest, nie cieszysz się?- spytał Rocky
- Nie włożyłam w to serca- mruknęłam
Bez słowa opuściłam Lynchów i poszłam się przebrać. Doprowadziłam moje włosy do względnego stanu, ruszyłam zobaczyć pozostałe dwa wyścigi. Nie były zbyt emocjonujące, publiczności również nie było zbyt wiele, lecz teraz może zacząć się prawdziwa impreza. After party wyścigów. Byłam na nim zaledwie kilka razy, ponieważ gdy byłam jeszcze niepełnoletnia, Vanessa nie pozwalała mi na 'imprezy dla dorosłych', na których musiała mnie mieć na oku. Tym razem zamierzałam wykorzystać ten wieczór.
- To co będzie, gdy ponownie zaczniesz z tego czerpać ogromną radość?- usłyszałam retoryczne pytanie Rossa, które wyrwało mnie z zamyślenia. Spojrzałam na niego, jednak nic nie odpowiedziałam, bo kolejny raz zatonęłam w jego hipnotyzujących oczach.- Przejdę się po coś do picia. Nie ruszaj się stąd.- ach, ten jego uśmiech.
Stop! Laura ogarnij się!
- Nieźle wyglądasz Marano. Poza tym wyścig świetny. Taka piękna i jednocześnie samotna? Lepiej nie mogłem trafić- odezwał się Ash, jeden z byłych mojej siostry.
- Tak się składa, że Laura jest tu ze mną- usłyszałam i poczułam objęcie w talii
- A kim ty niby jesteś?- zadrwił ciemnowłosy.
- Ross Lynch, a co?
- Z tych Lynchów? W takim razie wybacz mistrzu- zaczął się podlizywać i zniknął nam z oczu jak najszybciej.
- Naprawdę panie Lynch?- spytałam z udawaną powagą
- O co chodzi, panno Marano?- blondyn jak zwykle nie odpuszczał
- Dziękuję, Ross- odparłam
- Wiem, jak możesz mi to wynagrodzić- szepnął tajemniczo, a mnie przeszły dreszcze.- Nie to, o czym myślisz, Lau. Nie jestem taki.
- Jesteś facetem i kiedyś w końcu się to stanie. Świadomie- stwierdziłam
- Pomimo wszystko, nie zrobię nic, na co byś nie pozwoliła.- oznajmił.
Mogłam mieć tą pewność? David mówił tak samo. Każdy facet mówi tak samo. Skąd mogę wiedzieć, że ten Ross nie prowadzi swoich gierek, wiedząc, że mu ufam i go kocham?
- Chciałem tylko abyś ze mną zatańczyła- wytłumaczył i poszedł.
Pół godziny szukałam go w tłumie tańczących, przy barze, nawet przy stolikach. Po raz kolejny zniszczyłam to, co zbudowałam. Musisz mieć więcej zaufania. Łatwo podpowiadać komuś, trudniej uczynić samemu. Usiadłam przy barze i poprosiłam o jednego z mocniejszych drinków.
- Coś się stało- zauważył barman
Machnęłam ręką.
- Powiedz o co chodzi. Barman jak ksiądz, a mogę jakoś pomóc- odrzekł mężczyzna- Dave
- Laura
*Oczami Rydel*
Jest już późno. Trzeba się już zbierać.
- Ell, proszę, ogarnij się- skarciłam mojego chłopaka, który rozbierał mnie wzrokiem
--------------------
Cześć! Jak tam Wasz początek roku? :D U mnie całkiem spoko, jak zwykle :)
Mam nadzieję, że rozdział się Wam podoba :>. Niestety, zasmucę Was, ta historia niedługo się skończy...
Ale jeszcze trwa! Dziekuję za wszystkie komentarze pomimo beznadziejności poprzedniego rozdziału :D
Dedykuję ten rozdział Mitniss ;*
KOMENTUJCIE!!
Pozdrawiam :)